Kult Mogił – Anxiety Never Descending (2015)

kult-mogił-1024x602

Piękną nazwę ma ten projekt, bardzo polską, nieodparcie i ironicznie kojarzącą się z „naszym” pierwszym listopada. Rzućmy jeszcze okiem na logo, również niebrzydkie, w stylu raczej charakterystycznym, a łatwo będzie się domyślić, że muzyka Kultu Mogił niekoniecznie łagodzi obyczaje.

Jednym z członków Kultu Mogił jest Ataman Tolovy, którego niektórzy powinni kojarzyć ze Stillborn, Genius Ultor czy Turin Turambar. No, sądzę, że teraz jesteśmy już w domu. „Anxiety Never Descending” to płyta z rodzaju tych, które ostatnio wchodzą we mnie jak w masło. Owszem, na pewno daleka od geniuszu czy określania jej mianem wybitnej, jednak przy tym do bólu naturalna, niewymuszona. Fundamentem tego krążka jest death metal raczej starej szkoły, ale znajdziemy w tym przypadku także pewne nawiązania do black metalu, trochę doomowej aury czy nieznośne wręcz, agonalne partie w „The Width Of A Forehead”. Nie to jednak jest na tym krążku najlepsze; „Anxiety Never Descending” czaruje brzydotą, żeby nie powiedzieć niechlujnym i aroganckim podejściem. Cały ten wokalny bełkot, kurz i obleśność gitar, malują właśnie taki obraz. To wręcz trochę patologiczna muzyka, ale dzięki temu właśnie bardzo intrygująca. Przy okazji warto nadmienić, że to kolejny dowód na stawianą przeze mnie tezę, że metal musi mieć ten turpistyczny pierwiastek, być pierwotny, ciężki, wulgarny i unikać wymuskania. Co ciekawe, „Anxiety Never Descending” to na swój sposób także chwytliwy album, a to głównie za sprawą nie tyle melodii (bo tych jest tutaj niewiele, prawdę mówiąc), co dobrych riffów (mam na myśli przede wszystkim utwór tytułowy, pełen szacunek).

Słuchając któryś tam już raz debiutu Kultu Mogił naszła mnie taka dygresja, że w pewnym wieku człowiek zaczyna rozumieć, co jest tak naprawdę zajebiste w metalu; że nie chodzi o te wszystkie ekstra solówki, łamanie rytmu, ultra szybkie tempa czy nie wiadomo jaką brutalność. To trochę jak z fajerwerkami na Nowy Rok – jak się je widzi pierwszy raz, drugi, trzeci, to jest to totalnie zajebiste, ale po latach wiesz, że to nie sztuczne ognie są najważniejsze na imprezie, a Sylwester jest tak naprawdę od tego, żeby się porządnie najebać.

A w metalu natomiast to najważniejsza jest pierwotna siła, która musi stać za tą muzyką. Za „Anxiety Never Descending” stoi.

Emef


KULT-MOGIŁ-Anxiety-Never-Descending


  1. Anxiety Never Descending [05:11]
  2. Threnody [06:52]
  3. Serene Ponds [06:59]
  4. Początek Wrażeń [06:24]
  5. The Width Of A Forehead [05:21]
  6. Palliative Messiah [08:35]

 

Skład (za metal-archives.com): Karmiciel Wszy Zdrowych – wokale, gitara, bas, akordeon; Thisworld Outof – gitara, bas; Kalkulator Chronometrażysta – bębny


 

Data wydania: 24 grudnia 2015, Pagan Records

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s