Płyta tygodnia #15

mendes-baphomet-banner

Piętnasta płyta tygodnia w okrojonym składzie; tym razem L4 wziął Masta, ale jesteśmy mu to skłonni wybaczyć – ponoć recenzja „To Be Kind” już prawie, prawie gotowa. Dzisiejszy odcinek pisany pod wpływem Szatana – tego klasycznego, z ogonkiem i widłami, jak i tego dużo bardziej przerażającego.

Mercyful Fate – Don’t Break the Oath (1984)

communion
Cóż, w tym tygodniu inaczej być nie mogło i moją płytą tygodnia nie mogła zostać żadna inna. Choć nie powiem, żeby Mercyful Fate mnie (na razie) jakoś bardzo oczarowało, to za sprawą „A Dangerous Meeting” przez parę dni nie mogłem przestać o „Don’t Break the Oath” myśleć. To w sumie zabawne – kilka lat temu, gdy ktoś mi przedstawiał muzykę Kinga Diamonda, myślałem sobie, że w życiu tego wyjca nie polubię. Ale obiegowa opinia Mercyful Fate jako najlepszego lub jednego z najlepszych heavymetalowych zespołów ever skłoniła mnie w końcu do bliższego zapoznania się. Na początku ostrożnie – jeden, dwa, trzy teledyski na YouTube, potem przyszedł czas na długograj. Co mnie skłoniło, żeby na początku sięgnąć po „Don’t…”, tego nie wiem (a ja wiem – bo to jest zajebista płyta – przyp. Emef); wiem, że była to dobra decyzja, choć nie do końca jeszcze ten album rozgryzłem. Nie jest to typowy heavy metal, który chwyta mnie od razu, ale zaczął chwytać i puszczać nie chce. A wokal Króla, to znaczy tony wysokie, zacząłem tolerować. Te niższe są nawet przyjemne. Czyżby miał to być zalążek wspaniałej przyjaźni? Bardzo prawdopodobne.

Pan Wąs

Kriegsmaschine – Enemy Of Man (2014)

Kriegsmaschine403_zps02ba149bTym razem bez pierdolenia i od razu konkrety – tak samo jak na „Enemy Of Man”. Tegoroczny album Kriegsmaschine od samego początku poraża intensywnością i odhumanizowaną atmosferą. Nie jest to muzyka naszpikowana szaleńczymi tempami i blastami, natomiast mimo to niezwykle gęsta i precyzyjna (zwróćcie uwagę na partie perkusji), przede wszystkim natomiast nasączona ciężkim, brudnym i bardzo mrocznym klimatem. Słuchając „Enemy Of Man” czuję smród i czające się w każdej nucie zło, czuję atmosferę upodlenia, odrzucenia człowieczeństwa i mnóstwo nienawiści. Warto przy tym zaznaczyć, że najnowsza propozycja Kriegsmaschine, na którą swoją drogą trochę trzeba było czekać, to nie tylko niepokojąca aura, ale także kapitalne brzmienie (po raz kolejny zwrócę uwagę na bębny, które robią świetną robotę) i światowa produkcja. „Enemy Of Man” to, krótko mówiąc, wydawnictwo stojące na najwyższym poziomie i stuprocentowa ekstraklasa. Czapki z głów.
Płyta tygodnia dopiero teraz, natomiast na słuchawkach już od dawna; nie jest jednak łatwo pisać o krążku, która za każdym razem pożera.
Ach i jeszcze na sam koniec, żeby uciąć wszelkie niepotrzebne dyskuje:
Kriegsmaschine > Odraza > Morowe.
Dziękuję.

Emef

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Płyta tygodnia #15

  1. Masta pisze:

    Racja jak dupa: każdy ma swoją. Odraza > Kriegsmachine > Morowe. Z tym, że pierwsze miejsce nieosiągalne, dalej może jeszcze pińcet razy pozmieniać.

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2014 – Masta | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s