Viet Cong – Viet Cong (2015)

Viet-Cong-595x396_595_396_90

Ileż to już ochów i achów słyszałem i czytałem o tej płycie… Że pierwsza świetna płyta 2015 roku, że taki super post-punk, że art-punk (co kurwa?), że takie to to inteligentne, różnorodne, nieobliczalne. Nawet pewien znany kleryk wspomniał o Viet Cong, a jak kleryk wspomina, to dla wielu znaczy to mniej więcej tyle, co że do wiadra spustu trzeba dorzucić jeszcze kilka kropel od siebie.

Prawda jest taka, że „Viet Cong” to dobra płyta. Być może to spowodowało, że już teraz, nim styczeń dobiegł końca, tak wielu ludzi pieje z zachwytów. Chyba zawsze tak jest, że pierwszy dobry album w danym roku z miejsca stawiany jest na piedestał. Atmosfera wokół krążka jest doprawdy wyjątkowa gorąca, co tym bardziej oznacza, że powinno zachować się chłodną głowę. Jak wspomniałem, „Viet Cong” to dobra płyta, jednak nie jestem pewny, czy zasługuje na aż takie uznanie. Kanadyjczyków na pewno trzeba za kilka rzeczy docenić. Po pierwsze drugi w ich karierze album jest bez wątpienia różnorodny, dużo dzieje się zarówno w warstwie kompozycyjnej, jak i w aranżacyjnej – zwłaszcza podobają mi się gitary, momentami naprawdę fajnie chodzą. Po drugie są momenty, gdy muzyka zespołu jest zaraźliwie melodyjna – mam na myśli przede wszystkim singlowy „Continental Shelf”, ale niewiele gorzej pod tym względem prezentują się „Newspaper Spoons” czy „Death” (przynajmniej po części). No i po trzecie to bardzo podoba mi się surowe brzmienie tej płyty, takie trochę na odpierdol się, ale z drugiej strony przemyślane i pasujące do tego typu dźwięków, czyli połączenia post-punka i indie z nutką noise rocka (tu również kłania się przede wszystkim wspomniany już „Death”).

W czym zatem tkwi problem? Otóż problemu jako takiego w zasadzie nie ma; „Viet Cong” to nie jest po prostu chyba aż na tyle odkrywcza i doskonała płyta, by wzbudzać aż tak jednoznaczne zachwyty. Nie mogę powiedzieć, że takiej gorzkiej muzyki jest na pęczki, bo nie ma. Być może mój apetyt, rozbudzony przez zdecydowanie pozytywne opinie, został wyolbrzymiony do niecodziennych rozmiarów i najzwyczajniej w świecie spodziewałem się prawdziwej bomby. Drugi album Viet Cong taką bombą nie jest, ale także nie jest niewypałem. To fajna płyta, ale nie jestem pewien, czy za rok ci wszyscy ludzie będą jeszcze o niej pamiętać.

Emef


Viet_Cong_self_titled_album_cover_1421415892


1. Newspaper Spoons [03:02]
2. Pointless Experience [02:59]
3. March Of Progress [06:19]
4. Bunker Buster [05:55]
5. Continental Shelf [03:20]
6. Silhouettes [04:12]
7. Death [11:17]


 

Skład: Matt Flegel – wokal, bas; Mike Wallace – perkusja; Scott “Monty” Munro – gitara, syntezatory; Daniel Christiansen – gitara


 

Data wydania: 20 stycznia 2015, Jagjaguwar


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s