melisa – Dla Melizy (2015)

melisa

To, że Polacy potrafią się odnaleźć na noise’owym poletku wiadomo nie od dziś. Już ponad 20 lat temu Ewa Braun pokazywała, że Polacy nie gęsi i swój szum mają. Ostatnie lata przyniosły wysyp projektów Kuby Ziołka, które z noise’owej stylistyki w mniejszym lub większym stopniu czerpią. W tym roku za to już mamy do czynienia z największymi od lat żniwami. Przez moje odtwarzacze przewinęły się już albumy takich grup jak Jesień, Złota Jesień, Sierść, Rimbaud czy Katie Caulfield, a to przecież ledwie wierzchołek góry lodowej. Bo jest jeszcze chociażby melisa.

Niech nazwa nikogo nie zmyli. Melisa nie prezentuje smutnych szumów dla nadwrażliwców, a prawdziwie wkurwioną odmianę tej szufladki. Pierwsze skojarzenia to przecież nasze polskie Krzycz czy Smar SW. Lepiej przywitać się ze mną zatem nie mogli, bo w zasadzie od czasów tamtych zespołów nie trafiłem na taką bezpośrednią, agresywną mieszankę noise’u i hardcore’u. Każdy kto kochał zatapiać się w obskurnej atmosferze „Traumy” Krzycz powinien sięgnąć po „Dla Melizy”. Może nie ma tu aż tak dużo wczesnego Neurosis to jednak pewien pierwiastek wspólny w postaci bardzo sugestywnej atmosfery został zachowany. Więcej jest za to pięknej brutalności, prostych ciosów na szczękę, agresji uduchowionej („wczoraj myślałem, że pójdę spać”, „sutra o całkowitym zgaśnięciu”), coś w stylu Big Black z okresu „Atomizer”. Czy w ogóle jest możliwy brak skojarzeń z dziełami Albiniego w muzyce noise rockowej z domieszką post-hardcore’u? No jest też Godflesh i to z okresu „Streetcleaner” („outro„), więc jest to (po raz kolejny muszę powtórzyć) Godflesh prosty i bezpośredni, a nie ten bujająco-hiphopujący z późniejszych płyt. I to jak najbardziej wyszło muzyce na dobre.

Garść standardowych odwołań do zagranicznego dorobku z dziedziny szumów i sprzężeń uzupełniona o nasze polskie dziedzictwo dały nam naprawdę ciekawą i spójną płytę. Jeśli kolejne dzieła melisy będą równie konsekwentne i uda im się jeszcze rozwinąć zaprezentowaną formułę na naszym rynku może pojawić się kolejny bardzo solidny gracz. Rok 2014 w Polsce upłyną pod znakiem black metalu. W tym na prowadzenie zdecydowanie wyszli zawodnicy z drużyny noise’owej.

Masta

dla melizy


  1. podróż za jeden uśmiech [2:55]
  2. gdzie giną gołębie [3:22]
  3. trotyl [3:07]
  4. prochy [3:45]
  5. nie mam gdzie spać [1:42]
  6. Dla Melizy [1:41]
  7. martyrologia marketu [1:22]
  8. lodziarnia [1:34]
  9. wczoraj myślałem, że pójdę spać [2:12]
  10. lufki [1:18]
  11. sutra o całkowitym zgaśnięciu [2:15]
  12. outro [0:52]

Całość: 26:04


Skład: Mateusz Romanowski – gitara; Michał Stawarz – perkusja; Marcel Gawinecki – bas


Data wydania: 27 września 2015


Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „melisa – Dla Melizy (2015)

  1. Pingback: Złote Banany 2015 | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s