ZOM – Flesh Assimilation (2014)

ZOM666-copy

Patrząc na okładkę zeszłorocznego wydawnictwa Irlandczyków z ZOM spodziewałem się płyty z raczej technicznym graniem, może coś a’la Ulcerate czy ewentualnie Gorguts. He he… Już pierwsze dźwięki otwierającego „Tombs Of The Void” bardzo skutecznie wyprowadziły mnie z błędu. „Flesh Assimilation” to zdecydowanie nie jest płyta dla ludzi z miękkimi pytami.

Być może macie jeszcze w pamięci bardzo dobrze przyjętą w poprzednim roku „Lunarterial” Swallowed. ZOM to zespół zbliżony stylistycznie do Szwedów; główna różnica jest taka, że Swallowed raczej imitowali bardzo oldskulowe brzmienie, natomiast ZOM autentycznie brzmią jak sprzed ćwierć wieku. Irlandczycy nie próbują dodać do swojej muzyki nawet krzty nowoczesności – „Flesh Assimilation” to album będący brzmieniowo na poziomie podziemnych pozycji z początku lat 90. i, prawdę mówiąc, niezbyt odbiegający od nich także stylistycznie. Jak pamiętamy, Swallowed sporo czerpał z doom metalu, przez co skojarzenia z Asphyx były jak najbardziej na miejscu. ZOM natomiast to czyściutki jak łza death metal, bez choćby kropelki obcogatunkowej krwi. Debiut Irlandczyków jedzie na sprawdzonych patentach od początku do końca – mamy zatem paskudny growling z olbrzymim echem (oh yeah!), riffy raniące niczym żyletki Polsilvera i przekrój średnich temp (głównie). Serio, po „Lunarterial” myślałem, że nie znajdzie się na świecie więcej gości aż z taką pasją tłukących staro szkolny metal, bez żenady zahaczający o prymitywizm i zwierzęcą brutalność. Otóż byłem w błędzie.

Idąc dalej tropem porównań do Swallowed, ZOM prezentuje się jednak bardziej jednowymiarowo i to jest największą wadą tego krążka. Niektórym pewnie też nie podejdzie co najmniej obskurne brzmienie, ale tak jak powiedziałem – dla mnie to miód na uszy. Również koślawe, głośne solówki, jak ta z końcówki tytułowego utworu, mogą co niektórym stanąć ością w gardle. Na całe szczęście Irlandczycy to rozsądne chłopy i „Flesh Assimilation” trwa tylko nieco ponad pół godziny; większa jednorazowa dawka tego typu muzyki mogłaby już zszargać moje nerwy na amen. W tym przypadku, miast przekroczyć cienką czerwoną linię, ZOM sprawia, że mimowolnie tupię nóżką i kiwam głową. Może i jest to płyta kompletnie niemodna, nie odkrywcza, nie rewolucyjna i na wskroś paskudna, ale, kurwa, daje mi mnóstwo radochy. I to za każdym razem coraz więcej.

Emef


zom-fleshassim


1. Tombs Of The Void [03:44]
2. Hordes From The Cursed Realms [02:55]
3. Gates To Beyond [03:50]
4. Conquest [05:27]
5. Illbeings Unspeak [03:04]
6. Dead Worlds [04:27]
7. The Depths [03:57]
8. Flesh Assimilation [04:56]


 

Skład: Chthon – bas, wokale; Sabbac – perkusja; Sodomaniac – gitara, wokale


 

Data wydania: 24 grudnia 2014, Invictus Productions


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s