Płyta tygodnia #30

cb8c2600163a60d7e54b5e0f182c83a1

Żeby tradycji stało się zadość – dziś także w niepełnym składzie. Wyjątkowo jest wpis ode mnie, jednak żeby przypadkiem – tfu, tfu! – nie okazało się, że wszyscy napisali, nie wyrobił się Wąsu i dlatego dzisiaj nie będzie ani słówka o stonerze. Będzie za to o Behemocie i The Soft Moon – a co dokładnie, sprawdźcie poniżej.

Emef

Behemoth – Xiądz (2014)

xiuncThe Satanist” dla mnie okazał się dużą, całkiem przyjemną niespodzianką. Również na świecie zbierał same pochlebne opinie. Epkę z odrzutami z sesji nagraniowej tego albumu omijałem jednak długi czas. Przez tytuł. „Xiądz”… Dobra, nie tylko przez tytuł, choć ten jest więcej niż śmieszny. Omijałem ten krążek, bo po prostu nie spodziewałem się usłyszeć na nim niczego, co mogłoby mnie zaskoczyć, dodać jakąś wartość do „Satanisty”, rozszerzając i dopełniając obraz tego albumu, a raczej tradycyjnych odpadów utrzymanych w klimacie płyty, jednak o kilka poziomów gorszych. W końcu jednak się skusiłem i po raz kolejny miło zaskoczyłem. Po pierwsze brzmieniem, jego surowizną. Zeszłoroczny długograj wiele zyskiwał perfekcyjną produkcją, „Xiądz” kopie w ryj szumami, brudem, może dalekim od syfu z „…From the Pagan Vastlands”, ale na całe szczęście czytelnym i nieodrzucającym od produkcji. Na epce znalazły się utwory stojące w opozycji do tego co poznaliśmy na ostatnim albumie. Przebojowość ostała się jedynie w solówkach. Kawałki za to zyskują na atmosferze, te dwadzieścia minut muzyki, to chyba najbardziej klimatyczne momenty w dyskografii Behemotha. I najbardziej prymitywne od lat. Riffy są chamskie, prostackie, potężne. Nawet nagrany ponownie, po 19 latach „Moonspell Rites” zyskał niesamowicie w porównaniu do pierwotnej wersji. Darski tą epką udowodnił, że nadal potrafi fest dołożyć do pieca i zrobił ukłon w stronę fanów zespołu tęskniących za siermiężnym bleczyskiem.

Masta

The Soft Moon – Deeper (2015)

5509848Fantastyczna gra świateł, trans, amok, zbiorowa hipnoza – mniej więcej tyle zapamiętałem z występu The Soft Moon na Off Festivalu dwa lata temu. Tylko tyle i aż tyle, bowiem koncert, jaki dał wtedy projekt Luisa Vasqueza był jednym z lepszych na tamtej edycji katowickiego festu. Słuchając „Deeper”, ponownie czuję się, jakbym był w trójkowym namiocie i oddawał się dzikim pląsom w rytm niezwykle hipnotycznej muzyki The Soft Moon. Nie chcę oceniać, czy jest to gorszy, czy lepszy album od debiutanckiego „The Soft Moon” z 2010 roku ani od młodszego o dwa lata „Zeros”. Prędzej powiedziałbym, że to płyta równie dobra – tak samo transowa, wciągająca, mamiąca, doskonale łącząca post-punkowo/new wave’owy chłód z minimalistycznymi, elektronicznymi aranżacjami podlanymi eteryczną, shoegaze’ową atmosferą. Nie jest to krążek, który przelatuje sobie, ot tak. To w pełni absorbująca płyta, w stu procentach pochłaniająca myśli i uwagę – słuchając „Deeper” naprawdę czuje się, że jest się coraz bardziej zagłębionym w te dźwięki. Szanse na wydostanie się są nikłe.

Emef

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s