Płyta tygodnia #21

131815e6665e937efe407f73d7b036fa,62,37

Na pytanie, czy „Płyta tygodnia” będzie kiedyś w pełnym składzie i na czas, odpowiadam – nie.

Behemoth – Demigod (2004)

behemothMój dzisiejszy typ na płytę tygodnia to typ w sumie nostalgiczny. Behemothowi sporo zawdzięczam. Dzięki ich „The Apostasy” można powiedzieć, że nauczyłem się słuchać death metalu. „Demigod” przez pewien czas był jednym z moich ulubionych albumów, a zespołem ogólnie byłem zauroczony i będę z tym okresem wiązał miłe wspomnienia – rzekłbym, choć brzmi to sztucznie, że muzyka Behemotha pomagała mi w życiu. Dodatkowo dzięki temu właśnie zauroczeniu poznałem fajnych ludzi, z którymi spędziłem miłe chwile. No, ale do ad remu. Czemu to właśnie „Demigod” stał się moją ulubioną pozycją w dorobku Pomorskiej Bestii? Czemu nie „The Apostasy”, któremu, jak wspominałem, zawdzięczam swój osobisty „rozwój”? Nie wiem. Miałem po prostu taki jeden moment olśnienia, a było to chyba wtedy, gdy akurat zmierzałem na koncert Behcia. Żeby się dobrze nastroić i przygotować, włączyłem sobie „Demigod” i raziło jak piorunem. Co by nie mówić, jest to bardzo dobra płyta, ze świetnym klimatem w takim choćby „The Reign ov Shemsu-Hor” (znakomity utwór!), odpowiednią dawką „killerów”, takich jak „Towards Babylon”, „Demigod” czy „Slaves Shall Serve”, dobrych riffów i nieziemskiej perkusji Inferna. „The Apostasy”, jak się tak dobrze zastanowić, brzmi trochę jak uboższa wersja swojego poprzednika. Ma tylko jedną przewagę – lepsze wokale. Nie wiem kto wpadł na pomysł z tym zabiegiem nakładania warstw wokali na siebie, ale gdybym wiedział, wysłałbym mu list z wielkim, ironicznym „no dzięki kurwa!”. Poza tym – kawał dobrego łojenia.

Pan Wąs

Pearl Jam – Vs (1993)

PearlJam-VsW poprzednim tygodniu sporo podróżowałem autem, dlatego też w dzisiejszym odcinku będzie o płycie, która towarzyszyła mi w ostatnich wojażach.
Kursując na trasie Wrocław-Sieradz, praktycznie zawsze towarzyszą mi przypadkowo zabierani współpasażerowie. Ja, z natury miły typ, nie mam serca katować ich np. black metalem, ale z drugiej strony ciężko mi zdzierżyć jakąkolwiek stację radiową. Muszę zatem znaleźć jakiś złoty środek – coś, co uchodzi za społecznie akceptowalne i przy okazji nie sprawia, że krwawię z uszu. I ostatnio tym czymś było „Vs” Pearl Jam. Tak, tak, wiem – przypałowo, ale co ja na to poradzę, że lubię sobie powyć razem z Vedderem takie „Animal” albo „Rearviewmirror”? Swoją drogą, jestem jedną z nielicznych osób, które stawiają „Vs” nieco wyżej niż debiut. Moim zdaniem, na drugiej płycie Pearl Jam są co najmniej tak samo dobre piosenki (nie wszystkie, oczywiście, bo część to ewidentne zapchajdziury, ale „Dissident”, „Daughter”, „Elderly Woman…” czy wymienione już wcześniej „Animal” i „Rearviewmirror” to świetne numery), za to bez wątpienia dużo lepsze jest brzmienie. Znacznie bardziej odpowiada mi też zdzierający gardło, bardzo autentyczny Vedder, który na tej płycie był chyba w najlepszej formie wokalnej w swoim życiu. Co prawda „Ten” sprawia wrażenie płyty bardziej spontanicznej i dużo  mroczniejszej, jednak to posiadająca większe pazury następczyni jest przeze mnie chętniej słuchana.
„Vs” > ”Ten” > ”Vitalogy” – w ten sposób bym to ujął. A potem długo, długo, długo nic. Właściwie to już tylko nic.

Emef

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s