Elder – Lore (2015)

elder-Photo-by-Ryan-Boyd

Syndrom drugiej płyty, syndrom trzeciej płyty, czwartej, dziesiątej, ostatniej. Jak to z nimi jest? Istnieją czy nie? Szczerze mówiąc, wierzę w nie nie mocniej, niż w Dziadka Mroza, ale okej, załóżmy, że istnieją.

Są dwa (co najmniej). Pierwszy: po dwóch albumach zespół jest doświadczony, dojrzały, świadom swojej drogi, więc „trójka” powinna być jeszcze lepsza, niż poprzedniczki. Drugi: jeżeli pierwsze dwa albumy były bardzo dobre, trzeci pewnie będzie niewypałem, no bo przecież każdy zapas talentu musi się kiedyś wyczerpać.
Gdzie bym w tej całej paranoi umieścił Elder? Cóż, właściwie „Lore” nie jest niewypałem, nie jest też lepsza niż „Dead Roots Stirring”. A więc nauka nas zawiodła. No to z czym tu mamy do czynienia?
Przede wszystkim trochę ponarzekam, bo moje oczekiwania względem następczyni znakomitego „Dead Roots Stirring” nie zostały spełnione, a przynajmniej nie w całości. Nie zaliczamy kolejnej podróży w chłodne, nieprzystępne rejony psychodelicznej krainy – to jest dla mnie minus, bo „DRS” zabijał klimatem, gęstym jak opar wiszący nad bagnami, oraz ciężarem. Cóż, panowie postanowili pójść w innym nieco kierunku, za co oczywiście trudno ich winić, zwłaszcza że obiektywnie rzecz ujmując, zmiana nie wyszła im na gorsze.
Dodać jednak należy, że właściwie nieco lżejsze podejście do grania nie powinno dla nikogo być zbyt dużym zaskoczeniem, bo już wydana w 2012 EPka „Spires Burn/Release” zwiastowała zmianę – zwłaszcza drugi z dwóch utworów na EPce, czyli „Release”. To jest praktycznie zwiastun „Lore”, fragment żywcem wyjęty z tej płyty. A zatem, jeżeli polubiliście EPkę, śmiało sięgajcie po nowego długograja. A jeżeli nie – i tak sięgnijcie, bo to jest bardzo dobry album. Przy pierwszych dwóch, trzech obrotach przeszkadzał mi inny klimat całości – jak już wspominałem, nie gęsty, masywny, ale o wiele bardziej… No właśnie, jaki? Trochę fantasy, trochę kosmosu (pewnym naprowadzeniem, podonie jak w przypadku poprzedniczki, może być zerknięcie na okładkę), momentami jakby skojarzenia z Black Pyramid, trochę Acrimony panowie na pewno też słuchali. W końcu jednak otrzeźwiałem i zauważyłem, że środki przekazu są w zasadzie takie same. Mnóstwo świetnych melodii? Jest. Długie kompozycje? Są. Swego rodzaju podniosłość? Jest. Jeszcze tylko jedna drobna różnica – „Lore” jest o wiele mocniej osadzona w improwizacji i tu drobny minusik, bo momentami całość trochę się rozpływa, odlatuje. Na przykład tytułowy utwór w połowie zostaje ucięty, mamy dwie minuty cichego ambientu, po czym wraca dynamika, ale suspens się gubi i pojawia się myśl: „to wciąż jeden utwór, czy już kolejny?”. Mam jakąś awersję do tego typu rozwiązań – wolę płynniejsze przejścia – i ten moment trochę mi psuje przyjemność.
To jednak tyle, jeśli chodzi o wady. Mimo innego podejścia do atmosfery, braku masywności, panowie z Elder pokazują, że mają ogromny potencjał i kochają to, co robią. I my też to kochamy.

Pan Wąs


cover


1. Compendium [10:39]
2. Legend [12:31]
3. Lore [15:58]
4. Deadweight [9:28]
5. Spirit at Aphelion [10:32]


Skład: Nick DiSalvo – gitara, wokal, klawisz; Matt Couto – perkusja; Jack Donovan – bas


Data wydania: 27 lutego 2015, Armageddon Label

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s