Płyta tygodnia #31

10430502_10203173906048630_3961030659377803258_n

Ja nie pisałem, to przynajmniej Masta i Wąsu stawali na wysokości zadania. Byłem ja, odpuścił Wąs. Ten teraz wrócił, za to Masta leci sobie w chuja. Czy jeszcze kiedykolwiek los nas połączy?
W dzisiejszym odcinku miłośnicy improwizowanych koncertów powinni przyjrzeć się „Light Fuse Get Away”, natomiast ja piszę właściwie o tylko jednym utworze.

Emef

Widespread Panic – Light Fuse Get Away (1998)

61bj91bYEkLNie byłoby stwierdzeniem do końca prawdziwym, że The Allman Brothers Band tworzyli na przełomie lat 60. i 70. muzykę wielce oryginalną i niepowtarzalną. W końcu to tylko amerykański blues rock podszyty klimatem Południa USA. A jednak ja odnalazłem w ich muzyce coś takiego, czego nie mogłem nigdzie indziej znaleźć. Trochę tego znalazłem w twórczości Santany (również z lat 60. i 70.), ale to nie do końca było to. I kiedy już prawie całkiem straciłem nadzieję na znalezienie tego czegoś, trafiłem na Widespread Panic i ich koncertówkę „Light Fuse Get Away”. I znalazłem. Czym właściwie jest to coś? Trudno mi opisać. Na pewno chodzi o jamming. O koncerty, podczas których utwór, trwający pierwotnie pięć minut, rozrasta się do dziesięciominutowej improwizacji, pełnej świetnie wyważonych solówek, przeszkadzajek i ogólnego groove’u. Co prawda improwizacyjny feeling Widespread Panic nie jest tak jazzowy, jak Allmanów, ale to mi nie przeszkadza. Są najbliżej tego, co wypracowali bracia, a przynajmniej tego, co w muzyce braci sprawia, że mam na plecach ciarki.
Jak inaczej to opisać? Co jeszcze dodać? Muszę odwołać się do frazesu, że to trzeba usłyszeć samemu, ale nie mogę zagwarantować, że to usłyszycie. Lub że stwierdzicie, iż tylko Widespread Panic to czuje, bo ja też nie mogę tak powiedzieć, dopóki nie przekopię się przez kolejne setki płyt. Poszukiwania trwają.

Pan Wąs

Blut Aus Nord – Memoria Vetusta II: Dialogue With The Stars (2009)

2544804Za najlepsze dokonanie Blut Aus Nord bezsprzecznie uznaję „The Work Which Transforms God”. Dla mnie to płyta będąca esencją tego, za co bardzo sobie cenię Francuzów, czyli unikalnego połączenia smolistej czerni z eksperymentatorskimi zapędami. To własnie na tym albumie udało im się osiągnąć idealnie odhumanizowaną, ziejącą mrokiem  atmosferę, natomiast zamknięcie w postaci „Procession Of The Dead Clowns”… Ciarki. Wydana sześć lat później „Memoria Vetusta II: Dialogue With The Stars” jest płytą dużo bardziej przestrzenną, rzekłbym, że bardziej organiczną, nie tak mroczną jak „The Work…”, a przez to nie grającą aż tak wyraziście na najciemniejszych strunach ludzkiej natury. To jednak na tym krążku znajduje się „…The Meditant (Dialogue With The Stars)”. Cóż mogę powiedzieć – osobiście chciałbym odbyć tak fascynującą rozmowę z gwiazdami. Cała płyta jest doprawdy wyborna, jednak jeśli ktoś jej jeszcze nie zna, to warto posłuchać nawet tylko i jedynie dla tego utworu. Niby nieco ponad dziesięć minut wcale klasycznie brzmiącego black metalu, a są one godne Telekamery i Paszportu Polsatu.

Emef

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s