Płyta tygodnia #8

Dzisiaj tylko dwie propozycje, bo Emef na urlopie.

Crippled Black Phoenix – White Light Generator (2014)


Pierwsza w jakże długiej i bogatej historii „Płyty tygodnia” notka negatywna. Crippled Black Phoenix nie należy do mojego panteonu, nie czekam z wytęsknieniem na ich nowe dzieła. Ot, w momencie pojawienia się nowego albumu po prostu sprawdzam, potem czasem wracam. No dobra, do „I, Vigilante” wracam nawet często, głównie za sprawą boskiego „Bastogne Blues„. „(Mankind) The Crafty Ape” też od czasu do czasu pojawia się na mojej playliście. Z nowym dziełem grupy niestety tak raczej nie będzie. „White Light Generator” jawi mi się jako twór zaprogramowany, ułożony, dopieszczony i kompletnie pozbawiony emocji. Zespół coraz dalej odchodzi od swych post-rockowych korzeni. Teraz mamy do czynienia przede wszystkim z progresywną przeplatanką riffów i motywów. Znacząco skrócono poszczególne kompozycje. Nie ma mozolnego budowania napięcia, jakże typowego dla post-grania. Wydawać by się mogło, że płyta dzięki temu będzie przystępniejsza, bardziej przebojowa. A gdzie tam! Jest nudna jak mecz Zagłębia z Widzewem. I podobnie jak łódzka drużyna w stronę bramki, tak i załoga Crippled Black Phoenix nie jest w stanie w stronę słuchacza oddać celnego strzału. Może kogoś zachwyci ten floydowski patos odczuwalny szczególnie w drugiej części albumu. Może rzeczywiście ktoś dostrzeże tam uchwycenie ducha legendy i zaliczy to jako niekwestionowaną zaletę. Ja jednak odpuszczam, wracam do „I, Vigilante”.

Masta

The Allman Brothers Band – At Fillmore East (1971)


Marzec już niemal za pasem i wreszcie nadeszła niemal prawdziwa wiosna, co dla mnie znowu – kolejny rok z rzędu – oznacza wyjście z zimowej muzycznej stagnacji. Jakoś tak zimą właśnie zawsze mam problem z przyswojeniem nowej muzyki, przychodzi nawet taki czas, że nie mogę słuchać tego, co bardzo lubię. Ot, taka muzyczna deprecha. Ale z nadejściem pierwszych cieplejszych dni nadchodzi koniec smutków. Mogę słuchać niemal wszystkiego, ale zaczynam od tego, co najbardziej kojarzy mi się z wiosenną aurą. W tym tygodniu padło na „At Fillmore East”, czyli jedną z najbardziej znanych płyt The Allman Brothers Band. Mówcie co chcecie – dla mnie zespół braci Allman to jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się blues rockowi. Ich debiutancki album to absolut, a koncertówki – zwłaszcza „At Fillmore East” – tylko potwierdzają klasę muzyków, zwłaszcza Duane’a (ale nie tylko, o nie). Wiem, że nie każdy lubi słuchać jam bandów, ale myślę, że koncertowe wykonania takich utworów, jak „You Don’t Love Me” (19 minut) czy „In Memory of Elizabeth Reed” (13 minut) przekonać największych malkontentów. Naprawdę trudno nudzić się przy ich utworach.

Pan Wąs

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Płyta tygodnia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s