Furia – Nocel (2014)

furia

Nihil jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Od kilku ładnych lat „wyciąga z lasu” nawet po parę płyt rocznie (przykładowo w 2009 roku całe cztery). Jedni powiedzą, że to rozmienianie się na dobre i Ostry też wydaje co roku, inni będą podziwiać, a reszta się spyta, co to za koleś. Dla tej całej reszty Nihil to obecnie chyba najważniejsza postać polskiego black metalu i członek takich kolektywów jak Morowe, Massemord czy Furia. Z tą ostatnią wydał właśnie kolejny album pt. „Nocel”. Płytę, która pozamiatała mną po całości i może zagrozić Odrazie w wyścigu o tytuł najlepszego bleczyska roku.

Nie powiem, żebym specjalnie czekał na ten album. Furię znałem wcześniej właściwie tylko z „Martwej polskiej jesieni”, którą nawet lubiłem, lecz daleki byłem od wynoszenia na piedestał. Podobnie z innymi projektami Nihila. Może powodem jest też, że fascynację black metalem przeżywam dopiero od jakiegoś roku i te dzieła jeszcze do mnie nie trafiły. W momencie udostępnienia w internecie „Zamawiania drugiego” wiedziałem już jednak, że Furię muszę nadrobić. I nadrabiałem słuchając kolejnych dokonań grupy, przeplatając wspomnianym wyżej utworem. Noż cholewa jasna! Wgryzł mi się niesamowicie. Ten groove na początku, niesamowita energia, swoista furia aż wylewająca się z tego kawałka. Zachwycam się nadal. W tym momencie już odliczałem dni do premiery „Nocel”. Dalej w sieci pojawił się „My bełkoczą” i tu już ochów i achów było mniej, posłuchałem raz i wróciłem do „Zamawiania…”. Był jeszcze trailer z Krystyną Czubówną (!!!) i to już było zaskoczenie niesamowite. Skąd? Jak? Dlaczego? Jakim cudem antypatyczny Nihil (polecam wywiady) namówił poniekąd legendę polskiej telewizji do udziału w zapowiedzi płyty obskurnego, niszowego zespołu (pinindzmi, kurwa, jak nie wiesz jak)? Ale już mniejsza o to, otoczka otoczką, ważna jest muzyka, a „Nocel” to chyba najlepsze co do tej pory zrobiła Furia. Ba! Chyba jedna z najlepszych rzeczy, jeśli chodzi o polski black.

Nihil lubi mawiać, że muzykę wynosi z lasu. I to czuć. Czuć ten las w wielu zakamarkach. I choć te folkowe inspiracje i cała „przaśność” jest lepiej zakamuflowana niż na „Marzannie, Królowej Polski”, to i tak nadal wyczuwalne. Wiejsko-weselne hopa-siupa na początku „Opętańca” czy najczarniejsze z czarnych zwolnienie w „Ptaki idą” śmierdzą sosną na kilometr. W ogóle na tym albumie zdaje się być więcej przestrzeni niż na poprzednich wydawnictwach. Weźmy taką „Niezwykłą nieludzką nieprzyzwoitość”, która w środkowej partii raczy nas muzycznym minimalizmem środków wyrazu. Generalnie płyta jest złożona z raczej prostych środków wyrazu. Ekipa z Katowic nie wynalazła prochu raz jeszcze, a użyła składowych dobrze znanych fanom takiej muzyki. I tak jak było w przypadku Odrazy, tak i Furia raczy nas mnogością inspiracji z całej szuflady z czarnymi ciuchami. Nie pcha się może tylko do przegródki z tzw. blackgazem, a i od tego niezwykle popularnego ostatnimi czasy post-black metalu trzyma się w bezpiecznej odległości. I w sumie chwała mu za to, przesyt w tej dziedzinie nie jest potrzebny, a koleś ma łeb do poniekąd innej muzyki i jeśli tam się sprawdza doskonale i ciągle ma do zaoferowania nowe rozwiązania, to niech tam zostanie.

Chociaż post-elementy można znaleźć, ale to można powiedzieć o wszystkim co zawiera jakieś tam stopniowanie napięcia, a motywy powtarzane są co najmniej dwa razy dłużej niż zwykle („Nigdy i nigdzie”). To co znajdziemy na „Nocel”, to jednak ciągle za mało by dodawać pocztowy przedrostek w kontekście muzyki Furii. To w żadnym wypadku nie jest muzyka pokroju Thaw czy Entropii.

Zaskoczenia towarzyszącego „W melancholii” też przesadnie nie ma, chyba że ktoś po premierze ostatniej epki spodziewał się kontynuacji obrania na niej tej nieoczywistej drogi. W takim razie powrót do melancholijnego blacku można odebrać jako zaskoczenie. A melancholijnie, depresyjnie miejscami jest bardzo. Z początku takiego „My bełkoczą” z pewnością ucieszą się fani Shining. Tym bardziej, że Nihil nadal miejscami brzmi niczym lubujący się w żyletkach kolega Niklas. Wracając do „My bełkoczą” to dalej jednak dzieją się rzeczy dziwne, zwolnienie, wyciszenie i piski gitary aż do mocarnej końcówki. Z tym czołgiem kontrastuje pędzący na złamanie karku „Beze mnie”. Tak pędzić przez kilka minut nie dałby rady nawet Usain Bolt, więc dalej Furia raczy nas znowu folkowym bujaniem i thrashowym przypierdolem. Szybki miks kilku pomysłów na black metalu. „Nocel” zamyka ze swą epicką końcówką „Ogromna noc”. W ogóle roi się tutaj od podniosłych momentów. I choć nie wali patetyzmem po oczach, to i tak tendencja do kończenia utworów czymś „kolosalnym” jest zauważalna.

Zaskoczyła mnie ta płyta. Nie samym zawartym nań materiałem, a jego poziomem, jak bardzo mi to podeszło. Naprawdę nie sądziłem, że będę się w tym roku czymś zachwycał bardziej niż debiutem Odrazy. A tutaj wyskoczyła Furia i posadziła mnie na ziemi. Kolejność na podium jednak nadal nie jest ustawiona. Szalę zwycięstwa może przechylić listopadowy koncert Ślązaków w Łodzi, bo niestety ich kolegów z Krakowa na żywo nie usłyszę. Zresztą jak każdy z Was, chyba, że ktoś miał na tyle szczęścia, że zna kogoś z duetu i miał szansę być na ich próbie. Albo mieszka gdzieś w sąsiedztwie Cichej 8. Za to jakby ktoś był przy Naruszewicza 15 w Łodzi, ma dużą szansę usłyszeć dochodzące zza ściany odgłosy „Nocela”.

Masta

nocel


  1. Opętaniec [5:38]
  2. Ptaki idą [6:42]
  3. Zamawianie drugie [3:50]
  4. Niezwykła nieludzka nieprzyzwoitość [13:19]
  5. Nigdy i nigdzie [8:12]
  6. My bełkoczą [9:50]
  7. Beze mnie [4:32]
  8. Ogromna noc [7:49]

Całość: 59:52


Skład: Sars – bas; Namtar – perkusja; Voldtekt – gitara; Nihil – gitara, wokal;


Data wydania: 16 października 2014

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.