Warpaint – Warpaint (2014)

warpaint

Najśliczniejszy zespół świata? No ja drugiego takiego nie znam, w którym współczynnik liczby słodkich buziek do ilości członków zespołu był choćby zbliżony do jedności. Ponoć mało kobiet gra w piłkę, bo trudno znaleźć jedenaście takich, które zgodziłyby się ubrać w takie same ciuchy. A jeszcze musiałyby ze sobą się dogadywać, zgrywać! Paniom z Warpaint jakoś się to jednak udaje. Inną sprawą jest, że na ostatniej płycie trochę jakby się zagubiły.

Gdy w 2008 roku wydały EPkę „Exquisite Corpse” oczarowały swych słuchaczy rozmytym, psychodelicznym brzmieniem, delikatnymi melodiami i kojącymi głosami wokalistek. Dwa lata później potwierdziły swoje umiejętności pierwszym długograjem, konsekwentnie podążając drogą obraną na debiutanckim minialbumie. Jednak kobiety potrzebują zmian od czasu do czasu. Muzyka też, co by nie wyczerpywać formuły i nie popadać w marazm. W sumie więc po nowym albumie można było spodziewać się w pewnym stopniu odejścia od znanych schematów.Prysł jednak niestety czar, dzięki któremu zainteresowałem się muzyką Warpaint. Na wcześniejszych dziełach ten piękny kwartet pokazywał jeszcze, że ma pazury – rozmarzone kompozycje prowadziły do psychodelicznych wybuchów albo raczej wystrzałów, bo ich muzyka nigdy jakoś szczególnie intensywna nie była. Teraz shoegazowa mgiełka pozostała, jednak jeszcze bardziej minimalistyczne brzmienie i melodie zwykle prowadzą do nikąd. Czyli co? Na „The Fool” to były tylko sztuczne tipsy? Czy też świadomie pazurki zostały spiłowane? Dziewczyny w wywiadach wskazują na zmianę w sposobie komponowania: większą rolę odegrało wspólne jamowanie, bardziej wykorzystano elektronikę, co znacząco poszerzyło spektrum przekazu („Biggy”). Wśród inspiracji wymieniają również bardziej odległe od rocka gatunki jak r&b i hip-hop. I to słychać szczególnie w grze sekcji rytmicznej („Hi”, „Teese”), co dodaje tworowi trip-hopowego charakteru.

Wróćmy do tego minimalistycznego podejścia. Muzyka Warpaint od początku była wyciszona, nie bez przyczyny podpina im się łatkę dream-pop. Przy tak wyciszonych dźwiękach niezwykle uwidacznia się rola melodii. Nie nachalnie wpadające w ucho kombinacje dźwięków winny powodować chęć powracania do albumu, ciągłego odkrywania go na nowo. A na „Warpaint” niestety takich melodii brakuje. W zasadzie oprócz „Love Is to Die” nie mogę powiedzieć, by jakiś utwór wrył mi się w pamięć. Basowy, nieco post-punkowy riff i subtelny wokal tego kawałka są powodem, dla którego od czasu do czasu jeszcze zdarza mi się wrócić do albumu. Bo co jeśli odkryję coś jeszcze na tym poziomie? Jednak życie jest brutalne i do tej pory czegoś tak ciekawego znaleźć mi się nie udało.

Dlatego pewnie niedługo najnowszy album Warpaint pójdzie w odstawkę, zakurzy się. Nawet mimo tego jednego wspaniałego utworu. Wszak sumując punkty za styl najwyższych i najniższych not nie bierze się pod uwagę. Miejsce w mojej następnej prywatnej składance „do samochodu” jednak na pewno znajdzie. Tylko tyle ten jeden niestety.

Masta

warpaint


  1. Intro [1:51]
  2. Keep It Healthy [4:02]
  3. Love Is to Die [4:52]
  4. Hi [5:11]
  5. Biggy [5:55]
  6. Teese [4:42]
  7. Disco/Very [4:04]
  8. Go In [4:00]
  9. Feeling Alright [3:33]
  10. CC [3:48]
  11. Drive [5:12]
  12. Son [4:07]

Całość: 51:15


Skład: Emily Kokal – gitara, wokal; Theresa Wayman – gitara, wokal; Jenny Lee Lindberg – bas; Stella Mozgawa – perkusja


Data wydania: 20 stycznia 2013

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s