G.A.R.S. – Gdy agresja rodzi spokój (2014)

gars_zdjecie1

W materiałach prasowych znajduje się zdanie, opisujące GARS następującymi słowami: „Brzmi to trochę tak, jakby Fall Of Efrafa zbratała się z Fugazi i chłopakami z Biohazard”. Zdanie to jest też bardzo często dość bezmyślnie przeklejane przez dziennikarzy i regularnie pojawia się w recenzjach. Teoretycznie, porównywanie zespołu z Trójmiasta do wymienionych, niewątpliwie znaczących kapel zagranicznych nie jest samo w sobie nieprawdą, jednak daje to słuchaczowi zdecydowanie niekompletny obraz muzyki GARS (no bo, kurwa, ile osób znowu kojarzy Fall Of Efrafa?). Tymczasem „Gdy agresja rodzi spokój” to krążek, o którym można powiedzieć dużo, dużo więcej…

Fundamentem dla muzyki GARS z całą pewnością jest hardcore, jednak wystarczy rzucić okiem na długość utworów, by wiedzieć, że nie mamy do czynienia z wykonawcą zadającym krótkie, szybkie ciosy i już ta jedna cecha odróżnia tegoroczne wydawnictwo od poprzednich materiałów zespołu. Siłą trzeciej płyty GARS nie są szybkie tempa czy niepohamowana agresja, chłopaki odeszli też od otwartego politykowania. W tekstach postawili na komentarz szarości codziennego życia, zaś do muzyki wpletli znacznie większą ilość przestrzeni. Kompozycje są generalnie zaaranżowane dość prosto, lecz przy tym bardzo rozsądnie. Mnie osobiście cieszy fakt, że muzycy GARS nie bawią się w niepotrzebne łamanie rytmu czy skomplikowane riffowanie, co ostatnio jest u nas w kraju dość modne, lecz mimo wszystko stawiają na bezpośredni, bardzo naturalny przekaz. Sprzyja temu zarówno nagranie materiału na setkę na taśmę analogową, jak i pozbawiony ozdobników sound. Jeśli lubujecie się w głębokim, potężnym brzmieniu, „Gdy agresja rodzi spokój” może Was srogo zawieść; jeśli jednak cenicie sobie sporą ilość gruzu i trzeszczący piach, to tegoroczny album ekipy z Trójmiasta zdecydowanie powinien Wam wpaść w ucho.

W pewnym sensie, przypięcie GARS łatki kapeli post-hardcore’owej wydaje się całkiem słuszne, jednak należy przy tym pamiętać, że chłopakom nieobce są inspiracje post-metalem czy nawet nu metalem (zwłaszcza w strefie wokalnej – mam pewne skojarzenia z tym, jak to brzmiało, gdy rodziła się ta scena). „Gdy agresja rodzi spokój” nie jest żadnym ekstremum i brzmi przy tym tak fantastycznie nienowocześnie, że raczej nie winszuję specjalnego sukcesu wśród młodzieży, natomiast trochę starsi słuchacze powinni docenić autentyczność i szczerość tego materiału, a przy tym także dużą rozwagę kompozycyjną i spójność.

Bardzo jestem ciekaw, jak muzyka GARS wypada na żywo i przy tym cholernie żałuję, że jeszcze nie miałem okazji się o tym przekonać. Nie ma bata – zdecydowanie muszę nadrobić to niegodne zaniedbanie. Bo jeśli na płycie brzmi to tak fajnie, to na żywo musi być prawdziwą bombą.

Emef


gars_okladka_CD


1. Przed [07:41]
2. Po [06:27]
3. Wszystko [05:31]
4. Nic [04:38]
5. Zawsze [03:54]
6. Nigdy [02:56]


Skład: Adam Piskorz – bas; Jakub Rusakow – gitara; Miłosz Rusakow – bębny; Radek Skowroński – gitara; Przemysław Lebiedziński – wokal


Bajkonur Records, 2014


„Gdy agresja rodzi w spokój” w całości

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s