„Dziesiątki” według Pana Wąsa

 

jimi-hendrix-1

Dziesiątki. Czym są? Cóż, dla każdego czymś innym. Są na RateYourMusic tacy, którzy na tysiąc ocenionych płyt mają połowę z najwyższą notą. Inni – jak ja – na tysiąc mają takich kilkanaście. Którzy mają rację? Którzy postępują słusznie?
Zapewne i jedni, i drudzy. W końcu to, jak oceniamy naszą muzykę, jest naszą indywidualną sprawą, nawet jeśli uznanie połowy swojej muzycznej kolekcji za absoluty może budzić nieufność.
Czym więc dziesiątki są dla mnie? Jest kilka kryteriów: niepowtarzalność, wyjątkowość, doskonałość, wytrzymanie próby czasu. No i oczywiście to jedno, wyjątkowe „coś”. Nie ma dla mnie dwóch takich samych dziesiątek. W każdej najbardziej cenię co innego, każdą uwielbiam na inny sposób. I choć trudno jest mi opisywać absoluty, postaram się to zrobić.

High on Fire – Blessed Black Wings (2005)

hof bbwMiłość od pierwszego usłyszenia to dla mnie rzadkość. Muzyka w moim umyśle raczej „dojrzewa”, czego przykładem album opisywany. Gdy słuchałem go po raz pierwszy, miałem za sobą romans z „Death Is this Communion”. I choć teraz jest to dla mnie zabawne, bo „Blessed Black Wings” wielbię bardziej, niż „Death…”, to na początku było odwrotnie. Sporo wody w Wiśle musiało upłynąć, żebym w końcu zrozumiał, na czym polega doskonałość „BBW”; żebym zauważył, jak idealnie połączono tu barbarzyński klimat Celtic Frost, motorykę Motorheada i Black Sabbath, podlawszy to wszystko sosem znakomitych riffów i perkusji. Ten album po prostu miażdży i nie bierze jeńców. Pędzące, przebojowe „Devilution”; „The Face of Oblivion” z marszowym rytmem i swoistą atmosferą pierwotności; piękny „Brother in the Wind”; czy wreszcie zamykający, refleksyjny „Sons of Thunder” (znowu ta perkusja!). Każdy utwór ma w sobie coś, co nie pozwala o sobie zapomnieć i choć nie różnią się od siebie diametralnie (to nie żadna awangarda w końcu), są inne. Każdy jeden jest całością sam w sobie i jednocześnie elementem większej całości.

The Jimi Hendrix Experience – Are You Experienced (1967)

the_jimi_hendrix_experience___are_y_2005697470Trudno pisać cokolwiek o wykonawcach i albumach, o których już w zasadzie wszystko napisano i powiedziano. Zwłaszcza, gdy na przykład płyta, o której chce się wypowiedzieć, ma już 47 lat. Ciekwe, swoją drogą, jak wyglądałaby kariera Jimiego, gdyby żył do dziś. Ale do rzeczy. Debiutancki album zespołu Hendriksa, „Are You Experienced”, jest moim zdaniem najlepszym jego/ich albumem. Spośród pozostałych, wydanych za życia Jimiego, wyróżnia się przede wszystkim spójnością. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to chyba właśnie ten aspekt sprawia, iż wolę debiut od „Axis: Bold as Love” i „Electric Ladyland”. Teoretycznie zawartość tych płyt jest taka sama: acidrockowa interpretacja bluesa, okraszona hendriksowymi zabawami efektami gitarowymi. W praktyce jednak wygląda to nieco inaczej. Wszystkie utwory zawarte na „Are You Experienced” układają się w jedną całość i tworzą doskonałe, spójne dzieło muzyki rockowej. Gdy dodamy do tego fakt, że jest to jeden z najważniejszych (o ile nie najważniejszy) albumów dla rozwoju hard rocka i heavy metalu, zrozumiemy, że zasługuje na bycie dziesiątką.

Pan Wąs

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziesiątki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s