Płyta tygodnia #33

edward-poynter-lion-god

Witamy w kolejnym ciężkim odcinku Płyty tygodnia. Połowa marca, a pogoda pod psem, więc się wkurwiamy. Niech już będzie wiosna, posłuchalibyśmy w końcu czegoś wesołego, tak, żeby było to adekwatne do pogody.

Ufomammut – Eve (2010)

eveWielkimi krokami zbliża się do nas premiera „Ecate” – najnowszego albumu Ufomammut. Czy nawiąże ona do wspaniałej wcześniejszych płyt Włochów, czy może jednak podzieli los niezbyt dobrze przyjętych płyt z serii „Oro”, to się dopiero okaże (chociaż kto chce ten już może się samemu przekonać, if you know what i mean 😉 ). We wszelakich klasyfikacjach o trofeum tej najlepszej płyty Ufomammut zwykle walczą „Snailking” oraz „Idolum”. Zgodzić się mogę na pewno co do tego drugiego albumu, jednak w moim rankingu równie wysoko jest „Eve”, której słucham chyba najczęściej. Przede wszystkim dlatego, że z pewnością jest to najbardziej klimatyczny album w dorobku makaroniarzy, choć są pewnie i tacy, co powiedzą, że najbardziej nudny. Ok, mogę to zrozumieć, choć ja byłby bardziej skłonny określić to dzieło mianem transowego. Ograniczenie liczby motywów, uproszczenie kompozycji, powolne nawarstwianie dźwięków, ciągłe repetycje tych samych motywów buduje unikalną atmosferę. Do tego trio z Tortony zachowało wszystko z czego dane było się poznać na wcześniejszych wydawnictwach. Charakterystyczne, psychodeliczne riffy, charczący bas, liczne ucieczki w drone’y i space’owa elektronika pozostały na swoim miejscu, tak, że mimo pewnych zmian od pierwszego dźwięku wiadomo z kim mamy do czynienia. „Eve” było idealnym rozwinięciem stylu i naturalnym krokiem naprzód w muzycznej ewolucji Ufomammut. Późniejsze albumy to już tylko dopieszczanie formy, małe zmiany może jedynie w proporcjach pomiędzy transem a doomową przystępnością. Jak jest na „Ecate” dowiecie się pewnie niedługo: słuchając albumu samemu lub czytając naszą recenzję.

Masta

PS od Wąsa: nie mogłem się powstrzymać i nie napisać, że mam o „Eve” dokładnie takie samo zdanie, jak Masta – naturalne rozwinięcie stylu z „Idolum” i album równie dobry, co jego poprzednik. A „Snailking” jakoś do mnie nie trafia.

Nile – Ithyphallic (2007)

coverOstatnio przyłapuję się na tym, że coraz częściej mam „fazy” na wykonawców i konkretne albumy. Zazwyczaj słucham kilku różnych płyt różnych wykonawców, ale ostatnio coraz częściej zapętlam to samo. Teraz zdarzyło się to Nile. Nie słuchałem skubańców od paru miesięcy, a jak już pomyślałem, żeby posłuchać, to niczego innego przez dwa dni nie słuchałem. „In Their Darkened Shrines” i „Annihilation of the Wicked” to zdecydowana czołówka mojego osobistego deathmetalowego zestawienia. Ale dziś nie o czołówce, tylko o płycie spoza czołówki, która była moją pierwszą z dorobku Egipto-Amerykanów – czyli o „Ithyphallic”. Choć nie cieszy się ogólnie bardzo dobrą opinią – raczej średnią – to moim zdaniem jest to album udany (powyżej średniej). Trudno nie pomyśleć, że miałby większe wzięcie, gdyby został nagrany przez kogoś innego, bo trochę odstaje poziomem od znakomitych poprzedniczek, ale obiektywnie rzecz biorąc, jest całkiem dobry. Nie brakuje tu typowych dla Nile zagrywek i rzeczy, za które ich kochamy – prócz jednej. No, dwóch, ale dla mnie pierwsza jest ważniejsza, mianowicie wokale. Na „Ithyphallic” słyszymy głównie Dallasa Toler-Wade’a, co oczywiście samo w sobie nie jest złe, ale gdy przypomnimy sobie „Annihilation…” albo „In Their…” i utwory, gdzie wymieniały się trzy (!) potężne growle, dzięki którym ciary po plecach chodziły non-stop, sam Toler-Wade wydaje się biedny. Druga rzecz to mniejszy nacisk na typowe dla Nile długie, walcowate kompozycje w stylu choćby „Unas, Slayer of the Gods” (z riffem, notabene, umyślnie pożyczonym od Candlemass) – tutaj właściwie są tylko dwa, otwierający „What Can Be Safely Written” i zamykający „Even the Gods Must Die”. Ale ja się szczerze Wam przyznam, że nie jest to dla mnie szczególnie dotkliwy brak, bo to, co najbardziej lubię w Nile, to te konkretne, szybkie ciosy („The Essential Salts”!!!). Konkludując: nie taki zły „Ithyphallic”, jak go malują.

Pan Wąs

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s