Pogavranjen – Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem (2016)

1907546_1142573705768251_4911134059888974467_n

Wydany w połowie 2014 roku „Sebi Jesi Meni Nisi” może nie był rewelacją, ale swego rodzaju małym zaskoczeniem i wydarzeniem, o którym mówiło się w kontekście polskiej sceny black metalowej (o, choćby tutaj). Jakiej polskiej sceny? – zapytacie – Przecież Pogavranjen to Chorwaci! Owszem, chłopaki pochodzą z Zagrzebia, jednak za sprawą „Sebi Jesi Meni Nisi”, licznych przychylnych opinii w polskiej prasie i Internecie oraz kontraktu z rodzimą Arachnophobią, chorwacki zespół w pewnym sensie „stał się” częścią naszej sceny. Wiadomo, stosuję tu spore uproszczenie, ale wydaje mi się, że chyba nigdzie – może poza Chorwacją – Pogavranjen nie stał się tak rozpoznawalnym zespołem, jak w Polsce. Czy tegoroczna „Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem” sprosta oczekiwaniom?

Może zacznijmy od tego, że tegoroczne wydawnictwo Chorwatów to zupełnie inna para kaloszy niż „Sebi Jesi Meni Nisi”. Na poprzednim krążku Pogavranjen zaprezentował całkowicie obskurne, żeby nie powiedzieć chamskie oblicze, nieszczególnie siląc się na jakiekolwiek przejawy artyzmu. Właśnie to, w połączeniu z nieprzeniknioną, czarną i duszną atmosferą stanowiło o jakości tego albumu. „Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem” to płyta, gdzie klasyczna, black metalowa siara ustępuje miejsca mrocznym melodiom i klimatowi, który może trochę kojarzyć się z dokonaniami Oranssi Pazuzu, Virus czy Ved Buens Ende. Teoretycznie, brzmi spoko, w praktyce jednak tegoroczny album Chorwatów zdaje się nieco ciągnąć. Brakuje mu dynamiki, przez co wciąż gęsty i smolisty klimat staje się nazbyt lepki. Nieliczne przyspieszenia i żywsze partie wprowadzają co prawda nieco tak bardzo pożądanej przestrzeni, ale odnoszę wrażenie, że to nadal za mało. Krótko mówiąc srogo zawiodą się ci, którzy po Pogavranjen spodziewali się kontynuowania drogi obranej na „Sebi Jesi Meni Nisi”. Oba albumy łączy jedynie duszna atmosfera, aczkolwiek w przypadku najnowszego krążka zespołu już nie aż tak czarna i mroczna, jak poprzednio.

Nie mogę jednak powiedzieć, że „Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem” to zła płyta. Ciągle do czynienia mamy z całkiem wciągającym albumem, o intrygującym klimacie i, mimo wszystko, niezłych kompozycjach (przede wszystkim „Xolotl” czy „Olam Ha-Ba”, z drugiej strony mamy natomiast nieporozumienie w postaci „Maitreya”). Pogavranjen próbują zrobić szpagat, stając w rozkroku między naturalnym dla nich black metalem a awangardą i psychodelią. Szkoda, że nie jest to (jeszcze – mam nadzieję) szpagat do końca udany, wierzę jednak, że na kolejnym albumie zespołowi uda się znaleźć odpowiednie proporcje. Wtedy nie będę pierdolił, obiecuję.

Emef


pogavranjen-jedva-cekam-da-nikad-ne-umrem-front-2016


1.Keres [02:03]
2. Maitreya [08:07]
3. Parahaoma [06:54]
4. Xolotl [09:43]
5. Kalpa [08:24]
6. Olam Ha-Ba [09:42]


Skład: Matej Pećar – gitary, bas; Niko Potočnjak – gitary; Denis Balaban – gitary; Marko Domgjoni – klawisze, syntezatory, bas; Ivan Eror – wokale; Stanislav Muškinja – bębny


Data wydania: 15 lutego 2016, Arachnophobia Records



 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s