Fell Ruin – Devices (2015)

3540394099_photo

Dostawałem już do recenzji płyty z różnych zakątków świata – z Bydgoszczy, Poznania, Wrocławia, najwięcej chyba z Trójmiasta… Było coś z Francji, coś z Ukrainy, ale dopiero teraz, pierwszy raz od kiedy istnieje GoS, otrzymaliśmy płytę prosto ze Stanów. Amerykańską taką. Ze stemplem poczty lotniczej z Los Angeles za dwa dolary. Nadzieje już upadły, bo przesyłka doszła gdzieś tak po miesiącu, ale jak widać nasi amerykańscy sojusznicy okazali się bardziej słowni niż w przypadku wiz i całkiem nienajgorzej wydany album kręci się w odtwarzaczu. I…

…i jest to black metal, proszę Państwa. Fell Ruin nie należy raczej do zespołów, które bez problemu można by wrzucić do worka opisanego jak post-black, jednak w swoich kompozycjach zespół przemyca garść bardziej nieoczywistych rozwiązań – przede wszystkim całkiem niezłych zwolnień i trochę gitarowych pasaży na post-rockową modłę. Generalnie „Devices” jest jednak raczej dość surową, ciężką i agresywną płytą i co nie powinno dziwić, bliższą amerykańskiej szkole niż europejskim tradycjom. Na debiutanckiej EP Fell Ruin nie znajdziemy zbyt wiele chłodu przywodzącego na myśl skandynawski krajobraz, aczkolwiek Amerykanie próbują mimo wszystko tchnąć w swoje nieco zbyt nowoczesne brzmienie odrobinę mrozu. Bardziej jednak niż na kultywowaniu tradycji, zależy im na wygenerowaniu nowoczesnego soundu i można powiedzieć, że z tego zadania wywiązali się całkiem nieźle. Uniknęli kompozycyjnej monotonii, z rozwagą wykorzystali pozagatunkowe inspiracje, przyzwoicie wypadają technicznie, a wokalista Brian Sheehan z ciekawie zachrypniętym głosem również daje radę. Fell Ruin bynajmniej nie odkrywa nowych lądów, ale nie wymagam tego od trwającego 25 minut debiutanckiego wydawnictwa. Osobiście brakuje mi jedynie takiej typowej black metalowej siary, solidnej dawki mroku i nienawiści, która znaczy najlepsze i najważniejsze wydawnictwa z tego nurtu. Amerykański zespół jest pod tym względem nieco zbyt poprawny i, nazwijmy to, zbyt grzeczny. No, ale tak jak wspominałem – są to tylko debiutanci, a „Devices” jak na debiut jest co najmniej przyzwoitym wydawnictwem.

Mógłbym polecić Fell Ruin zwolennikom black metalu w stylu rodzimego Outre, może Thaw, a także wszystkim tym, którzy byli na niedawnym koncercie Altar Of Plagues w Hydrozagadce. „Devices” to album, który mówiąc krótko ma ręce i nogi. Nie zaskakuje, nie wydziwia, nie wprawia w zachwyt – okej, ale niejednokrotnie potupałem nóżką czy stwierdziłem: „Kurde faja, całkiem fajny ten riff”. Oczywiście my jesteśmy lepsi w te klocki, ale na Amerykanów też możecie zwrócić uwagę i sądzę, że się nie zawiedziecie.

Emef


a1515841411_10


1. The Climb [10:28]
2. The Accord [06:14]
3. The Hundr [00:47]
4. The Turn [08:25]


 

Skład: Jeff McMullen – bas; August Krueger – bębny; Rob Radtke – gitara; Brian Scheehan – wokale


 

Data wydania: 20 marca 2015, własny nakład


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s