Behemoth – The Satanist (2014)

Behemoth1

Ciągle czytam gdzieś teksty, których autorzy zastanawiają się, czy Behemoth to już mainstream, czy jeszcze nie. I tak sobie myślę, czy ci ludzie ostatnie pięć lat (co najmniej) spędzili w jaskini, czy w Korei Północnej? Nergal i Behemoth jest wszędzie. Od okładek branżowych czasopism na całym świecie, po wywiady, artykuły i recenzje w zwykłych dziennikach – z tego co pamiętam, Nergal chwalił się tekstem w London albo NY Timesie. Jest w Internecie na serwisach plotkarskich i jest w telewizji śniadaniowej. I choć główna w tym zasługa romansu pana Adama z niejaką Dorotą Rabczewską, to w tym przypadku za olbrzymim medialnym szumem podąża także świetna muzyka. „The Satanist” jest potwierdzeniem, że Behemoth nadal ma dużo do powiedzenia.

Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałem na ten krążek, jednak nie spodziewałem się, że „The Satanist” będzie aż tak dobrą płytą. Udostępniony w sieci już jakiś czas temu „Blow Your Trumpets Gabriel”, grany także podczas „Czarnej polskiej jesieni”, był tylko przystawką i skutecznie zwiększył apetyt na danie główne. A to doprawdy smakuje wybornie. Najbardziej w uszy rzuciły mi się „The Satanist” i „O Father O Satan O Sun!” (ten numer na żywo musi być petardą!). Nie pamiętam, kiedy ostatnio Behemoth grał tak melodyjnie i przestrzennie. Ci, co spodziewają się powtórki „Demigod”, będą niewątpliwie zawiedzeni, bo ekipa Nergala nie jest już tak wściekła. Wyraźnie postawiono za to na podniosłą, bardzo epicką atmosferę, podkreśloną przez częste zwolnienia i mnóstwo aranżacyjnych smaczków – czy to w postaci chórów, dodatkowego instrumentarium czy też melodyjnych ornamentów. Dodatkową atrakcją jest recytacja Gombrowicza w „In The Absence Ov Light”.  Pod tym względem „The Satanist” to płyta dopracowana w każdym calu. Swoje robi też głębokie i klarowne brzmienie, uwypuklające wszystkie detale, z odpowiednio podkreśloną perkusją i liniami wokalnymi. Moją uwagę zwróciły też świetne solówki gitarowe – zwłaszcza w „Messe Noire” wykonano kapitalną robotę. A riff z „Ben Sahar”? Pierwszorzędny, łeb sam lata jak na sprężynie.

Słuchając „The Satanist” nie mam wątpliwości, że słucham zespołu w stu procentach dojrzałego, świadomego swojej siły i pewnego siebie. W odbiorze płyty nie przeszkadza mi ani towarzysząca krążkowi otoczka jasełkowego satanizmu, ani olbrzymi rozgłos. Tegoroczny długograj Pomorzan to po prostu potężny materiał; odważę się postawić tezę, że jeden z lepszych w karierze Behemoth w ogóle. Dopracowany pod względem kompozycyjnym, brzmieniowym i wizualnym. To, że przy okazji świetnie sprzedany, zupełnie mnie nie obchodzi. W sumie to nawet dobrze, że taka płyta może zaistnieć w świadomości szerszego grona słuchaczy, bo może dzięki niej Nergal dla choć paru osób przestanie być „tym, który chodził z Dodą”.

Póki co 2014 rok zaskakuje mnie płytami stojącymi na niezwykle wysokim poziomie. Nawet Mogwai nagrało dobrą płytę, co to się porobiło…

Emef

Trzy grosze od Pana Wąsa:

Cóż ja mogę powiedzieć o nowym albumie zespołu, który niegdyś tak uwielbiałem? Nie czekałem na niego. Więcej nawet, kiedy pojawił się teledysk do „Blow Your Trumpets Gabriel” pomyślałem sobie, że szybko całości nie posłucham. Zaciekawił mnie jednak kolejny utwór, wrzucony do sieci – „Ora Pro Nobis Lucifer„. Zaciekawił mnie na tyle, że uznałem, iż albumu jednak posłucham jak najszybciej. I jestem miło zaskoczony. Kto by się spodziewał, że po tylu latach klepania dość w sumie podobnych albumów, Nergal jednak zauważy, że formuła się wyczerpuje i trzeba spróbować czegoś nowego? Ja na pewno nie.

Trzy grosze od Masty:

Mnie nigdy Behemoth nie grzał. Znam kilka płyt, szanuję, kiedyś nawet lubiłem sobie puścić od czasu do czasu „Zos Kia Cultus„, „Evangelion” też momentami mi się podobał, ale na „The Satanist” nie czekałem. Oba przedpremierowe kawałki nieco pobudziły mój apetyt. Okazało się, że Duma Pomorza może grać całkiem przystępnie, jak na wymogi gatunkowe. I album mnie pod tym względem nie zawiódł. Po raz pierwszy w przypadku Darskiego i spółki zapętlam ich utwór („Ora Pro Nobis Lucifer„), a i sama płyta kilka razy już się przez playlistę przewinęła. Jest jakaś zmiana, jest więcej przestrzeni, mniej siarki i duchoty, ciekawe wykorzystanie dodatkowego instrumentarium (aczkolwiek dęciaki w końcówce singlowego „Blow Your Trumpets Gabriel” powinny być potężne niczym końcówka „Aeon” wiadomo kogo). Nie zwracając uwagi na całą ideologię kryjącą się za naukami Adama, umedialnieniem zespołu i wspomnianego lidera, to jest po prostu bardzo dobry album.


Behemoth-TheSatanist


1. Blow Your Trumpets Gabriel [04:25]
2. Furor Divinus [03:26]
3. Messe Noire [04:04]
4. Ora Pro Nobis Lucifer [05:3]
5. Amen [03:49]
6. The Satanist [05:33]
7. Ben Sahar [05:34]
8. In The Absence Ov Light [04:58]
9. O Father O Satan O Sun! [07:13]


Łącznie 44:17


Skład: Nergal – gitara, wokal; Inferno – perkusja; Orion – bas; Seth – gitara


Data wydania: 3 lutego 2014, Nuclear Blast Records


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Behemoth – The Satanist (2014)

  1. Pingback: Podsumowanie roku 2014 – Masta | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s