Top 10 utworów z 2014 (i nie tylko) roku – Pan Wąs

Masta obiecał, że nie obetną mi premii, jeżeli napiszę swój top utworów.

 

Trudno, pomyślałem, pieniądze na drzewach nie rosną, niech mają. Ale, jak możecie się domyślić, ponieważ toplisty płyt złożyć rady nie dałem, z utworami również miałem problem. I postąpiłem podobnie jak z płytami. Przed Wami pięć spoko piosenek z roku 2014 i pięć spoko piosenek z albumów, które w 2014 roku poznałem. A żeby było weselej, starsze i nowsze utwory poprzeplatam.

Mars Red Sky – Arcadia

Co tu dużo pisać – „Arcadia” to najmocniejszy punkt „Stranded in Arcadia”. Głównie dlatego, że najmocniej przypomina klimatem debiut Francuzów – na tyle mocno, że ośmielę się stwierdzić, iż gdyby znalazł się na debiucie, też byłby tam najlepszym – lub jednym z lepszych – utworem. Psychodelicje, moi państwo.

Bongripper – Charlie, Burt Reynolds Has Got Shit on You

Chyba mój ulubiony utwór z „Hippie Killer”. Co w nim jest fajnego? Nie wiem. O ile się orientuję w post-rocku i post-metalu, ten utwór możnaby nazwać typowym przedstawicielem tychże gatunków, ale raczej niewybitnym. Mi się jednak spodobał (bardzo), choć w tych gatunkach nie gustuję. To chyba jest w nim fajne.

Major Kong – Voidwagon

Bez wątpienia najbardziej charakterystyczny utwór na „Doom Machine” i zdecydowanie mój ulubiony z tej płyty. To po prostu bezpretensjonalny, oczywisty hicior, który każe machać głową niezależnie od tego, gdzie się go słucha – czy w domu, czy w tramwaju.

Mercyful Fate – A Dangerous Meeting

Cóż… Każdy, kto lubi Mercyful Fate zrozumie, czemu ten utwór jest moim ulubionym z „Don’t Break the Oath„. A kto nie wie, niech posłucha. Wtedy zrozumie.

Electric Wizard – I Am Nothing

Wahałem się pomiędzy tym utworem a „Funeral of Your Mind”, ale ponieważ „Funeral…” pojawiło się już u Masty, wybór był prosty. Zresztą „I Am Nothing” nie jest w niczym gorszy. To chyba najsilniejsza reminiscencja złotego okresu zespołu. Takiego ciężaru i nihilistyczno-mizantropijnego klimatu Czarodzieje już dawno nam nie prezentowali.

Ufomammut – Stigma

Kolos otwierający „Idolum” to jeden z najczęściej odtwarzanych przeze mnie utworów ubiegłego roku. Ludzie kochani, co ten riff w 3:33 to ja nawet nie. Da się ciężej? Propozycje mile widziane. A wstęp do utworu, trzy i pół minuty pełne kosmicznych dźwięków i niepokojącej atmosfery… Coś niesamowitego.

Orange Goblin – Heavy Lies the Crown

Trudno mi było wybrać ten jeden „naj” utwór z „Back from the Abyss”. Po kilku próbach ugryzienia tematu zostałem z dwoma – drugim był „The Devil’s Whip”, chyba najbardziej motorheadowy kawałek Goblina w całej dyskografii. Ale, pomyślałem, „Heavy Lies the Crown” ma jednak w sobie to coś, czego nie ma żadna kompozycja na płycie. Po pierwsze: kapitalne intro, po drugie: że się tak wyrażę „epilog” utworu, który zaczyna się około czwartej minuty – trochę patetyczny, epicki, ale w taki lepszy sposób – aż chce się chwycić za młot i zawołać za tekstem: „To Valhalla!”.

Demon Fuzz – Past, Present & Future

„Afreaka!” to album świetny, choć nieco nierówny. Gdyby cały był utrzymany w konwencji bardziej jazzowej… No, byłoby super. A tak jest „tylko” bardzo dobrze. Posłuchajcie choćby otwieracza, czyli „Past, Present & Future” – czy to się może nie podobać?

Jeremy Irons & the Ratgang Malibus – Fog by the Steep

Album „Spirit Knife” niestety nie załapał się do mojego podsumowania, ale nie ma tego złego – wspomnę o nim tutaj. Jest to, najogólniej rzecz ujmując, retro rock, jednak z podejściem trochę innym, niż to, do którego przywykliśmy w ciągu ostatnich partu lat, czyli rozkwitu tego gatunku, jest to mianowicie podejście skierowane mocniej w stronę cięższej psychodelii, więcej jammingu.

Demonic Death Judge – Carlyle

„Kneel” to niezła płyta. Nie na tyle dobra, żeby załapać się do najciekawszych, które poznałem w ubiegłym roku (niewiele zabrakło), ale jest na tej płycie jeden taki utwór, o którym wspomnieć należy. Jest to wieńczący album „Carlyle”. Czemu jest dobry? Posłuchajcie sami. Przede wszystkim jest zaskakujący, za pierwszym razem, gdy słuchałem „Kneel” i trafiłem na ostatni utwór, myślałem, że przez przypadek włączyłem inny zespół. Poza tym oferuje niespodziankę w postaci coveru, ale nie powiem czyjego.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony, Przeglądy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s