Podsumowanie roku 2014 – Pan Wąs

elecricwizard
Czy to był dobry rok? Nie wiem.

Pamiętacie lub nie – w zeszłym roku moje podsumowanie zawierało tyle samo płyt odsłuchanych, co tych, których chciałem posłuchać, ale nie zdążyłem. A i tak jednych i drugich nie było wiele. W tym zaś roku miałem jeszcze gorzej – jeszcze mniej czasu w stosunku do ilości muzyki do posłuchania. Gdybym chciał zrobić top 10, to ostatnią pozycją byłaby płyta, która właściwie nie bardzo mi sie podoba. W końcu uznałem, że podejdę do sprawy bardziej egoistycznie, dlatego poniższy wywód zawiera:
a) płyty tegoroczne, które mi się podobały
b) płyty tegoroczne, które mi się nie podobały
c) najlepsze płyty z lat ubiegłych, z którymi zapoznałem się w tym roku.
Zapraszam zatem do lektury tekstu, w którym zagoszczą m.in. rozczarowania, pozytywne zaskoczenia, podkręcone przestery i uczucie deja vu.

Płyty tegoroczne, które mi się podobały

Behemoth – The Satanist
5028722Tutaj krótko: nie jestem jakoś bardzo zachwycony tą płytą, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że Nergal i spółka wysmażą coś tak dobrego i przede wszystkim innego, niż poprzednie dokonania (od wydania „Demigod” wydawało się, że nie mają już na siebie pomysłu). A tu proszę.

5351400Electric Wizard – Time to Die
Bałem się tej płyty, spodziewałem się raczej – mniej lub bardziej – spektakularnego upadku Wielkich, ale na szczęście wybronili się. Jest gęsto i duszno, momentami tak ciężko, jak dawno nie było. Jedyne, co mi bardzo przeszkadza (już na „Black Masses” mi przeszkadzało), to wokale. Nie mogę przywyknąć do tej nosowości maniery Oborna.

Fu Manchu – Gigantoid
5177379Podobnie jak wyżej – myślałem, że płyta mnie zanudzi, bo ile można, ale pierwszy od pięciu lat wytwór Fu Manchu jest zaskakująco przyjemny.

 

 

5050761Major Kong – Doom Machine
Kolejne pozytywne zaskoczenie. „Doom Machine” to niewątpliwie najlepsze dokonanie doomowego kolektywu z Lublina. Uwagę zwraca przede wszystkim nowe podejście do produkcji – jest brudno, jest dym i kosmos, co w połączeniu ze świetnymi kompozycjami daje bardzo dobry efekt. Oby tak dalej.

Mars Red Sky – Stranded in Arcadia
5183517Niby jest dobrze, ale nie do końca. Przede wszystkim wrażenie robi fakt, że tak młody zespół, reprezentujący tak bardzo, wydawałoby się, „sprany” gatunek, wypracował swój własny, rozpoznawalny styl i z powodzeniem się go trzyma (choć trochę podkręcili przestery). No, z częściowym powodzeniem. Chodzi o to, że niektóre utwory na nowej płycie po prostu totalnie nie pasują do reszty, do profilu zespołu (taki np. „Holy Mondays” to prawie radiowy utwór). Niespójność psuje trochę odbiór całości, przez co – mimo że utwory utrzymane w słusznej stylistyce są świetne – „Stranded in Arcadia” po prostu nie jest aż tak dobre, jak debiut. Mimo to warto.

Orange Goblin – Back from the Abyss
5461331Kolejne zaskoczenie. Przede wszystkim jakoś nie spodziewałem się nowego albumu tak szybko – minęły ledwo dwa lata, dawno już nie było tak krótkiej przerwy między jednym Goblinem a drugim. Do tego, jak już zabrałem się za odsłuch, nastawiłem się na powtórkę z rozrywki, a otrzymałem świetny, bezkompromisowy materiał, pełen luzu i radości z grania. Znowu poczułem się tak, jak kilka lat temu, gdy dopiero zaznajamiałem się z muzyką Anglików. Wielki plus za to.

Radio Moscow – Magical Dirt
5430792Krótko – Radio Moscow dalej gra to samo, co ostatnio, ale słychać, że mają z tego mnóstwo frajdy, a to przechodzi na słuchacza.

 

5152487Wo Fat – The Conjuring
Znów siurpryza. Ostatnie dwa albumy Wo Fat, delikatnie mówiąc, nie do końca mi podeszły. Ten jest zdecydowanie lepszy (warto dodać, że też podkręcili przestery), choć i tak daleko mu do poziomu „Psychedelonaut”.

Płyty tegoroczne, które mi się nie podobały

Blood Farmers – Headless Eyes
5173196O innej płycie Blood Farmers napiszę trochę niżej, póki co trzeba Wam wiedzieć, że między wydaniem pierwszego longplaya a drugiego (czyli ubiegłorocznego) minęło trochę czasu – dziewiętnaście lat. Czy ta przerwa wyszła na dobre? Nie bardzo. To, co było dobre w debiucie, jest i tutaj, tylko że w wersji o wiele mniej ciekawej. Nie jest bardzo źle, ale mogłoby być o wiele lepiej.

Blues Pills – Blues Pills
5220898Wyczekiwany z niecierpliwością debiut szwedzkiego (a jakże) retro kolektywu z reinkarnacją Janis Joplin na wokalu w końcu ujrzał światło dzienne i spełnił oczekiwania wielu. Moich – nie do końca. Długograj jest w porządku i to właściwie wszystko, co można o nim powiedzieć. Wszyscy, którzy czekali na Graveyard w wydaniu female-fronted, musieli się zawieść. W dodatku nowe wersje moich dwóch ulubionych utworów z EPki „Bliss”, czyli „Astralplane” i „Devil Man”, to profanacja. Trochę przykro.

Brant Bjork and the Low Desert Punk Band – Black Power Flower
21806Brant podkręcił przestery i chwali mu się chęć zmiany, ale niezbyt to wyszło. Album zbiera dobre noty, więc dam mu jeszcze szansę, ale i tak za bardzo mi to śmierdzi Vista Chino, a za mało pachnie Brantem Bjorkiem.

 

CH_TTHGWK_BOOKLET 4&1Colour Haze – To the Highest Gods We Know
Podobnie jak w przypadku Orange Goblin, nie spodziewałem się, że nowe wydawnictwo Colour Haze tak szybko ujrzy światło dzienne. A skoro już się ukazał, to nie bardzo wiedziałem, czego oczekiwać. Tak samo zresztą było dwa lata temu z „She Said”, tyle że tym razem nowy materiał jakoś mi nie podszedł. Jest chyba po prostu za bardzo psychodeliczny w sposób, który mnie nie przekonuje, a za mało stonerowy. Nie jest zły – po prostu nie do końca dla mnie.

Crowbar – Symmetry in Black
5192243Podobnie jak wyżej – Crowbar nagrał bardzo dobry album, ale jakoś już do mnie ten zespół nie trafia.

 

 

5140562Down – Down IV: Part Two
A weźcie i zabierzcie mi ich sprzed oczu. O ile poprzednia EPka miała jeszcze jakieś dobre momenty, to ta jest po prostu nijaka. Co się stało z tym zespołem?

John Garcia – John Garcia
5222119Słucham i słucham i mam uczucie cholernego deja vu. Przecież ja już to wszystko słyszałem rok temu na albumie Vista Chino. Choć trzeba przyznać, że płyta Garcii jest nieco ciekawsza.

 

JMascis_TiedToAStar_LPJacketGoat – Commune
No cóż. Jest fajnie, ale nie aż tak fajnie, jak było ani jak być mogło. Debiut Goat był czymś innym i ich muzyka nadal jest inna, ale to przede wszystkim dzikość i nieokrzesanie stanowiły o prawdziwej sile Kozy. „World Music” po prostu porywało. „Commune” nie porywa.

Karma to Burn – Arch Stanton
5261188Szok i niedowierzanie. Włączyłem sobie nowy klip Karmy na YouTube żeby ustalić priorytet sprawdzania nowości, oglądam i widzę nowe twarze. Okazuje się, że nastąpiło przetasowanie w składzie i z oryginalnego został tylko gitarzysta. Niestety bardzo wyraźnie przełożyło się to na jakość nowego materiału. Może i jest lepszy, niż poprzedni (czyli „V”), ale to już inny zespół, który mnie kompletnie nie przekonuje.

5312650Mastodon – Once More ‚Round the Sun
Szkoda słów… (a na RYM ma średnią 3,60; seriously?!)

Sigiriya – Darkness Died Today
5216886Kolejna nieoczekiwana zmiana w składzie – tym razem zmienił się tylko wokalista, ale bez niego Sigiriya zmieniła się w dość przeciętny zespół stonermetalowy. Ktoś, kto ich nie zna, bardzo by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że ten skład nagrał niegdyś pod szyldem Acrimony tak znakomity album jak „Tumuli Shroomaroom”.

Najlepsze płyty z lat ubiegłych, z którymi zapoznałem się w tym roku

1864848Blood Farmers – Blood Farmers
Doom/stonerowa perełka z lat 90. Zawiesisty klimat, bogactwo świetnych riffów i pokręconego ducha rock’n’rolla.

Bongripper – Hippie Killer
4980440O tym albumie już pisałem, więc tylko podsumuję: dziwna mieszanka, która niepokoi i nie daje spokoju.

 

 

3238084Demon Fuzz – Afreaka!
Czasem okazuje się, że najlepszych odkryć dokonuje się przypadkiem. Na Demon Fuzz trafiłem wpisawszy w wyszukiwarkę RateYourMusic „fuzz” – chciałem znaleźć amerykański zespół, którego płytą jarałem się w 2013, a przy okazji przejrzałem inne z tym magicznym słowem w nazwie. Pomyślałem: „pewnie same stonery i garaże”, po czym wzrok mój padł na gatunki „funk, psychedelic soul” oraz na datę założenia – 1970. Wiele nie myśląc odpaliłem YouTube, włączyłem pierwszy lepszy utwór… I siadło. Świetny miks funka, rocka psychodelicznego i afrobeatu, przyprawiony szczyptą jazz rocka. Palce lizać.

Fela Ransome-Kuti and The Africa ’70 with Ginger Baker – Live!
2025701Co powstaje, gdy twórca afrobeatu gra koncert z perkusistą legendarnego Cream (i wielu innych zespołów)? A co może powstać? Tylko znakomity album.

 

 

MercyfulFateDBTOMercyful Fate – Don’t Break the Oath
Ścisła czołówka tego zestawienia. Przez długi czas myślałem, że nigdy nie polubię muzyki Kinga Diamonda przez jego wokal, po czym okazało się, że tenże właśnie wokal to jeden z głównych powodów, przez ktore zachwyciłem się drugim długograjem Mercyful Fate. Oczywiście – główny powód to nie jedyny.

Ufomammut – Idolum
2825825O tym albumie również już pisałem, odsyłam zatem do tekstu, bo chyba nic więcej dodać nie jestem w stanie. Oprócz tego, że to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów, jakie w tym roku poznałem.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony, Przeglądy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s