Godspeed You! Black Emperor – 8.11.2015, Progresja, Warszawa

gybelive

Byłem na fajnym koncercie i chciałbym się podzielić tym doświadczeniem z czytelnikami, utrwalić własne wrażenia i zapisać wspomnienia w formie tekstowej. Jednak podobnie jak rok temu relacjonując występ Swans na Unsoundzie, mam poważny problem. Jak opisać przeżycie z takiego koncertu, jak oddać towarzyszące wrażenia obcowania z muzykę Godspeed You! Black Emperor na żywo, jak opisać to rosnące napięcie i wyczekiwanie na punkty kulminacyjne podczas chmur drone’ów, jak przedstawić te ściany szumów i sprzężeń? Nie wiem czy się da.

Można sobie za to podywagować na temat setlisty. Że może chciałoby się usłyszeć „Mladic”, a tu nie było nic z „’Allelujah! Don’t Bend! Ascend!”. Że zaczęli od drone’ów przechodzących w „Storm”, a wolałoby się „Static”. Że odegranie całego ostatniego albumu, to niegłupi pomysł, bo „Asunder, Sweet and Other Distress” na żywo zyskało naprawdę dużo, a takie „Piss Crowns Are Trebled” może urosnąć do utworu kanonicznego w dorobku GY!BE. „Moya” również sprawdza się absolutnie wspaniale w wykonaniu live. Punktem setlisty, który najbardziej mnie zastanawiał, a który przewija się na tej trasie był „Uknown new song” przez niektórych ochrzczony mianem „Buildings” z racji przewijających się zdjęć wieżowców w tle. Jak zwykle pięknie się rozwijający, przełamany wyciszeniem w środku by znów rozkwitać, tym razem stawiając na nieco żywszą rytmikę. I wtedy nastało to na co wszyscy czekali. Publika „po jednej nutce” odgadła czego świadkiem będzie za chwilę i nagrodziła muzyków burzą oklasków za te pierwsze dźwięki „Sad Mafioso”. Tego co przeżyłem w tym momencie już opisać nie dam rady, ale domyślacie się pewnie, że emocje wzięły górę i można było uronić łzę wsłuchując się w ten legendarny już utwór.

Nie ma co opisywać show, bo show żadnego nie było. Muzycy wychodzili pojedynczo, po kolei włączając się do gry i zagęszczając ogarniający publikę smolisty drone. O ruchu scenicznym nie ma co mówić, gdy połowa zespołu gra na siedząco, a z kontrabasem ciężko tańcować. Jak w ogóle tańcować do takiej muzyki? Zostało albo gapienie się na wizualizacje albo wypatrywanie czym tym razem wydobywają dźwięki muzycy. Śrubokrętem na gitarze, smyczkiem na basie, smyczkiem na talerzu. Efekty tych eksperymentów znamy wszyscy dobrze, ale fajnie być ich naocznym świadkiem i na własnych uszach odczuć ich skutek.

Nie ma co też się skupiać na technicznej warstwie występu. Stojąc nieco bardziej z boku sceny można było narzekać na gorszą selektywność, jednak zbliżając się ku środkowi dało się już słyszeć większą ilość smaczków i detali. Stojąc naprawdę blisko sceny dało się nawet wychwycić to śpiewane przez zespół „ta-da-da-da” w „Sad Mafioso”.

Dwie godziny, co do minuty, tyle czasu zajęło muzykom kolektywu Godspeed You! Black Emperor zrównanie słuchaczy z ziemią i doprowadzenie ich do płaczu. Nieco przerażeni tym co dokonali po kolei uciekali ze sceny ledwie tylko kiwając rączką na pożegnanie i z przeprosinami za dokonane zniszczenia. Na pozór muzyka delikatna i ulotna, a siejąca spustoszenie w umysłach. Kropla drążąca skałę. Fenomen, którego udało mi się być świadkiem.

Masta

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s