The Amount Of Light We Give Off – List (2014)

taol5

„List” to debiutanckie wydawnictwo niemieckiego duetu – celowo nie mówię „płyta”, bo całość trwa raptem niecałe pół godziny ( sami muzycy „List” traktują w kategoriach EP). Nasi zachodni sąsiedzi nie do końca poruszają się w mojej stylistyce – nie będę ukrywał, że moja sympatia do post-punka i zimnej fali ogranicza się praktycznie tylko do kilku grup, z Killing Joke i Siekierą na czele (Przypadeg? Nie sondze), jednak The Amount Of Light We Give Off (nazwa dłuższa niż płyta…) mają w sobie “to coś”.

Niemcy posiedli, wydawałoby się, prostą umiejętność łączenia przebojowych melodii z gitarowo-syntezatorowym hałasem. Doskonałym przykładem jest mój ulubiony „Together Apart” z bardzo fajnym, nośnym refrenem czy wieńczący materiał, hałasujący aż miło „Heads And Tails”. Z tego, co zauważyłem, większość ludzi jako najmocniejszy punkt wybiera „At The Vertex Of Nothing”; wydaje mi się jednak, że jest to trochę zbyt oczywisty, żeby nie powiedzieć pretensjonalny utwór. O, kapitalnie słucha się także szybkiego „Bone On Bone”.

The Amount Of Light We Give Off nie jest ani przesadnie transowe (zwolennicy The Soft Moon będą lekko zawiedzeni), ani nie jest naznaczone choćby w najmniejszym stopniu buntem (rewolucjoniści spod znaku Killing Joke nie mają więc tutaj za bardzo czego szukać), próżno też oczekiwać mroku i rozpaczy znanej choćby z twórczości Have A Nice Life. Chłód też jest dość skromnie dawkowany… Zatem czym jest „to coś”, o którym wspominałem wcześniej? Przede wszystkim miałem na myśli właśnie ten złoty środek pomiędzy post-punkowym hałasem a chwytliwymi melodiami. Nie jest to wcale aż tak częste i łatwe, tutaj natomiast wypada całkiem nieźle. Duetowi udało się stworzyć kompozycje, które zostają w głowie na dość długo, a przede wszystkim takie, których chce się słuchać.

Może i The Amount… są trochę za bardzo przystępni i za mało wieją chłodem, ale i tak „List” to solidna wizytówka, która, z tego co widzę, zbiera pochlebne recenzje. Cóż, ja też już więcej nie mam się do czego przyczepić (a chciałbym – ostatnio za dużo trafia mi się dobrych wydawnictw i nie mam się po kim przejechać) i dorzucam swoją opinię do stosu pochwał. Jest przebojowo, jest gitarowo, jest dynamicznie. Na żywo musi być petarda.

Emef


list


1. Foreplay [00:59]
2. Relationships [04:36]
3. Together Apart [04:22]
4. At The Vertex Of Nothing [05:09]
5. Another Place [03:44]
6. Bone On Bone [03:12]
7. Heads And Tails [05:16]


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s