Płyta tygodnia #20

wóda

Jubileusze, jubileusze! Tydzień temu był wpis urodzinowy, a dziś dwie okazje do wystrzelenia korków z szampanów/zerwania banderoli z flaszki wódki. Pierwsza, która bardziej rzuca się w oczy: 20 odcinek „Płyty tygodnia”. I drugi dużo bardziej spektakularny: SETNY wpis na blogasku. Z tego powodu tym razem Pan Wąs zalał pałę i nie był w stanie podnieść rąk do klawiatury. Rozumiem i szanuję.

Om – Advaitic Songs (2012)

om
Wielkimi krokami zbliża się premiera singla Sleep – pierwsze od 11 lat wydawnictwo tego zjaranego trio, tym razem z Jasonem Roederem z Neurosis na perce. Nowy utwór światło dzienne ujrzeć ma 21 lipca, więc korzystając z okazji odświeżyłem sobie ostatnie wydawnictwo… Om. Dla wszystkich którzy zespół kojarzą z wcześniejszych dokonań, a to im jakoś umknęło: Cisneros nadal wałkuje tematy bliskowschodnie. Nie spodziewajcie się drastycznych zmian, swoistego deszczu na pustyni, bo ten nie spadł. Forma pozostała niemal nienaruszona, jedynie rozwinięta o parę elementów, które jednak pojawiły się już w mniejszym stopniu na poprzednim albumie „God Is Good„. Pojawiło się więcej przeszkadzajek w postaci fletów, tamburynów, wszelakiego rodzaju piszczałek, a to za sprawą wprowadzenia na stałe do składu człowieka za nie odpowiedzialnego – Roberta Aiki Aubrey’a Lowe’a. Tutaj jednak te elementy są często wyprowadzane na pierwszy plan, a rola basu Cisnerosa nieco odsunięta w cień. Na szczęście Al też potrafi wygarnąć dobrym riffem, że aż prosi się o ustanowienie nowego podgatunku „arabic stoner”. Tym bardziej jestem ciekaw nowego Sleep, gdy po tylu latach bliskowschodniego „zamulania” ze strony basisty i agresywnego, czasem niemal thrashowego nakurwu Pike’a w High on Fire, panowie potrafią wrócić do przejaranego stonera. Co innego grać koncerty, do których wrócili już jakiś czas temu, a co innego stworzyć coś nowego. No nic, jeszcze niecały miesiąc i się przekonam.

Masta

Altar Of Plagues – Teethed Glory And Injury (2013)

Altar-of-Plagues-Teethed-Glory-and-InjuryNiedawno rozmawiałem z moim serdecznym przyjacielem Pawłem (którego w tym miejscu gorąco pozdrawiam!) o Deafheaven (mniej), Entropii (więcej) i o nowym Mayhem (właściwie to doszliśmy tylko do wniosku, że posysa). Prawdę mówiąc, to trochę najeżdżałem na biednego chłopaka, że tak lubi „Vesper” Entropii (nawet o tym dla nas pisał – KLIK!), a chcąc być szczerym, to ostatnio na słuchawkach mam praktycznie cały czas „Teethed Glory And Injury” Altar Of Plagues, zespołu, który powszechnie uznawany jest za wiodący dla post-blackowej sceny i, obok Deafheaven czy Liturgy, określany też mianem indie black metalu albo hipster black metalu. Teoretycznie, porównywanie wygładzonej, przyozdobionej klawiszami Entropii do znacznie bardziej zadziornego Altar Of Plagues nie jest do końca na miejscu, praktycznie jednak oba te zespoły nie mogą być uznawane za stricte black metalowe. Generalnie za czarnym metalem powinna stać jakaś otoczka czy nawet swego rodzaju filozofia; krótko mówiąc – coś więcej niż sama muzyka. Coś, co niekoniecznie mają czy to Entropia, czy Liturgy, czy Altar Of Plagues właśnie. Jednak, przypatrując się ostatnim dokonaniom prekursorów sceny, dochodzę do wniosku, że jednak dobrze się dzieje, że do głosu dochodzą goście, którzy wyglądają jak zabiedzeni studenci na juwenaliach. Nie mówię przy tym, że w „prawdziwym” podziemiu nic się nie dzieje – bo dzieje się dużo, również w Polsce – jednak przez to, że to o takim Deafheaven pisał Pitchfork, jakby nie patrzeć ekstremalna estetyka trafiła do znacznie szerszego grona odbiorców. Oprócz tego – co także warto zauważyć – ci kolesie mają naprawdę głowy pełne dobrych pomysłów i potrafią w fantastyczny sposób łączyć czasem bardzo odległe muzyczne światy (i nie mam tu wcale na myśli jedynie łączenia post-rockowych pasaży z black metalem), co sprawia, że ta muzyka i ta scena, choć może już obdarta z ideałów i pierwotnego mistycyzmu, ciągle może zaoferować coś świeżego.
Wracając do „Teethed Glory And Injury” – świetny album, oferujący kapitalną pracę gitar podpartą lekko mechaniczną rytmiką i ogromnym wyczuciem kompozycyjnym. Całość brzmi nowocześnie, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Jeśli jeszcze nie znacie tego krążka czy w ogóle twórczości Altar Of Plagues – naprawdę warto nadrobić, bo choć są stawiani w jednym rzędzie z tym nieszczęsnym Deafheaven, to im od początku udawało się przemycać do swojej twórczości trochę Szatana. A, zapomniałbym – warto na Irlandczyków spojrzeć nieco inaczej niż tylko przez pryzmat członu „post”, bo prawda jest taka, że jeśli już mielibyśmy się bawić w jakieś przedrostki, to znacznie bardziej na miejscu byłby jednak „prog”.

Emef

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s