Top 11 utworów 2014 – Masta

11

A chuj, niech będzie jedenaście – pomyślałem, gdy już nie wiedziałem, co odrzucić, żeby zostawić po prostu najlepszą dychę. Nie wiem, czy to rzeczywiście najczęściej słuchane i zapętlane przeze mnie kawałki w ubiegłym roku, ale na pewno męczyłem je setki razy i wielbię bezgranicznie. Kolejność alfabetyczna. Przed Wami jedenastka sezonu 2014.

Behemoth – Ora Pro Nobis Lucifer

Już w podsumowaniach płytowych z kolegą Emefem wskazywaliśmy na przebojowość „The Satanist”, a ten kawałek to po prostu jego najlepszy reprezentant. No i na koncertach też sieka. Chociaż sądząc po kuc-publice, to ludzie lepiej się bawią przy „Decade of Therion„.


The Black Keys – Fever

Kawałek, który przed premierą kazał przypuszczać, że na „Turn Blue” będzie tyle samo hitów co na „El Camino„. Był jeden. Poniższy. Przynajmniej teledysk im wyszedł.


Electric Wizard – Funeral of Your Mind

Ta ekipa nie potrafi tworzyć słabych riffów. A ten to już w ogóle absolutny top i radość czerpana z niszczenia. Szatan w Czarodzieju nadal silny siedzi, chociaż tak żywego kawałka to chyba jeszcze nie mieli w swoim dorobku. Ciekaw jestem, albo może nawet chciałbym, żeby poszli w tę stronę i dołożyli trochę energii do swojego zwalistego brzmienia. Efekt mógłby być naprawdę ciekawy, a takie odświeżenie formy zawsze jest mile widziane.


FKA twigs – Lights on

Nawet gdyby pani Tahliah nie robiła z siebie takiego pokemona czasami, to i tak nie byłaby nawet w połowie tak zmysłowa jak jej głos w tym kawałku.


Get Your Gun – Black Book

Opętańczy riff, wokal również zdaje się być zawładnięty przez moce nieczyste. Ale skąd ta przebojowość? I po co, skoro i tak nie puszczają w esce? I jakim cudem takie szatańskie voodoo-country zbudowano z klocków lego?


Have a Nice Life – Cropsey

Ja wiem, że wszyscy wolą „Defenestration Song” i dla mnie również jest to kawałek 10/10. Jednak to „Cropsey” dzierży palmę pierwszeństwa. Najbardziej rozpaczliwy utwór roku. To wejście po intrze i można umierać. Albo chociaż upić się do lustra. W ulotce dołączonej do płyty napisano w skutkach ubocznych, że może powodować depresję.


Lana Del Rey – West Coast

Kurwa mać, serio? Panna z warami obciągary, sepleniącam a nie śpiewająca, co to tu robi? Ale ten kawałek jest naprawdę dobry. To co, że zwrotka z refrenem nijak się mają do siebie i walą takim kontrastem po oczach, że kompozytor musiał po prostu walnąć pauzę pomiędzy nimi, co skutkuje wrażeniem nagłej zmiany radiostacji. A może to właśnie główna zaleta tego kawałka?


Nocel – Zamawianie Drugie

Dawno żaden kawałek udostępniany przed premierą albumu, tak nie rozpalił moich nadziei. Nagle z podejścia „meh, Furia, już wolę Morowe” stałem się die-hard fanem katowiczan i zacząłem odliczać dni do premiery „Nocel„. Zwykle później okazuje się, że reszta płyty nie dosięga do pięt „trailerowi”, ale na szczęście Nihil ze spółką dali sobie radę. I to do tego stopnia, że zastanawiałem się, czy nie dać tutaj „Ogromnej nocy” albo „Opętańca„. Albo „Ptaki idą„, albo „My bełkoczą„. Albo całego „Nocel”?


Odraza – Gorycz

Tutaj też walka trwała do ostatnich chwil, bo równie dobrze mógł się tutaj znaleźć „Próg” albo „Tam, gdzie nas nie spotkamy„. Koniec końców wygrywa refren roku „A więc wóda! Wóda! Wóda raz jeszcze!„, tuż obok jednych z najlepszych liryków jakie mi dane było słyszeć podczas tych dwunastu miesięcy ubiegłego roku, czyli słów zamykających utwór. Gdyby chciało mi się myśleć nad kolejnością tych kawałków, to akurat z umiejscowieniem tego nie miałbym żadnych problemów: pierwsze miejsce. Klękam, biję pokłony i przypominam, że dwa następujące po nim na „Esperalem Tkane” są równie warte uwagi i to też mój absolutny top tego roku. W ogóle dla mnie to są takie trojaczki syjamskie, bo zwykle zapętlam całą tę trójcę świętą.


Swans – Oxygen

Zapyta ktoś czemu „Oxygen”, a nie ten kolos „Bring the Sun / Toussaint L’Ouverture”. Odpowiem, że owszem większe spustoszenie wywołuje we mnie ten 34 minutowy utwór, jednak warunkiem znalezienia się na tej liście była konieczność wielokrotnego zapętlania. A ciężko zapętla się półgodzinny track. Kolejnym warunkiem była konieczność znalezienia się na mojej składance do samochodu, a takich molochów zwykłem nie nagrywać, bo raczej dużo nie jeżdżę i trasy, w których mógłbym go posłuchać od początku do końca odbywam niezwykle rzadko. Zresztą „Oxygen” też niszczy. Bujający bas, niesamowity groove, opętańcze krzyki Giry, wystrzały gitar, dęciaki, to wszystko tworzy atmosferę pijackiej ekstazy. Fenomenalne.


Warpaint – Love Is to Die

Który to już utwór w tym zestawieniu, który reprezentuje album przeze mnie nie do końca lubiany? Ale jak mógłbym pominąć tutaj te ślicznotki i ten równie śliczny kawałek? No nie mógłbym.


Masta

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Top 11 utworów 2014 – Masta

  1. Pingback: Najlepsze 10 utworów 2014 roku – Emef | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s