Cudze chwalicie, swego nie znacie #2 – matematyka

Daaaaaaaawno temu na blogu ukazał się pilot serii „Cudze chwalicie, swego nie znacie” w postaci recenzjiStereoEwy Braun. Teraz w końcu pora na rozwinięcie tematu. Na początek krótki przewodnik po polskich kapelach z pogranicza mathcore’u i, jak to się teraz popularnie nazywa, djentu. Już na wstępie okaże się, że tradycje w takim graniu mamy dosyć bogate i powinniśmy być z nich dumni.

Kobong

kobong
Na początku był chaos, a kilku gości z Warszawy ten chaos scałkowało i zapisało na pięciolinii. Zespół ogólnie znany chyba każdemu miłośnikowi ciężkiej muzyki, legenda można by rzec. Znak czasów: zespół doceniony nie tylko przez maniaków, wszak oba ich albumy były nominowane do Fryderyków. Ale skąd to całe zamieszanie się wzięło? Ano stąd, że w momencie gdy Meshuggah dopiero uczyli się podstaw tabliczki mnożenia, panowie z Kobong liczyli granice. Można się zastanawiać, co by było gdyby Kobong został założony właśnie w Szwecji, czy innym USA. Pewnie osiągnęliby więcej niż głupie nominacje i miejsce w soundtracku „Trainspotting”. A tak pozostawili po sobie spuściznę jedynie dwóch albumów. A w zasadzie ALBUMÓW, bo „Kobong” i „Chmury nie było” to kanon łamanych riffów, szczekanego wokalu, nagłych zmian, perkusyjnych brejków i Latający Potwór Spaghetti wie czego jeszcze. No dobra, wiem czego jeszcze, pokrótce chodzi o różniczkowanie reggae („Rege”) czy surf rocka („Prdba”) i sianie za pomocą takich sprzeczności totalnego zniszczenia. Krótka to jednak historia, kontynuowana na szczęście w postaci dwóch zespołówch-dzieci, o których poniżej. Ciekawie za to potoczyła się kariera basisty grupy – Bogdana Kardeckiego, który bawił się w produkcję gwiazd pokroju Moniki Brodki, Ani Dąbrowskiej, Maryli Rodowicz, Edyty Górniak, a ostatnio Dawida Podsiadło. Mniej ciekawie gitarzysty Roberta Sadowskiego, który wcześniej współpracował z Robertem Gawlińskim, a w 2005 roku zmarł w wieku 42 lat na atak serca. Pozostało miejsce w historii.


Neuma

neuma
Po rozpadzie Kobonga na jego zgliszczach w 2001 roku powstała Neuma składająca się w ¾ z członków macierzystego zespołu. Pierwszy album grupy nie rozwinął jednak znanej już formy. Powodem, dla którego wspominam o tym zespole jest jego drugie wydawnictwo pt. „Weather”. Album nagrany już bez muzyków Kobonga w składzie, ale za to z szalejącym saksofonistą. Połączenie połamanych riffów z free-jazzowym saksofonem dało niespotykany chyba nigdzie indziej efekt. Do tego dorzucili garść mięsistych, powolnych, niemal sludge’owych riffów. Miejsca na wokal już jednak brakło, ale przy takiej ilości dźwięków, motywów, pomysłów i tym saksofonowym improwizacjom, nikt za nim nie tęskni. Kolejny kamień milowy.


Nyia

nyia
Najmłodsze „dziecko” Kobonga, związane z nim i zespołem Neuma osobą perkusisty – Wojtka Szymańskiego. I tutaj matematyka przybiera kolejną formę, już raczej czysto mathcore’ową. Na myśl przychodzą przede wszystkim początki The Dillinger Escape Plan: kompletne wyswobodzenie się od melodii, poddanie się rytmowi i kompletnemu szaleństwu. Sprzężenia, piski, no tego by się Weinman nie powstydził. Tempo może jest jeszcze wyższe niż w TDEP, miejscami muzyka ociera się nawet o grindcore. Można dyskutować o stopniu przemyślenia tego chaosu, na ile jest to zabieg przypadkowy, a na ile celowy, ale przecież liczy się sam skutek, czyż nie? A skutek jest taki, że nawet na tle wspomnianego wcześniej TDEP czy Converge, Nyia wypada nadspodziewanie dobrze. Zresztą ta muzyka taka już jest. Jeśli komuś to nie odpowiada, to nie wiem po co to czyta.


Moja Adrenalina

moja adrenalina
Dalej bawimy się w powiązania personalne, co pokazuje „jaki ten świat mały”, a mathcore’ową scenę w Polsce przedstawia jako dosyć zacieśniony krąg. Tym razem mamy do czynienia z postacią Karola Ludewa – perkusisty, który również udzielał się w Neumie. Moja Adrenalina to jednak zespół zgoła inny, na ich jedynej płycie pt. „Nietoleruje-bije” nie spotkamy powolnych, niemal walcowych riffów i improwizowanych odjazdów instrumentów dętych, a czystą nieokiełznaną jazdę, czasem porównywalną z muzyką Converge, przyprawioną o nieco bardziej nosowe brzmienie niż w przypadku wyżej wymienionych bandów. Co ciekawe teksty są po polsku (równie chaotyczne co muzyka), ale w zasadzie mogłyby być i w suahili, bo i tak trudno wychwycić o czym tu wokalista sobie wrzeszczy. Osobiście już się przyzwyczaiłem, że, aby odkryć warstwę liryczną większości zespołów, których słucham, muszę sięgnąć do wkładki, tudzież poszperać w necie. Po raz kolejny jest to zespół dostrzeżony nawet przez media mainstreamowe. Nad albumem spuszczał się sam wielki Kuba Wojewódzki, u którego panowie z Mojej Adrenaliny nawet wystąpili ( KLIK! ), do tego krótkie wystąpienia w telewizjach śniadaniowych, czy wzmianki w panoramie ( KLIK! ), a dwa ich utwory znalazły miejsce w filmie „Essential Killing”. Szołbiz suki!


Semantik Punk

semantik
Semantik Punk = Moja Adrenalina. Po co panowie postanowili zmienić nazwę, nie wiem. Przecież nawet Mårten Hagström z Meshuggah poradził sobie z wypowiedzeniem polskich słów ( KLIK! ). Semantik Punk też możemy zaliczyć do grupy zespołów „dostrzeżonych”. Najlepiej świadczy o tym nazwisko producenta, wszak Ross Robinson to nie pierwszy lepszy ogóras (aczkolwiek tytuł „ojca nu-metalu” wśród trv metoli na miano szczególnie pozytywnie odbieranego nie zasługuje), odpowiedzialny był za dzieła takich zespołów jak Korn, Limp Bizkit, At the Drive-in czy Sepultura i Soulfly. Progres i zmiany? Delikatne. Brzmienie gitar zostało nieco „wyczyszczone” z szumów (co znowu nie znaczy, że są krystalicznie czyste), wyeksponowano za to rolę sekcji rytmicznej, w szczególności perkusji, która na „abcdefghijklmnoprstuwxyz” jest głównym siewcą zamętu. Teksty nadal przypominają zbiór przypadkowo dobranych słów, wykrzykiwanych w nieokiełznany sposób. Płyta hajpowana na prawo i lewo, wszelkie pochwały uzasadnione, a tych nie szczędzili nawet uznani w gatunku muzycy Meshuggah.


Antigama

antigama
Obecność tej ekipy w tym zestawieniu może budzić największe zdziwienie, jako że główną łatką, która zestawiana jest z nazwą Antigama jest grindcore. Jednak słuchając takiego „Resonance” czy „Warning” trudno opisać zawartą nań muzykę tylko tym jednym słowem. Generalnie Antigama jest najcięższą gatunkowo kapelą w tym skromnym przeglądzie. Sieka i pędzenie na łeb na szyję, dosyć standardowe dla gatunku oczywiście jest, ale nie wspominał bym o nich tutaj gdyby nie doza szaleństwa i umiejętność odpowiedniej żonglerki rytmiką i załamywaniem już nie tylko kompozycji co nawet pojedynczych riffów. Do tego kapka jakże ważnych dla gatunku eksperymentów i zabaw motywami zaczerpniętych z innych nisz.


Ketha

ketha
Zespół z Olsztyna, który zasłynął głównie europejską trasą u boku Minsk. Czym na tle pozostałych się wyróżnia? Głównie większą dawką psychodelii, co rzuca się w uszy już w drugim utworze debiutu przede wszystkim za sprawą wokali. Jakieś luźne skojarzenie z Kornem mam, nie wiem na ile dobrze to świadczy. W ogóle „III-ia” to album mocno umoczony w tzw. nu-metalu, ale znowu zaawansowanie techniczne, naleciałości death metalowe, nie pozwalają przypisać mu takiej łatki. Do tego prezentują chyba najbardziej połamaną rytmicznie muzykę pośród innych podobnych polskich kapel. Muzyczny syndrom Touretta osiągnął na „III-ia” swoje apogeum – chyba nigdzie indziej zmiany rytmu nie są tak drastyczne, bardziej chaotyczne. Na kolejnej płycie pt. „Second Sight” tych nerwowych tików jest jednak mniej. Psychodela pozostała, z tym że wprowadzana jest zupełnie innymi środkami. Nie jest już tak duszno, nie jesteśmy bombardowani dźwiękami, za to jest więcej przestrzeni. Niestety nie wyszło to na dobre.


Heatenic Noiz Architect

heatenic
Powracamy do klasy o profilu „dillingerowskim”. Tak bardzo, bardzo „dillingerowskim”, że już prawie można mówić o kalce. Są odjazdy w stylu pierwszych płyt amerykańskich protoplastów gatunku, przeplatane charakterystycznymi dla ich późniejszych dzieł, niemal popowymi fragmentami. Jazzowych wstawek też nie brakuje. Na szczęście wszystko jest na poziomie (może oprócz wokalu, który wypada dość ubogo) i mimo takich zbieżności nie powoduje odrzucenia. Jak brać przykład to z najlepszych. Jak kraść to najbogatszym?


Mothra

mothra
Ostatni z omawianych tu przeze mnie zespołów. Mieszający naleciałości „meszugowe” i inspiracje grindcorem. Na koncie mają dwa albumy i w zasadzie tylko ten pierwszy pt. „Planet Decibelian” jest warty uwagi. Prosta, chaotyczna rzeź, bez zbędnych udziwniaczy w postaci wycieczek pozagatunkowych. Najważniejsze, że odmieńców lubujących się w pozornie bezładnych konstrukcjach riffów i mechanicznej motoryki powinno usatysfakcjonować. Kolejna płyta pt. „Dyes” już mniej, dużo, dużo mniej.


Podsumowując chyba udało mi się udowodnić, że w materii mathcore’u i djentu nie mamy się czego wstydzić, a nawet czym pochwalić. Szkoda tylko, że większość z wymienionych zespołów albo nie istnieje, albo ograniczyły znacznie swoją działalność (ostatnio album wydała Antigama, ale przeszła raczej bez echa, a już na pewno odzew był o wiele skromniejszy niż przy okazji poprzednich płyt; poza tym Semantik Punk i Ketha dwa lata temu). A to trochę zastanawiające, gdy na zachodzie moda na djenty jest dosyć popularną tendencją, a Dillingery nadal inspirują rzesze kapel. Co innego, że w temacie, podobnie jak w post-metalu, nie wiem czy da się jeszcze wiele wymyślić nowego, a jedynie rozwijać znaną już formułę i ewentualnie uzupełniać o elementy innych gatunków, często sprzecznych.

Masta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Cudze chwalicie swego nie znacie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Cudze chwalicie, swego nie znacie #2 – matematyka

  1. cfany pisze:

    Polecam obadac Egoist – Ultra Selfish Evolution. Niedawno odkryłem i mocno polubiłem.

  2. cfany pisze:

    *Revolution

  3. Łotr pisze:

    A ja polecam Samo. Chociaż zespół strzela sobie w stopę nie udostępniając szerzej swojej muzyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s