Płyta tygodnia #11

Dzień dobry, dzień dobry, to znowu my, powracamy z kolejnym odcinkiem telenoweli „Płyta tygodnia”. Dziś, z okazji Świąt, kolejna obrazkowa zagadka. Ten, kto jako pierwszy odgadnie nazbyt oczywisty związek powyższego obrazka z poniższym tekstem, wygrywa ode mnie, Wąsa, utwór z dedykacją na naszym fejsiku. Utwór pozwolę wybrać zwycięzcy.

Turbowolf – Turbowolf (2011)

turbowolf-turbowolfRozbujany nowym kawałkiem, którym jaram się jak synagoga w Sieradzu, postanowiłem sprawdzić czy debiut Turbowolf nadal żre jak trzy lata temu. I żre? No kurwa! Toż to jedna z najbardziej energetycznych płyt ostatnich lat. Wybuchowa mieszanka petard wszelakich: od kalifornijskiego punku, jakieś klasyczne hard rocki, po stonery. A wszystko podlane narkotykami najlepszego sortu. Tylko grzeczni ministranci nie jarają się końcówką „A Rose for the Crows”. I całym tym kawałkiem w ogóle. We wspomnianej końcówce szczególnie uwidacznia się talent panów z Bristolu do umiejętnego zarządzania syntezatorami czy ogólnie dodatkową elektroniką. Albo weźmy takie „All the Trees”, które już niemal w całości zostało zbudowane na elektronicznych dźwiękach i jest najbardziej wyciszonym kawałkiem na „Turbowolf”. Albo znowu końcówka „Let’s Die” i te niemal „kraftwerkowskie” dźwięki synthów. I takich momentów na nowej płycie życzyłbym sobie jak najwięcej. Zresztą, już w zapowiadającym album utworze pt. „Solid Gold” te wokalne, dziwaczne sample na początku i na końcu robią mi niesamowicie dobrze. I chociaż z początku infantylność zwrotek mnie odrzucała, tak teraz bujam się i skaczę i zapętlał i już kompletnie nie mogę się doczekać całości. Na osłodę jest na szczęście debiut. Bujający refrenami („Ancient Snakes”, „Bag O’ Bones”), rozpierający energią i psychodelizujący słuchacza.

Masta

dredg – „El Cielo” (2002)

elcielDredg, niestety, to dla mnie w pewnym sensie zespół jednej płyty. W „El Cielo” jestem zakochany bez pamięci od pierwszej zasłyszanej nuty, natomiast pozostałe krążki… cóż, tutaj sprawa jest różna. „Leitmotif” traktuje jako niedojrzałe, acz przejawiające spory potencjał wydawnictwo, „Catch Without Arms” to zaś album solidny, jednak który nie sięga do zawieszonej bardzo wysoko przez „El Cielo” poprzeczki. Do kolejnych albumów nie wracam w ogóle.

„El Cielo” słucham jednak często i chętnie. W momencie wydania tego albumu, zespołowi przypinano jeszcze nalepkę „post-grunge” i choć nie bardzo wiem co to by miało tak naprawdę znaczyć, następca „Leitmotif” zdecydowanie uciął korzenie zapuszczone w grunge’u, które na debiucie jeszcze były trochę zaznaczone. „El Cielo” znacznie więcej zawdzięcza zarówno alternatywnemu gitarowemu graniu w stylu Radiohead, co inspiracjom Tool, a także np. Mogwai. Generalnie, chcąc rozbierać tę muzykę na części pierwsze, musielibyśmy się dokładnie przyjrzeć każdemu z utworów osobno, bo choć do czynienia mamy z konceptem, każda kompozycja stanowi w pewnym sensie osobny byt. Olbrzymia w tym zasługa zastosowania, oprócz klasycznego rockowego kwartetu, także szeregu dodatkowych instrumentów – fortepianiu, saksofonu (niesamowita robota w „Whoa Is Me”), instrumentów smyczkowych i mnóstwa perkusjonaliów (na myśli mam przede wszystkim zdradzający fascynację Dead Can Dance „An Elephant In The Delta Waves”). Zatem, zarówno kompozycyjnie, jak i aranżacyjnie, muzycy dredg dopieścili album jak tylko mogli. Dopełniając go konceptem o paraliżu sennym potwierdzili tylko swoje wysokie, artystyczne aspiracje. Nie można jednak zapomnieć, że największą siłą „El Cielo” nie jest ani kunszt tego albumu, ani jego brzmienie czy spajający go temat; ten album jest genialny dzięki świetnym melodiom. Każdy utwór to pod tym względem prawdziwa perełka – ja najbardziej chciałbym wyróżnić „Of The Room” z kapitalnym, pełnym mroku refrenem, niezwykle rozbudowane, zwieńczone kapitalną partią saksofonu „Whoa Is Me”, monumentalne „Canyon Behind Her” czy najbardziej przebojowy „Sanzen”, ale każdy z zawartych na krążku utworów przejawia olbrzymi potencjał. Nie są to oczywiście hity radiowe – zdecydowanie za dużo w nich niepokoju i niejasności – ale ich inteligentne melodie mogą na długo wryć się w pamięć.

„El Cielo” to po hiszpańsku niebo i tak jak ono, muzyka potrafi być czysta, spokojna i słoneczna, by zaraz zaniepokoić i dać się pokryć chmurami.

Zdecydowanie mój osobisty top.

Emef

Infernal War – Terrorfront (2005)

Święta, Święta… Czas, który spędzamy z rodziną, czas rozmyślań i tak dalej. Czas szczególny, który wymaga od nas odpowiedniego nastroju. Cóż może lepiej nastroić, niż album, który zaczyna się słowami „Jesus fucking Christ, bastard son of a Jewish whore”? No dobra, na pewno znaleźlibyście kilka lepszych propozycji, ale ja już tak mam, że im lepszy mam nastrój, tym „grubsze” rzeczy sobie włączam. A „Terrorfront” częstochowskiej hordy Infernal War to nie byle jaka siarka. Owszem, słychać, że przede wszystkim Marduk był tu inspiracją, może nazbyt oczywistą, ale mi to akurat nie przeszkadza. Nawet zżynka może być dobra, a taką akurat jest „Terrorfront”. Wszystko jest tu na swoim miejscu: odpowiednia dawka siarczystych riffów i solówek, dobra praca sekcji rytmicznej, no i oczywiście odpowiednia dawka nasyconych nienawiścią do chrześcijan tekstów. Przykładowe tytuły? „Crushing Impure Idolatry”, „Crush the Tribe of Jesus Christ”, „Dechristianized by Parabellum”. I może Wam się to wydać niemożliwe, ale to wszystko tworzy całość, która wcale nie wywołuje na twarzy uśmiechu politowania. Warto też wspomnieć, że utwory są w pewien dziki sposób chwytliwe i bardzo łatwo wchodzą do głowy. Naprawdę warto się z tym zapoznać.

Pan Wąs

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Płyta tygodnia #11

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s