Podsumowanie roku 2013 – Pan Wąs

Ech, dorosłe życie. Z roku na rok coraz trudniej jest mi robić muzyczne podsumowania. W ubiegłym już 2013 było szczególnie kiepsko, nawet w porównaniu z 2012 (wtedy też było kiepsko). Nie chodzi nawet o to, że nie było czego słuchać. Jakoś tak wyszło, że nie było kiedy. A jak już było kiedy, to ochotę bardziej miało się na inne rzeczy, czyt. przeróżne starocie, bo akurat przez ostatnie dwanaście miesięcy miałem mocny kryzys. Czego bym nie słuchał – nudziło, trzeba było więc wciąż sięgać po różne rzeczy, których nie znałem. No i zaniedbałem aktualności.


No ale – bieda biedą, a podsumowanie napisać wypada. Widząc, że rok nieubłaganie zbliża się do końca, kilka zaległości naprędce nadrobiłem. Nie wszystkie, niestety, ale wiadomo – deadline. Podobnie zatem jak Emef, dokonam podziału płyt, tyle że na cztery kategorie. Oczywiście będą płyty dobre, bardzo dobre, te nieco gorsze… oraz nietypowa kategoria: płyty, których posłuchać w całości nie zdążyłem. Może więc zacznę od tych ostatnich.

Cathedral – The Last Spire
No cóż. Bez bicia przyznaję, że pożegnalny album kultowego Cathedral, który na mojej liście był od dawna (jeżeli dobrze pamiętam, początkowo miał chyba wyjść jeszcze w 2012 roku), wylądował w końcu w folderze „do odsłuchu”. Zapoznałem się jednak z częścią materiału, m.in. oczywiście z singlowym „Tower of Silence” i wygląda na to, że choć nie jest to płyta poziomem zbliżona choćby nawet do „The Garden of Unearthly Delights”, to jest to pożegnanie godne wielkich. Panowie zrezygnowali z eksperymentów, których słuchaliśmy na „The Guessing Game”, by powrócić klimatem raczej do najwcześniejszych dokonań, takich jak „Forest of Equilibrium”.
Do posłuchania i obejrzenia

Carcass – Surgical Steel
W 2013 roku mieliśmy do czynienia z kilkoma głośnymi (jak i mniej głośnymi) powrotami z zaświatów. Jednym z nich jest niewątpliwie powrót Carcass; zespół wydał pierwszy album od 17 lat. Cóż mogę powiedzieć – z tego, co słyszałem i czytałem, jest to godny następca „Heartwork”, czyli wstydu nie ma – godny powrót.
Do posłuchania i obejrzenia

Causa Sui – Euporie Tide
Krótko: ten bardzo płodny duński jam band to już marka sama w sobie. Z tego, co słyszałem, zespół nie ustaje w eksplorowaniu różnych obszarów psychodelii i cały czas robi to na swój, charakterystyczny już, sposób. Zdecydowanie nadrobię.
Do posłuchania

The Devil’s Blood – III: Tabula Rasa or Death and the Seven Pillars
Jedna z zaległości, do których jakoś mi się nie spieszyło. Owszem, bardzo lubię ich poprzednie dokonania, należy im się też jakiś szacunek, bo to jeden z głównych zespołów fali retro… Ale dwa utwory, których posłuchałem, a także opinie w sieci, jakoś mnie zniechęciły do odsłuchu. Zdaje się, że zespół po prostu przestał grać to, za co go pokochaliśmy.
Do posłuchania

Jex Thoth – Blood Moon Rise
Niestety, choć czekałem na ten album, nie zdążyłem się z nim zapoznać. Zrobię to na pewno, ale mam obawy, bo opinie są mocno podzielone. Wygląda jednak na to, że do poziomu debiutu się nie zbliżył.
Do posłuchania

Obscure Sphinx – Void Mother
Właściwie nie miałem w planach słuchania tej płyty… Ale zrobiła taką furorę w polskim metalowym światku, że postanowiłem to obadać na własnej skórze – mimo, że wiedziałem, iż prawie na pewno mnie tak nie chwyci. No i tak mnie zastał termin napisania podsumowania.
Do posłuchania i obejrzenia

Philip H. Anselmo & The Illegals – Walk Through Exits Only
Ech… Kiedy około 2010 roku pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że Phil Anselmo kombinuje coś na boku, tzn. poza Down, ucieszyłem się. To na pewno będzie coś dobrego, myślałem. Może coś w łagodnym, country-bluesowo południowym klimacie, jak Southern Isolation, ale może trochę bardziej psychodeliczne – jak „Landing on the Mountains of Meggido” Downa. O tym, że Filipek nagra jakąś sierść, nawet nie pomyślałem – przecież on nie ma już nawet gardła do tego. Niestety, okazało się, że wszystko ma być na opak. Filipek nagrał sierść. Coś jakby skrzyżować Superjoint Ritual i Arson Anthem. Zapoznałem się z jednym utworem, potem zmusiłem się, żeby posłuchać kolejnych dwóch. Tak, zmusiłem się. Brzmi to źle. Anselmo bardzo chce być znowu młody i wściekły, ale niestety, na bycie młodym jest nieco za stary.
Do posłuchania i obejrzenia

Samsara Blues Experiment – Waiting for the Flood
Samsara Blues Experiment to jedna z gorętszych nazw jeśli chodzi o dość młode stonerowe jam bandy. Wygląda na to, że na swojej trzeciej płycie powrócili do tradycji utworów długich, wolno rozwijających się – inaczej niż na płycie drugiej. Do tego, jak się zdaje, umieścili trochę wschodnich smaczków, co już trochę mniej mi pasuje, bo to chwyt dość oczywisty dla takich zespołów – a i tak wiadomo, że nikt nie zrobi tego lepiej, niż Siena Root. Niemniej, zaległość na pewno do nadrobienia.
Do posłuchania

Płyty, które powinny być lepsze

Black Pyramid – Adversarial
Amerykanie z Black Pyramid nie kazali na siebie długo czekać – ich ostatni album, „II”, wydany został w 2011 roku i cały czas mam w pamięci, jak dobrze mi się go słuchało. Nowa płyta to niestety lekki spadek formy, choć chwali się szukanie nowych dróg.
Do posłuchania

Black Sabbath – 13
O tym albumie pisałem szerzej, więc skrótowo – niektóre zespoły powinny wiedzieć, jak ze sceny zejść.
Do posłuchania i obejrzenia

Blood Ceremony – The Eldritch Dark
Nie ukrywam, że trochę mnie ta płyta rozczarowała i nie ukrywam też, że to pewnie z powodu moich oczekiwań. Ale jak mogłem się spodziewać, że ten wspaniały, wiedźmowy klimat zacznie zanikać na rzecz wstawek folkowych? Oczywiście, są też utwory, które mają to, za co kocham Blood Ceremony, ale są trochę jakby niedopracowane.
Do posłuchania i obejrzenia

Church of Misery – Thy Kingdom Scum
Tu również, podobnie jak w przypadku Blood Ceremony, niby wszystko gra, ale czegoś jakby brak. Te riffy, ten wokal – to jest Church of Misery, które znamy i kochamy. I słucha się dobrze, tylko że nie porywa. Brakuje mi choćby jednej takiej petardy, jaką było „Shotgun Boogie”
Do posłuchania i obejrzenia

Deep Purple – Now What?!
Krótko – kolejny zespół z tych wielkich, który już powinien dać sobie spokój. Niby nie jest to złe, ale po co w ogóle jest?
Do posłuchania i obejrzenia

Doomriders – Grand Blood
Tutaj też będzie krótko – Doomriders po prostu nagrali kalkę swojego ostatniego albumu. Nie był zły, ale po czterech latach czekania spodziewałem się jednak czegoś więcej.
Do posłuchania

Horisont – Time Warriors
Zdaje się, że Horisont mnie już do siebie nie przekona. Jest to solidny zespół retro, ale jakoś nie mogę się w nich zasłuchać.
Do posłuchania i obejrzenia

Kadavar – Abra Kadavar
Krótko mówiąc, ostatni album Kadavar to żywy dowód na twierdzenie, że nie powinno się zbyt szybko wydawać nowych płyt. Debiut niemieckich brodaczy z 2012 roku był rzeczą porywającą, choć, jak wiadomo, w końcu to tylko retro stoner – nie odkrywał nowych lądów. Tym razem zabrakło jednak czegoś. Może lepszych riffów, ciekawszych kompozycji, a może po prostu panowie powinni spędzić więcej czasu w salce prób.
Do posłuchania i obejrzenia

Monster Magnet – Last Patrol
Dave Wyndorf i spółka nie mają zamiaru rezygnować. Z jednej strony to nic złego, bardzo się cieszę, że Dave podniósł się po odwyku i wrócił do muzyki, ale z drugiej – trochę żal, kiedy pomyślę sobie, że ten zespół nie ma dla mnie już nic do zaoferowania. Niby zarówno na „Mastermind”, jak i na „Last Patrol” (swoją drogą zastanawiam się, czy ta nazwa aby czegoś nie oznacza…) znalazłem coś, czego mogłem sobie z przyjemnością posłuchać, ale to już nie to samo.
Do posłuchania i obejrzenia

Trouble – The Distortion Field
I znowu – wszystko fajnie, panowie klasycy, ale ile można? Żeby to jeszcze miało ręce i nogi… Niestety „The Distortion Field” brzmi bardzo przeciętnie, raczej jak młody zespół, który jest mocno zapatrzony w heavy/doomowe klasyki, niż zespół, który je faktycznie nagrywał.
Do posłuchania

Vista Chino – Peace
Kolejny powrót i kolejny brak powodów do radości. Vista Chino to 3/4 Kyussa – czyli, właściwie, powinien być to dobry album, słychać jednak, że ta brakująca 1/4, czyli gwiazdor Josh Homme, to najważniejszy filar Kyussa i bez niego ten zespół nagrywać płyt studyjnych nie powinien. Co innego (choć nie do końca) koncerty – o czym wspominałem.
Do posłuchania i obejrzenia

Płyty dobre

Beth Hart & Joe Bonamassa – Seesaw
Przyznam, że zaskoczyła mnie ta kolaboracja, choć, jak się okazało, nie jest to pierwszy album, który ten duet wydał. Nie wiem, jak ten pierwszy brzmi, ale drugi jest bardzo przyjemnym dla ucha zestawem ciepłych rhythm and bluesowych piosenek. Są żywsze, są wolniejsze – standard, ale dla tych, którzy to lubią – polecam.
Do posłuchania i obejrzenia

Earthless – From the Ages
Ci panowie kazali długo na siebie czekać. Ich dotychczasowe dwa albumy zrobiły niemałą furorę wśród fanów kosmicznych jamów, ale od 2007 roku jedyne, co słyszeliśmy ze strony Earthless, to okazjonalne splity. W końcu jednak, po siedmiu (!) latach czekania, powrócili w glorii i chwale. Nie przesadzam. „From the Ages” można śmiało postawić obok ich „klasycznych” płyt.
Do posłuchania

Endless Boogie – Long Insland
Kolejny album Endless Boogie to jeden z tych, który niczym nie zaskakuje, ale to nie szkodzi, bo niczego nowego się nie spodziewamy. Jak się okazuje, formuła wypracowana przez zespół na razie się nie wyczerpuje. A jest to formuła dość ciekawa – mamy tu do czynienia z mocno nasiąkniętym bagiennym klimatem boogie/blues rockiem, tyle że mocno „rozjammowanym”. Wyobraźcie sobie ZZ Top na kwasie. Tak mniej więcej brzmi Endless Boogie.
Do posłuchania

Monkey3 – The 5th Sun
Bardzo miło zaskoczyła mnie nowa płyta Monkey3. Choć ich ostatnia płyta nie była zła, ba – była bardzo dobra, to najnowsza jest jeszcze lepsza. Dają o sobie znać właściwe inspiracje i talent do odpływania. Zdecydowanie warto.
Do posłuchania i obejrzenia

Motörhead – Aftershock
Trudno określić płytę, nagraną przez zespół z tak dużym stażem „świeżą”, ale w pewnym sensie jest to określenie dobrze pasujące do nowego albumu Motörheada. Wszyscy wiemy, że Lemmy & co. od lat grają to samo, ale w jakiś tajemniczy sposób czasami robią to lepiej, a czasem gorzej. W tym wypadku jest lepiej. Kto wie, może to wpływ tej trasy z Clutch? Młodsi podkradli trochę starszym, starsi młodszym. Jestem wręcz pewien, że jakoś skorzystał na tym Phil Campbell – nagrał znakomite riffy, najlepsze od czasu „Inferno”. Cała płyta też robi świetne wrażenie – chce się do niej wracać, podczas gdy dwie poprzednie raczej wpadły jednym uchem, a wypadły drugim.
Do posłuchania i obejrzenia

Octopussy – Octopussy
Długo wyczekiwany przez polskich słuchaczy debiut Octopussy w końcu ujrzał światło dzienne. I trzeba stwierdzić bez wątpliwości, że warto było czekać. Mówi się o nich, że to taki polski Clutch – i chyba jest to najbardziej trafne porównanie.
Do posłuchania

Satan – Life Sentence
Rok 2013 oficjalnym rokiem powrotów? Z zaświatów powraca kolejny zespół – tym razem mowa o jednym ze znacznych przedstawicieli sceny NWOBHM, Satan. Ich ostatni album pojawił się w roku 1987. Z doświadczenia, wiadomo, spodziewać się można wszystkiego – od najgorszej kupy, po bardzo porządny album. W tym przypadku dostajemy to drugie – choć, oczywista, nie jest to rzecz na miarę „Court in the Act”, jest to powrót godny, który trudno nazwać niepotrzebnym. Warto.
Do posłuchania

Spiritual Beggars – Earth Blues
Tutaj króciutko, bo w zasadzie nowy album Spiritual Beggars powinien się znaleźć w kategorii poprzedniej, biorąc jednak pod uwagę, że jest znacznie lepszy niż poprzedni, zdecydowałem się umieścić go tutaj. Co prawda panowie brzmią jak młody retro band, a nie jak legenda, ale przynajmniej nadal pamiętają, jak robić TO dobrze.
Do posłuchania i obejrzenia

Stonehenge – Bunch of Bisons
Ciekawy i wart sprawdzenia materiał zza naszej zachodniej granicy. Stonehenge prezentuje nam ciekawą mieszankę psycho stonera z dużą dawką hammondów i odpowiednią dozą szaleństwa – coś jakby wczesne Atomic Bitchwax (plus hammondy).
Do posłuchania

The Ultra Electric Mega Galactic – The Ultra Electric Mega Galactic
Ten album po prostu nie mógł być zły. Swój własny projekt założył Ed Mundell, prawdziwy wyjadacz sceny stonerowej – grał i z Monster Magnet, i z Atomic Bitchwax. Dokooptował sobie Ricka Ferrante z Sasquatch oraz szerzej nieznanego Collyna McCoya i uznali, że pograją to, co Mundell gra najlepiej – mocno gitarowy stoner/jam. Myślę, że wszyscy wiedzą, czego się tu spodziewać. I to właśnie dostaną.
Do posłuchania i obejrzenia

Uncle Acid – Mind Control
Nowej płyty Wujka Kwasa bałem się – i z tego, co czytałem i słyszałem, nie ja jedyny. Takich płyt, jak „Blood Lust”, nie nagrywa się dwa razy. No i okazało się, że obawy były słuszne, ale dość wysoki poziom został zachowany. Gęsty klimat horroru i sabatu – jest. Czego od Kwasa oczekiwać więcej?
Do posłuchania i obejrzenia

Ścisła czołówka

Fuzz – Fuzz
Jeden z dwóch kandydatów na debiut roku, na pewno zaś zwycięzca w kategorii „zaskoczenie roku”. Fuzz, który – przynajmniej dla mnie – pojawił się znikąd, zrobił nieliche wrażenie. Niesamowicie „rozgitarowany” rock na bardzo mocnym przesterze i z odpowiednio garażowym brudem. Czyste szaleństwo!

Ampacity – Encounter One
Drugi z pretendentów do miana debiutu roku to znakomity album z naszego rodzimego podwórka. Powiem szczerze, że kompletnie mną owładnęła ta płyta i jestem nią zachwycony. Jak opisać ich muzykę? Sam zespół pisze, że gra „retro-futuristic rock”. Inni mówią o nich, jak już wspominał Emef, „Hawkwind na sterydach”. Wszystko się zgadza. Niesamowity kosmiczny odjazd, bezbłędny klimat. Światowy poziom. Sprawdźcie koniecznie.

Clutch – Earth Rocker
Inaczej być nie mogło – nowy Clutch musiał wylądować w czołówce. Wszystko, co miałem do powiedzienia na temat „Earth Rocker”, napisałem już w recenzji. Przypomnę więc tylko, że jest to album typowo clutchowy, czyli bezczelnie chwytliwy, uzależniający i po prostu kapitalny. Najlepszy od czasu „Robot Hive/Exodus”.

Nadzieje na 2014

Po nowym roku nie spodziewam się wiele. Czekam na pewno cały czas na nowy Electric Wizard, bo jestem niesamowicie ciekaw, co im teraz w głowach siedzi i co grają na próbach. Czekam na The Atomic Bitchwax – ich ostatni album, „The Local Fuzz”, pokazał, że oni jeszcze mają coś do powiedzenia. Ciekawi mnie, czy nowy album ma w planach Danzig. Mam nadzieję, że usłyszymy coś więcej ze strony Gentlemans Pistols. Wszystkiego na pewno można spodziewać się od Mastodona. Wypadałoby też, żeby pojawiło się coś od Turbowolfa. A poza tym mam już nowy album Major Konga – zewsząd słyszę, że jest świetny, więc mam nadzieję, że zniszczy.

Aha, no i mam nadzieję, że za rok będę miał dwa razy tyle dobrych albumów, o których Wam napiszę.

Pan Wąs

Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s