Autokrator – Autokrator (2015)

0004663402_100

Zostałem poproszony o recenzję krążka, który bynajmniej łatwy do zrecenzowania nie jest. Francuski Autokrator nie gra może jakoś szczególnie skomplikowanej muzyki – ba, gdyby tak było, po prostu próbowałbym rozłożyć debiutancki krążek na czynniki pierwsze. „Autokrator” jest po prostu płytą, na której mnóstwo jest skrajności, które bardzo utrudniają jednoznaczną ocenę.

Paryski zespół postawił sobie chyba za zadanie, by nagrać najbrutalniejszy i najbardziej mroczny album w historii metalu. Uwierzcie mi, dawno nie miałem do czynienia z krążkiem, którego atmosfera byłaby aż tak gęsta, wręcz przytłaczająca. Powiedzieć, że aurę da się nożem kroić, to nie powiedzieć nic. Dużą zasługę przypisuję obiftemu drone’owemu sosowi, którym ocieka debiutanckie wydawnictwo Autokrator. Oprócz tego, solidny death metalowy fundament wzmocniono również industrialnymi cegiełkami, przez co „Autokrator” brzmi niezwykle nieludzko, duszno i nieprawdopodobnie wręcz mrocznie. To są bezsprzeczne atuty tego krążka – podobnie jak tłukące bez litości bębny czy całkiem przyzwoite wokale. No, ale to by było dość słodyczy, bo, niestety, Francuzi niekoniecznie poradzili sobie tak fajnie ze wszystkim. Największą bolączką tego wydawnictwa jest brzmienie, które bardzo, ale to bardzo zaburza czytelny odbiór albumu. Katastrofalne pogłosy być może nawet służą gęstym partiom gitar, ale zdecydowanie szpecą wokal. Z tego co wiem, panów wokalistów jest dwóch, ale który wydaje z siebie konkretne odgłosy, pojęcia nie mam. W każdym razie spektrum wokalne, oscylujące głównie wokół bardzo głębokiego growlu, ale wzbogacone o różnego rodzaju krzyki, robiłoby znacznie większe wrażenie bez tego cholernego pogłosu. Również nie jestem przekonany, czy ciągnięcie właściwie wszystkich utworów na takim samym patencie jest aby na pewno dobrym pomysłem. Teoretycznie, płyta dzięki temu nawet trochę wciąga, sprawiając wrażenie spójnego, acz dość monotonnego łojenia dupy, natomiast z drugiej na dłuższą metę po prostu nuży. Stosunkowo podniosła atmosfera też nie do końca do mnie trafia, ale już nie raz wspominałem przy wielu okazjach, że w death metalu cenię sobie przede wszystkim zwierzęcą agresję, a niekoniecznie jakieś zakrawające o mistycyzm czy chuj wie co tam jeszcze klimaty. A, jeszcze okładka. Okładka jest strasznie paskudna.

Debiut Autokrator poniekąd spełnił swoje zadanie – jest to naprawdę najbardziej mroczna, gęsta i nieprzejednana pozycja jaką słyszałem od bardzo, bardzo dawna. Z drugiej strony zjebane po całości brzmienie, jak i zdecydowana monotonia istotnie szkodzą tej płycie. Jeśli jednak lubicie, jak ciężar łamie Wam kości, a trudny do zniesienia pogłos nie przeszkadza Wam jakoś bardzo, to może i łykniecie ten krążek bez popity. Przed użyciem należy jednak pamiętać, że bezkresny mrok „Autokrator” od pretensjonalności i parodii dzieli cienka granica.

Emef


a0898545105_10


1. Act 1: The Tenth Persecution [04:49]
2. Act 2 : Exsupertor [05:11]
3. Act 3 : The Filthy Pig of Rome [03:12]
4. Act 4 : Autokrator [03:50]
5. Act 5 : Qualis artifex pereo [03:43]
6. Act 6 : Sit divus, modo non vivus [04:39]
7. Act 7 : Imperial Whore [03:52]
8. Act 8 : Optimus Princeps [04:28]


 

Skład: L.F – gitara, bas; Oleg I – bębny; David Bailey – wokale; Brandon L – wokale; Markian Volkov – sample


 

Data wydania: 4 marca 2015


Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s