Płyta tygodnia #22

fu

„Który to już rok się przesuwa w kalendarzu, zapierdala czas od melanżu do melanżu” – te dwa klasyczne wersy chyba najlepiej oddają, jak długi okres minął od ostatniego wydania Płyty. Być może ktoś oczekuje od nas wyjaśnień, chce wiedzieć, czym spowodowana była tak długa przerwa, czemu tak bardzo lecieliśmy sobie w kulki. Być może byliśmy zajęci, nie mieliśmy czasu. Być może zmusiło nas do tego pędzące życie, nadmiar obowiązków, natłok spraw, trwające całymi tygodniami poniedziałki.
A być może, kurwa, nam się po prostu nie chciało.

Get Your Gun – The Worrying Kind (2014)

getyourgun
Dania. Klocki Lego i Carlsberg (paskudztwo) [i King Diamond!!111 – przyp. Wąs]. Praktycznie żadnych skojarzeń muzycznych. Na palcach jednej ręki mogę policzyć zespoły, które znam z tego kraju (Iceage, Sleep Party People, Causa Sui). Tym większa powstaje fascynacja, gdy trafia się na zespół, którego album zebrał całe 23 oceny na RYMie, a już po jednym odsłuchu czuję się oczarowany. Nawet nie pamiętam, jak natknąłem się na Get Your Gun, więc nie wiem komu podziękować za to odkrycie. A odkrycie to nie byle jakie. Nieczęsto trafia się na taki przyjemny mariaż noise rocka z gotyckim podejściem do country. Coś jakby Gira zaczął nagrywać z Eugenem Edwardsem, a żeby jeszcze lepiej zobrazować co mam na myśli, to po prostu skrzyżowanie najnowszego wydania Swans z ostatnim albumem Woven Hand. Do tego Get Your Gun wyróżnia się naprawdę smakowitym wokalem („Black Book”), genialnym brzmieniem gitary (Earth z „Bees…” się nasuwa na myśl) i charakterem, który aż się wylewa. A przecież to zespół młody i na dorobku („The Worrying Kind” to ich debiutancki długograj). Nie mogę się ostatnio odpędzić od tej płyty i jej gęstej atmosfery pogrzebowego country, zimnego niczym Morze Północne w styczniu. Polecam bardzo. Jeden z czarnych koni tego roku.

Masta

Thy Worshiper – Czarna Dzika Czerwień (2014)

Okładka_płytyTerminy „pagan metal” i „folk metal” wywołują u mnie zaburzenia pracy przewodu pokarmowego, ze sraczką na czele. Z pewnością okażę się ignorantem, ale muzyka ta kojarzy mi się przede wszystkim z jakimś Korpiklaani, Finntroll i innym tego pokroju gównem. Słowem – nie potrafię tego słuchać niemal na równi z prog metalem. Od każdej reguły są jednak odstępstwa i za taką niewątpliwie należy uznać „Czarną Dziką Czerwień” Thy Worshiper, która to płyta już od dość długiego czasu nie może zejść u mnie z eteru. Podejrzewam, że wynika to z tego, że nasi rodacy, miast oddawać się radosnej humppie i innym pląsom przy ognisku, wolą zajmować się muzyką dobiegającą wprost z pola bitwy. Nie mam tu również na myśli patetycznych, epickich hymnów, lecz raczej twarde, męskie pieśni. Oczywiście nie zabraknie także nawiązań do słowiańskiej tradycji, jednakże muzykom Thy Worshiper udało się to wszystko podać w stosunkowo strawnej postaci. Krótko mówiąc, wrocławski (a może już irlandzki?) zespół nie jest swego rodzaju metalowym Donatanem, lecz pewnym siebie bandem z jasno określoną ścieżką. Nie obiecuję, że każdy to łyknie bez popity, broń Boże nie sugeruję też, że macie do czynienia z krążkiem wybitnym. „Czarna Dzika Czerwień” to jednak płyta pozbawiona żenady i błazeństwa, a to – patrząc na styl, jaki obrali sobie muzycy – powinno być wystarczającą rekomendacją.

Emef

Head Control System – Murder Nature (2006)

Ach, te sentymenty. Wracasz sobie raz na jakiś czas do płyty, która ledwie parę lat temu powodowała u ciebie ciary na plecach i muzyczny orgazm… I znowu nie daje ci spokoju. „Murder Nature” zazwyczaj zaczyna mi o sobie przypominać, gdy robi się coraz zimniej i brzydko – o ile dobrze pamiętam, zimą roku 2007 albo 2008 słuchałem jej najbardziej intensywnie. W tym roku już początek listopada przyszedł i zawołał: „Ty, ej, weź posłuchaj tego!”. No i posłuchałem tego alternatywnego hipster metalu, dwa razy w ciągu jednego dnia (a to jest bardzo dużo dla mnie), potem przez kolejne dwa dni po razie, dwa dni przerwy i znowu raz. Co takiego jest w tej płycie? Trudno powiedzieć, bo oceny i opinie w internetach ma takie sobie. Wiadomo, że w moim przypadku sentyment robi swoje, ale naprawdę lubię te dźwięki. Oczywiście nie bez znaczenia jest tu wokal Garma, a także praca perkusji w wykonaniu Daniela Cardoso. I same piosnki są… Fajne. Właśnie takim słowem bym je określił. Łatwo wpadają w ucho, ale nie popadają w przesadną piosenkowość. Trochę rozumiem, czemu większość słuchaczy na Murder Nature reaguje krótkim „meh”, ale ja tę płytę po prostu bardzo lubię.

Pan Wąs

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Płyta tygodnia #22

  1. immolator pisze:

    +1 dla Thy Worshipera. Pół Boruta pół Trioll, zaskoczył mnie zza pogańskiego winkla zapodając niezłą zimę na początku wiosny.

    Swoją drogą, podczas słuchania nowego Primordial momentami uderzał we mnie podobny chłód. Widać TW nasiąkli już tym oceanicznym klimatem.

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2014 – Masta | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s