Podsumowanie roku 2014 – Masta

mila

I kolejne 365 dni śmignęły niczym z bicza strzelił. Człowiek ledwie się obejrzy, a tu kolejny noworoczny kac. Czasu mało a dobrych płyt tak wiele. Trochę ich się w tym podsumowaniu przewinie, bo okazuje się, że rok 2014 był szalenie dobrym rokiem, jeśli chodzi o muzyczne wydawnictwa. A przecież jeszcze wiele ubiegłorocznych płyt pozostaje do odkrycia. Przed Wami zestawienie tych, które udało mi się odkryć, i które zrobiły na mnie takie wrażenie, że chcę o nich w tym podsumowaniu wspomnieć.

Z wami już nie piję

Na początek jednak muszę rozprawić się z tegorocznymi zawodami. Może nie są to rozczarowania z tych łamiących serce, powodujących depresję i alkoholizm. Może części powinienem się spodziewać i się na nie przygotować, ale i tak kręciłem głową z niedowierzaniem niczym ojciec na wywiadówce u syna niedorajdy.

mastodon-once-more-round-the-sunNajwiększym ubiegłorocznym zawodem z pewnością jest Mastodon. „The Hunter” łykałem w całości bez popity i zaliczałem do swoich topów 2011 roku. Głównie za sprawą jego przebojowości, swoistej „zajebistości”. Gdzie co drugi riff zapadał w pamięć i mimo, że to już był Mastodon „piosenkowy” a nie „ekstremalny”, to nadal przynosił momenty zachwytu. „Once More ‚Round the Sun” jest za to płytą totalnie bezpłciową i nijaką. Z żalem muszę przyznać, że jedyne momenty, które zapamiętałem, to otwierający riff i kawałek z (a jakże!) Scottem Kellym na featuringu. Poza tym nic, pustka, nawet nie chce mi się wracać do tego albumu, próbować się doń przekonywać, odkrywać, szukać pozytywów. A niech spierdalają.

Primordial-WhereGreaterMenHaveFallenPodobnie rzecz ma się z nowym Primordialem. Niby folkowo-blackowy patos został zachowany, dalej jest podniośle i wznieśmy swe miecze ku niebu, ale nie jara mnie to, nie kupuję tego. Hymnów na poziomie „Traitors Gate” nie uświadczono nawet ćwierci, więc podziękuję i też dam sobie spokój.

Solstafir-Otta-2014-Cover-small-version-72dpi-RGBCiut inaczej ma się rzecz z „ÓttaSólstafir, bo jest tam jeden kawałek naprawdę wybitny i mowa tutaj oczywiście o promującym album „Lágnætti”. Na całe szczęście nie trzeba słuchać pozostałych utworów i do playlisty można wrzucić tylko ten jeden track.

Identyczna sytuacja ma się z „The Physical World” duetu Death from Above 1979, gdzie mamy kawałek „Trainwreck 1979”, który jako jedyny mógłby się znaleźć na pamiętnym debiucie. Na koniec do tej list skarg i zażaleń dorzucę jeszcze kapele Crippled Black Phoenix i Down. Pierwszych za to, że nie zauważają, iż łączenie Floydów z post-rockiem było fajne, jednak samo kopiowanie legendarnych Brytyjczyków już fajne nie jest. Drugich za to, że chyba już kompletnie zapomnieli jak się robi dobry stoner. Po prostu. Oficjalnie mogę potwierdzić: Down się skończył.

Koledzy od piwka

Ten rok był tak dobry, że swoje topy podzieliłem na kilka grup. Na początek płyty, które zabrały mi sporo czasu w tym roku i zdecydowanie reprezentują wybijający się poziom.

Behemoth-TheSatanistZacznijmy od naszej dumy narodowej, czyli Behemotha. Zaskoczył mnie ten album. Samym poziomem i tym, że po prostu mi tak podszedł. Poprzednie dokonania grupy szanuję, ale żebym jakoś szczególnie przepadał, to raczej nie przyznam. Natomiast „The Satanist” zdarzało mi się nawet zapętlać. Szczególnie „Ora Pro Nobis Lucifer”. Duża w tym zasługa zupełnie dla mnie niespodziewanej przebojowości, aczkolwiek niepozbawionej maestrii technicznej muzyków. „Satanista” pod tym właśnie względem jest idealnie zbalansowany. Spusty jakie zbiera na świecie w pełni uzasadnione.

pobrane (1)Niedługo podobne zachwyty mediów zagranicznych mogą dotyczyć również Thaw. Zespół z Sosnowca debiutem dał się zauważyć w kraju i od tego czasu buduje swoją solidną markę. „Earth Ground” udowodnił, że wiedzą w jaką stronę zmierzają i konsekwentnie zdają się trzymać swoich założeń. Darski najpierw przygarnął ich na swoją trasę po Polsce, a potem zabrał na wycieczkę po Europie. Takie uznanie w oczach sławnych kolegów tylko gościom z Thaw pomoże i kto wie, może sami również osiągną taki status. Jeśli tendencja wzrostowa będzie zachowana, to jestem o to pewny.

EeriePolski black metal będzie się przewijał w tym zestawieniu jeszcze wiele razy, co tylko świadczy o jego poziomie i niezwykle sprzyjających warunkach atmosferycznych w naszym kraju dla grania takiej muzyki. Od razu załatwmy więc sprawę w tej grupie i doceńmy „Into Everlasting DeathEerie, o których niedawno pisał Emef. Debiut tego duetu może nie rzuca na kolana, nie powoduje spustoszenia, jak albumy, o których będzie później, ale to ciągle dzieło na niezwykle wysokim poziomie. Może nie idący zgodnie z głównym nurtem tzw. post-blacku, ale ukazujący jak bleczysko powinno brzmieć w XXI wieku. Album nie zwalniający nawet na chwilę (no dobra, jest jakieś wyciszenie w „Among the Ashes”), a ciągle grany na najwyższych obrotach, przepełniony blastami, podwójną stopą i jazdami w tremolo. Dodatkowy plus za zamykający utwór.

plebeianNowoczesne bleczysko grają też na zachodzie Europy i jeśli chodzi o świat, to równych nie mieli sobie Francuzi z Plebeian Grandstand. Na „Lowgazers” zaserwowali nam Deathspell Omega (swoją drogą mogli by jakąś świeżynkę wydać w końcu) w hardcore’owym sosie. Coś jakby za produkcję DsO wziął się Kurt Ballou. Kolejny album, który pozostawia po sobie niewiele więcej niż zgliszcza.

bolzer-somaPodobnie zresztą jak kolejna epka Bölzer. Szwajcarzy w świadomości słuchaczy zaistnieli w zeszłym roku minialbumem „Aura”, którym wzbudzili zachwyt również u mnie. Jeśli ktoś nie uważa pierwszego riffu „Entranced by the Wolfshook” za jeden z lepszych riffów ostatnich lat, to najwidoczniej słucha disco-polo. Z „Soma” początkowo miałem problem, bo nie zniszczyła mnie od razu przy pierwszym odsłuchu. Tegoroczna epka jest z pewnością trudniejsza w odbiorze, mniej dosłowna, bardziej wytrawna. Ale kurde panowie, może już tych małych popierdółek wystarczy i zaatakujecie czymś naprawdę dużym w tym roku?

youngPozostajemy w temacie płyt obskurnych i czarnych, jednak udajemy się za ocean i trochę zmieniamy proporcje. Young and in the Way idealnie wpisuje się w katalog Deathwish i chociaż ich też nie produkował Kurt Ballou, to wyraźnie czuć kim się inspirowali dorzucając do tego sporą dawkę amerykańskiego blacku. Tutaj jednak stroną dominującą ciągle jest bujający hardcore punk, odbijający nawet w stronę crustu. I życzę im, żeby nie powtórzyli błędu The Secret, którzy grając mniej więcej zbliżoną muzykę, zniszczyli „Solve at Coagula”, ale totalnie zawiedli kolejnym albumem.

omgJeśli mowa o płytach obskurnych, to nie można nie wspomnieć o „The Ape of GodOld Man Gloom. Samo brzmienie jest tutaj ogromną zaletą, a przecież muzycy tej grupy to nie byle obszczymury, a ludzie z uznanymi nazwiskami (Turner, Newton), którzy doskonale wiedzą, jak wypracowane brzmienie w odpowiedni sposób wykorzystać. I choć może płycie brakuje do osławionej „Christmas”, to nadal zapewnia sludge’owe doznania na wysokim poziomie. Dodatkowo więcej niż na poprzednich albumach jest tutaj zabawy dźwiękami w tle. Czy są to elektroniczne wstawki, czy jęki i sprzężenia gitar, to dodanie kolejnego planu znacząco ubarwiło ten mięsisto-błotnisty album.

Kończąc z płytami „umorusanymi” po łokcie muszę wspomnieć o nowościach od Electric Wizard, Godflesh i Shellac. O wszystkich pisałem już nieco szerzej w innych artykułach, więc nie będę się rozpisywał po raz kolejny. Wszystkie te dzieła robią mi dobrze tak samo jak w dniach ich premier. Podkreślić jednak muszę, że w kwestii nowych dzieł Godflesh bardziej mi podeszła epka „Decline & Fall” niż długograj „A World Lit Only by Fire”, który zdaje się być dziełem zbyt poprawnym i ułożonym, a przez to nie aż tak odhumanizowanym. Ciągle jest to jednak płyta bardzo dobra, jednak to tegoroczny minialbum stawiam wyżej.

celestitePrzejdźmy teraz może w rejony bez blastów i ciężkich przesterów. Zacznijmy od zespołu, który do niedawna blasty w swojej muzyce stosował, jednak w tym roku przeprowadził całkowity remanent stylu. Mowa oczywiście od Wolves In the Throne Room. Black metalowym hippisom znudziła się już pustelnia w lesie i uciekli w kosmos. Zaserwowany przez nich space ambient, co jednak jest zrozumiałe, nie każdy fan przyjął z uśmiechem. Bezpieczniej byłoby przecież wydać „Celestite” pod innym szyldem, nie narażając się tym samym na hejty ze strony starych słuchaczy. Je jednak mam to w dupie, bo po prostu nowy album mi się bardzo podoba, choć zwykle od takiej muzyki stronię.

FKA-twigs-LP1Zwykle unikam też wszelakich popów i r&b, nieważne w jakiej odsłonie zazwyczaj odrzucało mnie już po pierwszym refrenie. Z FKA twigs jednak jest inaczej. Tahliah Barnett momentalnie zauroczyła mnie swoim delikatnym, zmysłowym wokalem, dopełnionym bardzo ascetycznymi beatami. „LP1” rzutem na taśmę wskoczyło do tego zestawienia, bo dla mnie to odkrycie ostatniego tygodnia grudnia, ale jak już weszło na playlistę, to za nic nie chce z niej zejść.

ujubsajubaZ podobnym skutkiem finiszował również kolektyw Kairon; IRSE!. Ktoś powie, że to tylko przehajpowany shoegaze, jednak tak smakowite podejście (czyt. coś co przykuje moją uwagę na dłużej niż dwa-trzy odsłuchy) do tego gatunku spotykam niezwykle rzadko. Świetne operowanie kontrastami pt. „cicho-rozjebane bębenki” to chyba najważniejsza zaleta tego albumu o śmiesznej nazwie („Ujubasajuba”). Rok temu gros nagród zebrało My Bloody Valentine, w tym wszyscy jarają się Kairon;IRSE!

a3560008487_2A u nas nadal wszyscy jarają się Ziołkiem. Ten rok nie okazał się może aż tak owocny jak poprzedni, ale i tak kolejne jego dzieło zostało docenione przez media i zwykłych słuchaczy. I jak to Ziołek, miesza i miksuje wszystko co mu wpadnie w łapy, a i tak od razu wiadomo, że to on maczał paluchy w danym projekcie. Kolektyw Innercity wplata folkowe inspiracje w jazzowe kompozycje, dorzucając do tego nieco drone’u i post-rocka. W przyszłym roku Ziołek ma nas uraczyć rozszerzoną o kolejnych muzyków ewolucją Alamedy, więc jestem spokojny o to, że jego nazwisko przewinie się w podsumowaniu 2015 roku.

Koledzy od wódki

Dochodzimy do siedmiu tytułów, którymi jaram się fest. Kolejność już robi się nieco bardziej istotna, chociaż pewnie jutro byłaby inna.

MI0003721606Zaczynamy od The Body i ich „I Shall Die Here”. Długo się przekonywałem do tego albumu, aż wszedł całkowicie. Z całą pewnością jest to jedna z bardziej odhumanizowanych rzeczy a.d. 2014. Ugrzeczniony Godflesh może się schować. No może nie schować, ale pokiwać z uznaniem głową, że ktoś potrafi się nimi sensownie inspirować. Inspirować bez kopiowania, bo „I Shall Die Here”, to nie jest taki rozbujany sludge’o-industrial na hip-hopowo-dubowo-drum’n’bass’owych resorach, ale dzieło czerpiące garściami z nihilizmu „Streetcleanera”.

rdkY3MZNa kolejnym miejscu ustawiłem sobie Natural Snow Buildings. Wcześniej znałem ich jedynie z „The Dance of the Moon and the Sun” i nie powiem, podobało się, bez szału, ale ok. „The Night Country” zajarałem się niemal od razu. Ten ambientowo-dronowy folk wciąga atmosferą gęstą i czarną jak smoła, choć blastów tu brak. Pośród szumów, paskudnie nagranych instrumentów, różnych zgrzytów i trzasków, wyłaniają się melodie tak urokliwe, jak ta w „Rusty Knives Valley” i gdyby takich momentów było ciut więcej, to ta płyta byłaby pewnie w tym rankingu wyżej.

getyourgunPrzyszła pora na największą niespodziankę ubiegłego roku. Zespół, o którego istnieniu totalnie nie miałem pojęcia, do momentu zauroczenia się singlami z ich debiutanckiego albumu. Bam! Get Your Gun dostaje się do top 10! Pisałem o nich całkiem niedawno i tamto moje zdanie podtrzymuję, więc wręczę im jeszcze dodatkowo statuetkę, za najlepsze brzmienie 2014 roku.

MerkabahMerkabah – jedna z głośniejszych nazw w naszym kraju w ubiegłym roku. Jarali się wszyscy: od fanów Kobonga i King Crimson, po wyborczą. Dodatkowo trasa z Behemothem i mamy jednych z tych, którzy wygrali najwięcej w naszym kraju w 2014 roku. Hajp duży i w pełni zasłużony.

Kriegsmaschine403_zps02ba149bI wincyj polskości i czerni. Wiadomo, że w Polszy rok 2014 upłynął pod znakiem naprawdę ciężkiego łojenia. Był już Thaw i Eerie, jest i Kriegsmaschine. Z nimi na początku miałem problem, ale też w końcu trafili prosto w splot słoneczny, więc zbieram się po tym ciosie nadal. Na początku odrzucało mnie to odhumanizowanie i skrajny nihilizm. Coś co mógłby grać Godflesh, gdyby Broadrick urodził się w Norwegii. I był jeszcze do tego neonazistą, bo słuchając „Enemy of Man” oczyma wyobraźni widzę maszerujące szeregi żołnierzy Wehrmachtu. To je prawdziwie straszny blek metol.

13060-the-unnatural-worldNapisałem wcześniej, że szugejzy nie do końca mnie jarają. Wyjątkiem jest ekipa Have a Nice Life. „Deathconsciousness” oczywiście znałem już dawno, ale spuszczać się nań zacząłem dopiero po premierze „The Unnatural World”. Widocznie potrzebowałem tej nowej płyty, by w pełni docenić słynnego poprzednika. Nówka sztuka raczej nie przeskoczyła poprzeczki ustawionej przez debiut, aczkolwiek trzeba przyznać, że była ona ustawiona na poziomie rekordu olimpijskiego. I też po tych sześciu latach oczekiwania, nie zmieniło się szczególnie dużo. Nadal mamy zaszumiony post-punk z ucieczkami w drone’y. Depresyjne hymny idealnie pasujące do traumy za oknem (3 stycznia, wiater wieje, kwiaty nie pachną, a ona mnie odepchła, więc znowu piję i nie sypiam). Polecam emocjonalnym masochistom.

Ben-Frost-A-U-R-O-R-APodobnie jak shoegaze’ami niezbyt jaram się ambientami wszelakimi, a już szczególnie tymi z przedrostkiem dark. Wyjątkiem były twory Heckera (to bez dark) i „By the ThroatFrosta. Dlatego też szczególnie na „A U R O R A” nie liczyłem, a tu bam! Jedna z najlepszych płyt roku. Od razu muszę wytłumaczyć, że na najnowszym albumie ambientu już praktycznie nie ma. Ale jest noise, i industrial, i techno, i drone’y. I Afryka, i wojna w Kongo. I kurde, trzeba oddać Benowi honor, bo udało mu się w tych elektronicznych dźwiękach zawrzeć strach i przerażenie wojną. Zapach śmierci i krwi unosi się w powietrzu, smród płonących ciał uderza w nozdrza, wszystkie death metale mogą spierdalać, bo swoim darciem ryja nie straszą tak jak Frost swoimi szumami i pierdami.

Wlekli moje pijane zwłoki

Teraz przedostatnia grupa. Grupa tzw. pościgowa. Dwa albumy, które miały duże szanse na zajęcie pierwszego miejsca (chociaż chuja tam miały, już rok temu przy zapowiedzi albumu z pierwszego miejsca wiedziałem, że on na nim się znajdzie). Problem miałem tylko w jakiej kolejności ułożyć te dwa albumy i zasadzie to jeden wacek, bo ich poziom jest przewysoki, i obie płyty były słuchane setki razy. Płyty, jak nałóg.

Esperalem tkaneA jak nałóg to alkoholizm, a jak alkoholizm to wiadomo, że Odraza. Już zapowiedzi samego tytułu albumu spowodowały zainteresowanie. Bo jak to? Blek metol nie o szatanie i paleniu kościołów, a dotykający tak przyziemnego tematu jak przemożna konieczność walenia wódy codziennie? Do tego po premierze okazuje się, że teksty rzeczywiście mocne niczym spirytus rektyfikowany, a musicie wiedzieć, że mnie liryki poruszają niezwykle rzadko. Zwykle zwracam na nie uwagę dopiero, gdy warstwa muzyczna zasługuje na ocenę co najmniej bardzo dobrą. A „Esperalem tkane” warstwą muzyczną zachwyca. Dostarcza szerokiego przekroju technik black metalowych, różnych podejść i stylów. Dorzuca do tego inspiracje jazzowymi odjazdami, progresywem i trochę podlatuje pod tzw. post. Trzy ostatnie utwory to dla mnie jedne z największych spustów tego roku, bo kopią w dupsko mocniej niż Więckiewicz Lajkonika.

nocelI tak jak Odraza zachwyca atmosferą i jest płytą genialnie napisaną, stanowiącą monolit i konsekwentną, tak Furia na „Nocel” dowaliła jeszcze więcej zabaw motywami i stylami, mieszając niemal wszystko co wymyślono w Norwegii, z awangardzistami z Francji i podejściem amerykańskim. Bełkot Nihila nadal zawarty, Czubówna w trailerze i szkoda tylko, że te dwie płyty są zbyt polskie, żeby odniosły sukces za granicą. Zresztą Nihil ma zapewne na to wyjebane i będzie nadal wydobywał nam z lasu takie dźwięki, że wszystkie pojeby z corpspaintingiem na ryju w naszym kraju będą się jarać niczym przysłowiowe norweskie kościoły. Jak ktoś chce się dowiedzieć konkretniej, czemu ja się jarałem to odsyłam do recenzji, a teraz już pora na:

Miłość życia

To-Be-KindI tak jak miłość życia, tak płyta roku może być tylko jedna. Niespodzianki nie będzie. Wiadomo, że Swans rozjechali konkurencję w poprzednim roku. Wiadomo było już przed premierą, że ten album będzie musiał być wysoko. Gira z kolegami bez problemu doskoczyli do poziomu „The Seer”. Dziadki porozstawiały wszystkie dzieciaczki po kątach i zgarnęli główne laury w masach zestawień i podsumowań. I chuj w to, że 40 minutowe intro na gongu, że tysiąc pińcet razy ten sam takt, że ohahaha, „metafizyczne doznania”. Kurwa mać! Ja nie znam lepszego transu, nic innego do mnie lepiej nie trafia. Sześćdziesięcioletni Gira idealnie za to trafił w moje potrzeby muzyczne z tym dwugodzinnym kolosem. Dziękuję, panie Michale. ;*

Kończąc i podsumowując ten roczek: po pierwsze black metal, szczególnie ten polski, po drugie Behemoth jeszcze bardziej umacniający swą pozycję na świecie, po trzecie widziałem Swans, po czwarte odwołali Asymmetry (największa porażka roku chyba ; < ), po piąte znowu gramy sobie post-metole z chłopakami i każda próba dostarcza mi masy radochy. Jak uda nam się coś zagrać w niedługim czasie, to będę niesamowicie dumny. Zastanawiałem się czyje albumy mnie zniszczą w 2015 roku. I kurde nie wiem. Converge ma być podobno, ponoć Queens of the Stone Age też i nie wiem co więcej. Tool? Hahuehue. Wincyj polskiego blacku i będę szczęśliwy.

Masta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Podsumowanie roku 2014 – Masta

  1. kur4qq pisze:

    Pamiętam jak 5 lat temu trafiłem na recenzję Chronoclast Buried Inside, z ciekawości odsłuchałem i… do dzisiaj jest to mój absolutnie top1, dzięki Masta!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s