Behemoth, Tribulation, Merkabah, Mord’A’Stigmata – 3.10.2014, Wytwórnia, Łódź

behelive1

Już standardem się staje, że gdy Behemoth wyrusza w trasę po Polsce zabiera ze sobą kapele, które interesują mnie bardziej niż sam headliner. Tak było w przypadku Blindead i Morowe, na Obscure Sphinx nie udało mi się załapać, a żałuję, tak stało się i teraz. Tym razem wspólnie z Dumą Pomorza podróżują goście z Mord’A’Stigmata, Merkabah oraz Szwedzi z Tribulation. Nie mogę jednak powiedzieć, że wydałem pieniądze tylko na supporty, bo przecież zapłacić i nie zobaczyć show Behemotha to niemal grzech.

Dla innych większym grzechem jest samo pójście na koncert bluźniercy Nergala. Grupka takich osób zebrała się na wspólnej modlitwie o nawrócenie w pobliżu klubu, w którym odbywała się impreza. Wcześniej grozili również, że będą próbowali doprowadzić do odwołania koncertu, co na szczęście się nie udało. Ochrona obiektu zadbała, żeby pikietujący nie zbliżyli się na niebezpieczną odległości, więc żadnych dodatkowych atrakcji nie uświadczyłem.

mordalive

Niemal punktualnie o 18:30 na scenie stawili się goście z Mord’A’Stigmata. Zaczęli potężnie od „Inkaust”, który na żywo zabrzmiał jeszcze lepiej niż na ostatnim albumie, a to się ceni. Na selektywność przy takiej intensywności dźwięku raczej nie będę narzekał. Nie był to szczyt marzeń, ale na pewno wyższe stany średnie. Wokal nie ginął, gitary nigdzie nie uciekały, łomot perkusji nie zagłuszał reszty. Chciałoby się tylko większej intensywności na scenie. Podobnie jak kolega Emef, ja również lubię, jak zespół na scenie się stara, a tutaj, niestety, starał się tylko jeden z gitarzystów, natomiast perkusista aspiruje do miana najbardziej statycznego w swoim fachu. Chociaż jak wyjechał z kilkoma przejściami, to wzbudził tym szacunek wśród publiki. Sam po ich koncercie słyszałem kilka pozytywnych opinii osób, które wcześniej zespołu nie znały. Kupujcie polskie blek metal płyty!

merkabah

Po mniej więcej połowie godziny na scenie nastąpiła zmiana. Drugi w kolejce był Merkabah, czyli główny powód, dla którego zawitałem w Wytwórni. „Moloch” to jedno z ciekawszych wydarzeń tego roku nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Tych kilku niepozornych chłopaków totalnie rozniosło scenę. Ich „Moloch” na żywo jeszcze powiększa swój rozmiar. Naprawdę intensywność jest co najmniej dwukrotnie większa niż na płycie. Szalejący saksofon zebrał potężne żniwo wśród słuchaczy. Przed koncertem byłem strasznie ciekaw odbioru Merkabah przez kinderkuców, którzy przyszli usłyszeć „Kakę Demona”, albo starych wyjadaczy w koszulkach Venom czy innego Kreatora. Sądząc po minach zebranych nie żałowali. Niech żałują ci, którzy zamiast stania pod sceną wybrali stanie w kolejce po piwo, a takich wbrew pozorom było strasznie dużo. Wstyd i hańba, ale to już ich strata.

tribulive

Merkabah również dostał około trzydziestu minut na scenie. Po nich na scenie zameldowała się ekipa Szwedów z Tribulation. Długo się zastanawiałem czy też przypadkiem nie Szwedek, bo patrząc na sylwetki, ciuszki i ruchy na scenie naprawdę skłonny byłem sądzić, że na gitarach grają dwie panie. Czar prysł, gdy ujrzałem ich lica. Naprawdę intensywnym początkiem zyskali sobie serca słuchaczy. Dodatkowo o nich już nie można powiedzieć, że się „nie starają”. Miotanie się po scenie, strojenie „metalowych” min do audiencji, ekspresja na maxa. Jako pierwszy występujący tego dnia zespół starali się na scenie zrobić coś więcej niż tylko zagrać swoje. No dobra, Merkabah ma wizualizacje, ale szczerze mówiąc to wyświetlane obrazy w ferii kolorowych świateł gdzieś mi umykały. A wystarczy porzucać się trochę po scenie, poskakać po odsłuchach i już publiczność twoja. Wracając do występu Tribulation: smuci zachowanie jakichś mośków, którzy w tych wyciszonych momentach zaczęli wrzeszczeć jakże popularne na metalowych koncertach „napierdalać”. Rozumiem, skandować tak, gdy zespół się spóźnia (chociaż to przecież też standard), robi długie przerwy między kawałkami, ale nie gdy kurwa grają!

behe2

No i na deser Behemoth. Już od dawna wiadomo czego można się spodziewać po ich występach, jednak co trasę cała ta formuła jest jeszcze rozwijania. Behemoth teraz to prężnie działające przedsiębiorstwo, nie ograniczające się tylko do tych czterech gości na scenie, ale też do całkiem pokaźnej ekipy za nią. Teraz ich show to skrupulatnie zaplanowane przedstawienie teatralne, praktycznie przed każdym kawałkiem lub w jego trakcie odprawiany jest szczególny rytuał. A to Nergal bawi się kadzidełkiem, a to buchają płomienie, a to Orion pluje w tłum sztuczną krwią, a to przed „Christians to the Lions” na scenie pojawiają się dwa odwrócone, płonące krzyże, a to na koniec nowe maski i statyczne odegranie końcówki „O Father! O Satan! O Sun!”. Można powiedzieć „behemoczowy standard” i w żaden sposób nie jest to obelga! Jak miło, że w Polsce mamy taki zespół, który wprowadził swoje występy na tak wysoki poziom i do niego przyzwyczaił, że uznawane to jest za standard. Tak trzymać, i dobierz Adaś znowu tak dobry support na kolejną trasę to kolejny raz dam ci zarobić.

Masta

PS: Po koncercie widziałem dwójkę dzieci w wieku 10-12 lat, dziesięć minut przecierałem oczy ze zdumienia.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Behemoth, Tribulation, Merkabah, Mord’A’Stigmata – 3.10.2014, Wytwórnia, Łódź

  1. immolator pisze:

    Mord’A’Stigmata i Merkabah po pół godziny? Dobrze że w Kraku mamy dwa koncerty pod rząd, to będę miał repetę. A Behe faktycznie jako ciekawostka 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s