Podsumowanie roku 2014 – Emef

TheBody-AllTheWatersOfTheEarthTurnToBlood

To był dobry rok. Bardzo dobry rok. Złoto w siatkówkę, reprezentacja w piłkę kopaną wygrywa z Niemcami, a Tusk leci w pizdu do Brukseli. Jest się z czego cieszyć, tym niemniej nie to jest głównym obiektem naszych zainteresowań. Zamiast rozważać dalej aspekty sportowo-polityczne, przyjrzymy się bliżej tegorocznym premierom płytowym. A w tej kwestii, proszę Państwa, również działo się mnóstwo dobrego.

W przeciwieństwie do lat ubiegłych, kiedy jak ognia unikałem jakiejkolwiek kolejności w doborze najlepszych wydawnictw z całego roku, tym razem zdecydowałem się na podsumowanie o ściśle określonej hierarchii. Początkowo chciałem wyłonić jedynie najlepsze dziesięć krążków, best of the best, jednak biorąc pod uwagę wyjątkowe bogactwo, jakim obrodził 2014 rok, ostatecznie zdecydowałem się na dwa razy tyle krążków – a prawdę mówiąc, spokojnie mógłbym wyselekcjonować jeszcze więcej. Skupmy się jednak na top twenty.

  1. The Body – I Shall Die Here
    Laur zwycięstwa przyznałem krążkowi, który jawi mi się jako najbardziej odhumanizowany i przerażający. Dokładnie, przerażający – to dobre słowo. Słuchając „I Shall Die Here” naprawdę czuć, jak włoski na karku stają dęba. Więcej o tym kapitalnym albumie przeczytacie TUTAJ.


 

  1. Kriegsmaschine – Enemy Of Man
    Podobnie jak „I Shall Die Here”, tak i „Enemy Of Man” nie należy do krążków łatwych i przyjemnych. To bardzo sugestywny i niezwykle mroczny black metal, przerażający w równym stopniu co tegoroczne wydawnictwo The Body. Mówię to w pełni świadomie – to najlepsza tegoroczna płyta z black metalem i jak widać jedna z lepszych w ogóle. Pełna subtelnych zgrzytów i obfitująca w mnóstwo detali, które nadają temu krążkowi unikatowego charakteru. To płyta najczarniejsza z czarnych, wprost doskonała.


 

  1. Odraza – Esperalem Tkane
    Biorąc pod uwagę niezwykłą wręcz płodność polskiej sceny black metalowej, z którą kroczy w parze także niespotykana od dawna jakość, nie powinno dziwić, że dwa miejsca na podium okupują rodzime zespoły parające się czarnym metalem. Odraza urzekła mnie od samego początku – rzadko spotykanym, depresyjno-pijackim klimatem, śmierdzącym zatęchłymi kamienicami i brudnymi melinami. Z jednej strony to płyta na wskroś patologiczna, z drugiej natomiast niezwykle życiowa; przede wszystkim zaś odnoszę wrażenie, że jest w stu procentach szczera. Dodatkowy plus za okładkę – brzydszych cycków ze świecą szukać. Recenzja „Esperalem Tkane” TUTAJ.


 

Scott Walker + Sunn O))) – Soused

  1. Zupełnie nie wiem, czemu ta płyta wywołuje tak skrajne opinie. Moim zdaniem to doskonały przykład, w jaki sposób powinno się łączyć dwa – wydawałoby się – kompletnie odmienne muzyczne światy. Panowie Walker, O’Malley i Anderson stworzyli jedną z najpiękniejszych i przy tym najbardziej niepokojących i niespokojnych płyt 2014 roku. Nadal jestem pod cholernym wrażeniem.


 

  1. Young And In The Way – When Life Comes To Death
    Jest to przy okazji moje największe tegoroczne odkrycie, bo jeszcze kilka miesięcy temu nie miałem pojęcia o istnieniu takiego zespołu. Amerykanie w kapitalny sposób łączą intensywność crusta i hardcore’a z surowością i mrokiem black metalu. Ci, co znają The Secret, wiedzą pewnie o co chodzi, jednak słuchanie muzyki Young And In The Way jest przeżyciem o wiele bardziej podnoszącym poziom adrenaliny. Jeśli nie boisz się zostać solidnie skopany po mordzie – to serdecznie polecam.


 

  1. Have A Nice Life – The Unnatural World
    Na początek zaznaczę, że nie jest to płyta na miarę – chyba można już używać tego słowa – kultowego „Deathconsciousness”. Pomimo minimalnego obniżenia lotów, Have A Nice Life nadal są mistrzami w pisaniu hymnów dla samobójców. Bo któż z nas nie chciałby umierać przy „Defenestration Song”? Ja bym bardzo chciał.


 

  1. Furia – Nocel
    Na obecną chwilę śmiało można powiedzieć, że Nihil wyrósł – czy tego chce, czy nie – na swego rodzaju lidera „nowej” polskiej sceny, a przynajmniej na jej zdecydowanie najbardziej płodną postać. „Nocel” jest dowodem jego nieograniczonej wręcz wyobraźni. Tegoroczny album Furii aż skrzy się od pomysłów czerpiących praktycznie ze wszystkiego dookoła. A pomyśleć, że kiedyś o tym zespole się mówiło, że gra black metal dla bab…


 

  1. Pallbearer – Foundations Of Burden
    O ile przy Have A Nice Life fajnie byłoby umierać, tak nie miałbym nic przeciwko, by Pallbearer grali na moim pogrzebie. Tak przejmujących pogrzebowych pieśni nie słyszałem od dawna. Właściwie, to nie chodzi o to, że one są jakoś wybitnie depresyjne, bo prawdę mówiąc w życiu wpadałem już na dużo bardziej przygnębiającą muzykę. Ale żeby była ona przy tym aż tak uroczysta i beznadziejnie melodyjna? No to już się rzadko zdarza.


 

  1. Obake – Mutations
    Obake to taki troszkę all-star band (w pewnym sensie, oczywiście). Być może, mimo wszystko, po “Mutations” spodziewałem się czegoś więcej, być może liczyłem, że zostanę naprawdę sponiewierany i przeczołgany po glebie. I choć coś takiego się nie stało, to i tak kilka raz z trudem podnosiłem się z desek. „Mutations” jest albumem, dla którego terminy takie jak „post-metal” czy „sludge” są po prostu zbyt wąskie, bo rozpiętość stylistyczna momentami może przerażać. A, jeśli pamiętacie jeszcze Akercocke, to być może „Mutations” trafi w Wasz gust.


 

  1. Swans – To Be Kind
    Być może jesteście zaskoczeni, ale… Mi ta płyta nie zaimponowała aż tak bardzo, jak chociażby koledze Hubertowi (KLIK!). Muszę jednak przyznać, że po raz kolejny Gira udowodnił, że ma jaja – a trzeba je niewątpliwie mieć, by nagrywać takie perełki jak „Bring The Sun/Toussaint L’Overture”. Na żywo nadal są mistrzami świata, ale to po „The Seer” zbierałem szczękę z podłogi. Teraz tylko poprawiłem ją w zawiasach.


 

  1. Natural Snow Buildings – The Night Country
    Z niezwykle przepastnej dyskografii Natural Snow Buildings do niedawna znałem jedynie niewątpliwie najpopularniejszą „The Dance Of The Moon And The Sun” (swoją drogą – to także absolutnie świetny album) oraz „Shadow Kingdom”, zatem po „The Night Country” sięgnąłem dopiero po przychylnych słowach Masty. Nie zawiodłem się; tegoroczny album francuskiego duetu dosłownie czaruje – zarówno całkowicie niesterylnym, ale pasującym jak ulał brzmieniem, jak i pięknymi melodiami. Co ciekawe, to osobliwe połączenie folku, drone’u i post-rocka obywa się praktycznie bez dłużyzn. Nic tylko pogratulować.


 

  1. Nachtmystium – The World We Left Behind
    To chyba jedyna płyta w tym zestawieniu, która – choć z pozoru wydaje się stosunkowo prosta – sprawiła mi początkowo sporo bólu. W tym momencie za niecodzienną przebojowość „The World We Left Behind” dałbym się pokroić, pół roku temu natomiast była dla mnie niemal nie do zniesienia. Nödtveidt byłby dumny.


 

  1. Morowe – S
    Po raz kolejny w moim zestawieniu gości Nihil i po raz kolejny muszę to powiedzieć – facet ma naprawdę olbrzymią wyobraźnię. Swoista groteska tego krążka – wiecie, całe to szatańskie voodoo i psychodelicja – sprawia, że słuchając „S” czuję się trochę jak w domu wariatów,  prowadzonym przez równie szalonego pana N. Chcę.


 

  1. Swallowed – Lunarterial
    To płyta całkowicie niemodna, zupełnie obskurna, paskudna i wręcz prymitywna. Prymitywna, lecz nie prostacka. Fiński Swallowed pełnymi garściami czerpie z dokonań death/doom metalowych klasyków z Asphyx na czele, nie zapominając jednak o pierwiastku własnego charakteru. Trzeba mieć jaja ze stali, żeby w XXI wieku grać taką muzę, a przede wszystkim, żeby kończyć ją takim kolosem jak „Libations”.


 

  1. Innercity Ensemble – II
    Być może 2013 rok był dla Kuby Ziołka bardziej obfitujący w sukcesy, jednak i w 2014 czołowy pracuś polskiej awangardy nie próżnował. Razem z Innercity Ensemble nagrał świetny album, stojący na skraju jazzu, drone’u i world music. A tak po prawdzie, to na skraju wszystkiego, bo ilość różnorakich inspiracji przyprawia wręcz o ból głowy.


 

  1. Merkabah – Moloch
    Kolejny ciekawy przypadek prosto z rodzimego podwórka. Moim zdaniem to na obecną chwilę jeden z lepszych polskich składów live, a co potwierdza „Moloch” – także dobrze radzący sobie studyjnie. Jeśli miałbym pokrótce określić tegoroczny album Merkabah, to brzmi on trochę jak naspidowany King Crimson. Close enough.


 

  1. Full Of Hell & Merzbow – Full Of Hell & Merzbow
    Lubię takie płyty, jak ta. Są szybkie, brutalne, pełne agresji i odpowiednio intensywne. Ach, tak – oczywiście mówię o pierwszej płycie, bo tylko tę moje nawykłe do sierści ucho akceptuje w pełni. Drugi krążek, gdzie pierwsze skrzypce gra Merzbow, notabene którego twórczość nigdy szczególnie nie przypadła mi do gustu, nie wywołał u mnie przyspieszonego bicia serca. Natomiast pierwszy CD winduje Full Of Hell do wyższej ligi – na ile to zasługa ich natury poszukiwaczy, a na ile efekt współpracy z Japończykiem, ciężko stwierdzić.


 

  1. Thaw – Earth Ground
    Ponieważ nie ma sensu drugi raz pisać tego samego, odsyłam do mojej recenzji „Earth Ground” (KLIK!). Dodam jeszcze tylko, że moje zdanie nie uległo żadnej zmianie.


 

  1. YOB – Clearing The Path To Ascend
    YOB, podobnie jak Pallbearer, do perfekcji opanowali pisanie pieśni pogrzebowych, z tą różnicą, że twórcy “Clearing The Path To Ascend” należą do najcięższej kategorii. Tegoroczny album YOB nie może rozczarować – to kolejna dawka ciężkich, wolnych i grubych hymnów, z których „Marrow” jest zdecydowanie tym najpiękniejszym.


 

  1. Behemoth – The Satanist
    Oczywiście nie mogło tu zabraknąć naszego głównego towaru eksportowego, zwłaszcza, że Nergal z chłopakami dał sobie wreszcie spokój z onanistycznymi zapędami znanymi z „The Apostasy” i „Evangelion”, stawiając w końcu na prostszy, bardziej bezpośredni i – uwaga, uwaga! – przebojowy przekaz. Serio, tak chwytliwych riffów Adam nie pisał co najmniej od czasów „Demigod”. Jestem zdecydowanie na tak.


 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony, Przeglądy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Podsumowanie roku 2014 – Emef

  1. Pingback: Płyta tygodnia #35 | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s