Marduk – Frontschwein (2015)

Marduk, march 2012 Left to right: Devo, Mortuus, Lars, Morgan

Tych kolesi to ja podziwiam, naprawdę. O ile agresja i wściekłość innych weteranów, Napalm Death, raczej mnie zaskoczyła, o tyle nowy album Marduk okazał się daniem tyle wyczekiwanym, ile idealnie trafiającym w gust. „Frontschwein” nie przynosi zatem rewolucji, natomiast rewelacyjnie łączy intensywność i brutalność „Panzer Division Marduk” z monumentalną atmosferą „Rom 5:12” i to do tego w dość elastycznych proporcjach.

Mając tak obdarzonego gardłowego jak Mortuus, Marduk może sobie pozwolić na stosowanie wielu rozwiązań, dlatego obok wściekłych i najeżonych blastami „Afrika” czy „Thousand-Fold Death”, mamy też utwory wolniejsze i, powiedzmy, bardziej melodyjne („Nebelwerfer”, „503”). To właśnie te ostatnie kultywują tradycję bardziej „uduchowionego” Marduk, znanego z ostatnich płyt, natomiast pierwsze odważniej sięgają do stylu, z którego Szwedzi znani byli ponad 15 lat temu. Na „Frontschwein” znajdziemy także hybrydy w postaci choćby „Between The Wolf-Packs”, gdzie średnie tempa krzyżują się z kanonadami blastów. Dzięki temu słuchając tegorocznego albumu naszych milusińskich, nie odnosi się efektu zmęczenia, który towarzyszył mi przy stosunkowo jednostajnym i wyzutym z emocji „Panzer Division Marduk”. Tym razem muzycy tchnęli w te dźwięki znacznie więcej ducha, sprawiając, że słuchacz ma nie tyle prawo, ile wręcz musi poczuć się jak tytułowe mięso armatnie.

Na osobne słowa uznania zasługuje wspomniany już Mortuus, którego umiejętności wokalne są znacznie powyżej przeciętnej. Marduk ma dużo szczęścia, mając w szeregach czołowego wokalistę na scenie; to głównie dzięki niemu zespół może sobie pozwalać na stosunkowo duży wachlarz rozwiązań kompozycyjnych. Krótko mówiąc, gość jest w stanie zaryczeć chyba wszystko, co pozostawia duże pole do popisu dla reszty zespołu. Ze swojego zadania wywiązał się też nowy w szeregach formacji Fredrik Widigs, którego partie perkusji są odpowiednio intensywne i gęste.

„Frontschwein” to w pewnym sensie album z rodzaju „mucha nie siada”. Być może na siłę można by się do czegoś przyczepić, jednak zarówno paskudny klimat tego krążka, jak i jego niemal bezbłędne wykonanie sprawiają, że nie potrafię powiedzieć o nim złego słowa. Tak jak wspominałem na wstępie, otrzymałem płytę dokładnie taką, jakiej oczekiwałem – intensywną, wściekłą, ale przy tym nie pozbawioną emocji i różnorodną. Jeśli zatem nie boicie się gnić w okopach pod nieustannym ostrzałem, „Frontschwein” będzie dla Was jednym z najważniejszych albumów tego roku. Dla mnie już jest.

Emef


Press_Cover_02


1. Frontschwein [03:13]
2. The Blond Beast [04:26]
3. Afrika [04:00]
4. Wartheland [04:17]
5. Rope Of Regret [03:52]
6. Between The Wolf-Packs [04:28]
7. Nebelwerfer [06:17]
8. Falaise: Cauldron Of Blood [04:58]
9. Doomsday Elite [08:11]
10. 503 [05:12]
11. Thousand Fold-Death [03:45]


Skład: Morgan – gitary; Devo – bas; Mortuus – wokale; Fredrik Widigs – bębny


Data wydania: 19 stycznia 2015, Century Media


Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s