Podsumowanie roku 2013 – Emef

Wstępu będzie raptem parę słów – tytuł mówi chyba wszystko. Ponieważ żadne wydawnictwo w tym roku nie powaliło mnie na kolana, podzieliłem więc te, o których warto wspomnieć, na trzy kategorie: płyty bardzo dobre, płyty dobre i, ogólnie rzecz ujmując, płyty rozczarowujące. Tradycyjnie już nie dzielę wydawnictw na polskie i zagraniczne. Podobno chcemy równać do najlepszych, prawda? Z góry zaznaczam, że ów „ranking” jest całkowicie subiektywny (zresztą jak chyba każdy tego typu), natomiast kolejność zupełnie przypadkowa i nie ma sensu się nią w ogóle sugerować.

Zaczynamy od najlepszych.

PŁYTY BARDZO DOBRE

1. Obscure Sphinx – „Void Mother”
obscure.sphinx-void.mother.cover„Anaesthetic Inhalation Ritual” był jednym z lepszych debiutów 2011 roku; „Void Mother” bez wątpienia przebija swoją poprzedniczkę. Do czynienia mamy z albumem dojrzalszym, bardzo metalowym, wzbogaconym mnóstwem intrygujących smaczków, na którym w pełni słychać potęgę ośmiu strun. Po prostu mocny album, o którym już niedługo na blogu pojawi się pełny tekst.

2. Képzelt Város – „Anatolij”
PrintWęgierska scena post-rockowa jest raczej stosunkowo egzotyczna dla polskiego słuchacza. Pewnie dlatego w naszym kraju o Képzelt Város słyszeli tylko nieliczni. Warto jednak jak najszybciej nadrobić zaległości, bo „Anatolij” to w pełni profesjonalny, dojrzały materiał, który przebija zdecydowaną większość tegorocznych wydawnictw z tej samej półki.

3. Stara Rzeka – „Cień chmury nad ukrytym polem”
stara rzeka
Kuba Ziołek to zapracowany człowiek, który, oprócz Starej Rzeki, w tym roku natrudził się również w Hokei i Alameda Trio. Bez wątpienia jednak najszerszym echem, nie tylko w Polsce, odbił się „Cień chmury nad ukrytym polem”. Paszport Polityki jak najbardziej zasłużony, podobnie jak olbrzymi szacunek i hajp zagranico.

4. Caspian – „Hymn For The Greatest Generation”
caspianCo prawda to tylko EP, ale za to jakie! Niby klasyczne dla post-rocka kompozycje, jednak wzbogacone odpowiednio dobranymi gitarami akustycznymi i olbrzymim ładunkiem emocjonalnym nabrały całkowicie nowego wymiaru. Całość brzmi świeżo i jest bardzo ładna. Znajdujących się na płycie miksów nie biorę pod uwagę.

5. 65daysofstatic – „Wild Light”
65days-Wild-Light-artwork-500x500
To kolejna płyta 65dos pokazująca, że elektronika nie gryzie się z post-rockowymi pejzażami. Co prawda z płyty na płytę coraz więcej jest tej pierwszej, jednak póki Brytyjczycy będą nagrywać tak dobre albumy, póty brak gitar nie będzie mi absolutnie przeszkadzał. Co najmniej solidne wydawnictwo.


6. Corrections House – „Last City Zero”

corrections houseNie spodziewałem się, że to będzie aż tak dobra płyta. Tzw. „supergrupa” (swoją drogą nie do końca trafne określenie dla tego projektu, ale niech już będzie) na podłoże klasycznego industrialu zasadziła wszystko to, co najlepsze w twórczości macierzystych zespołów jej członków. Efekt przeszedł moje oczekiwania, a „Serve Or Survive” to od co najmniej dwóch miesięcy podśpiewuje przy goleniu (aż szkoda, że tak rzadko się golę). KLIK!

7. EF – „Ceremonies”
ef_ceremoniesKlasyczna dla Szwedów płyta, od początku do końca bez absolutnie żadnych zaskoczeń. W czym zatem tkwi jej siła? W prostym, nieskazitelnym pięknie. Chwyta za serducho i ściska bardzo, bardzo mocno. KLIK!

8. Cult Of Luna – „Vertikal”
cult of lunaKolejna propozycja „made in Sweden”. Tym razem jednak progres jest bardzo wyraźny, a przede wszystkim prawidłowo ukierunkowany. Zespół nie odszedł daleko od swoich korzeni, jednak z rozwagą dołożone cegiełki sprawiły, że „Vertikal” to chyba najmocniejsza post-metalowa płyta 2013 roku. Co też zresztą było do przewidzenia, prawda? KLIK!

9. Primal Scream – ‚More Light”
primal-scream-more-light-500x500Bardzo się cieszę, że Bobby Gillespie znowu ćpa. „More Light” to ich najlepsza płyta od lat, tak pięknie ociekająca prochami, że ma się wrażenie, iż człowiek naprawdę się narkotyzuje. Lubię tak.

PŁYTY DOBRE

1. Celeste – „Animale(s)”
celesteNie jest to absolutnie zaskakujący krążek – do czynienia mamy raczej z tym, za co Francuzów lubimy (lub też nie). No, może tyle, że tym razem na dwóch płytach, bo na jedną się najwidoczniej nie zmieściło.

2. Upcdownc – „Black Sea”
upcdownc
Kiedyś mieli długą i bardzo durną nazwę, teraz używają wersji skróconej, a w związku z tym mniej durnej. A muzyka? Ciągle stylistycznie trochę jakby rozstrzelona, ale za to z bardzo dobrymi momentami.

3. Karnivool – „Asymmetry”
Karnivool-Asymmetry
Tak na dobrą sprawę, tego typu muzyka przestała mnie interesować przynajmniej ładnych parę lat temu… Pochlebne recenzje i moja wrodzona ciekawość sprawiły jednak, że sięgnąłem po „Asymmetry” i zdecydowanie się nie zawiodłem. Muzycy bardzo sprawnie lawirują po wirażach alt/prog rocka/metalu (zresztą nazwijcie to sobie jak chcecie). Żadne muzyczne arcydzieło, za to solidne, przemyślane wydawnictwo.

4. Red Fang – „Whales And Leeches”
Red-Fang-Whales-And-LeechesChłopaki już na pierwszej płycie jasno określili, co chcą z Red Fang robić. Tegoroczna płyta zatem niczym nie zaskakuje, ale czy też powinna? Na plus bardzo przebojowy „DOEN”.

5. Tides From Nebula – „Eternal Movement”
1186800_10151634215606032_1672794755_nNie ukrywam, że obecność TNS w tej części zestawienia jest być może odrobinę na wyrost… W każdym razie doceniam to, że nie stoją w miejscu. Choć nowych rozwiązań szukają tylko w obrębie swojej szufladki, ale przynajmniej szukają (jeszcze) i to z jako takim skutkiem. KLIK!

6. 1926 – „Orphans”
1926Są z Trójmiasta, zatem nie mogą zawodzić. Śledzę ich poczynania już od jakiegoś czasu i muszę stwierdzić, że wyrasta nam na krajowej scenie solidny zawodnik. Tak zinterpretować „Hope Of Deliverance” to jednak trzeba umieć.

7. Ampacity – „Encounter One”
ampaJak już jesteśmy w Trójmieście, to tam pozostańmy – zmienimy jedynie rejony muzyczne. Ktoś określił Ampacity jako Hawkwind z turbodoładowaniem i w zupełności się z tym zgadzam. Nie wierzycie? Sprawdźcie „Encounter One”.

8. Rosetta – „The Anaesthete”
rosetta-the-anaesthete-604x604Boli mnie, że w tylu przypadkach zmuszony jestem pisać „kolejny dobry album w znanym stylu”. Niestety, Rosetta też należy do tego grona. Mało tego – wydaje mi się, że „The Anaesthete” całkowicie odstaje od poziomu „Wake/Lift” i „The Gallilean Satellite”. Smutne, ale prawdziwe.

9. Sigur Rós – „Kveikur”
sigur-ros-kveikurMam olbrzymią słabość do Sigur Rós, nawet pomimo faktu, że ich muzyka jest w większości kompletnie niemęska. Najwidoczniej jednak grzeczni chłopcy poszli nieco po rozum do głowy, bo zdecydowali się na nagranie płyty bardziej gitarowej, a przez to również stosunkowo mrocznej. Przede wszystkim natomiast trzymającej równy, solidny poziom.

10. Kylesa – „Ultraviolet”
Kylesa-Ultraviolet-600x600Doskonale zdaję sobie sprawę, że „Ultraviolet” to nie jest najlepsza płyta w karierze Kylesa. Nie znaczy to jednak, że tegoroczne wydawnictwo nie jest warte uwagi. Amerykanie odwrócili jakby wzrok od ciężaru, decydując się na większy udział melodii i w niektórych momentach sprawdza się to znakomicie.

11. This Is Your Captain Speaking – ‚Arc”
ThisIsYourCaptainSpeaking_ARC
Mocna średnia dla wielbicieli gatunku. I właściwie tyle w temacie. KLIK!

12. Wieże Fabryk – ‚Cel i światło”
wieze-fabryk-cel-i-swiatlo-cover-okladka
Wieże Fabryk to jedni z najlepszych kultywatorów tradycji Siekiery, którzy za główny cel obrali sobie tworzenie wariacji na temat „Nowej Aleksandrii”. Z tego powodu ponad pewien poziom chyba nigdy się nie wzniosą, ale mimo to zdecydowanie warto zanurzyć się w te zimne, apokaliptyczne dźwięki. KLIK!

13. Entropia – „Vesper”
entropia-vesperEntropia, po typowo post-metalowych walcach na debiutanckiej EP, nagrywając pełnowymiarowy album przeszła do mniej więcej tej samej ligi co mocno hajpowane ostatnio Deafheaven. Na polskiej scenie to dość świeże i warte uwagi zjawisko. KLIK!

13. Echoes Of Yul – „Cold Ground”
echoes of yul„Cold Ground” to słabsza płyta od debiutu, choć, biorąc zwłaszcza pod uwagę nasze krajowe podwórko, nadal warta uwagi. Martwi mnie co prawda ta tendencja spadkowa, ale może jeszcze nie wszystko stracone? Oby. KLIK!

14. Suuns – „Images Da Futur”
suuns-images-du-futurMinimalistyczna, elektroniczno-rockowa płyta, która w równym stopniu może zahipnotyzować, jak i zanudzić na śmierć – to w zależności. Polecam szczególnie wszystkim tym, którzy ponad techniczne fajerwerki cenią prostotę i… ospałość? No chyba tak. KLIK!

15. Riverside – „Shrine Of New Generation Slaves”
riversideRaczej z sentymentu. Mnie „SONGS” nie wciągnęło praktycznie wcale i choć doceniam rozwój (?), to i tak czuję dość spory niedosyt. Zdecydowałem jednak, że zaliczę ten krążek do tych dobrych. Ludziom się generalnie podoba, jeszcze wyjdzie że się nie znam albo co…

16. Low – „The Invisible Way”
lowKolejne smutasy, do których mam wyjątkową słabość, no i, niestety, kolejny album, który kompletnie niczym nie wyróżnia się na tle reszty dyskografii. Solidna porcja tzw. slowcore’a, która w odpowiednim stężeniu powinna być polecana przez lekarzy na bezsenność. Jednak jeśli spać się akurat nie chce, to te niespieszne, ładne melodie mogą i powinny się podobać. KLIK!

PŁYTY MAŁO DOBRE

1. Polvo – „Siberia”
polvoEch, kurwa, sam nie wiem co ja sobie w ogóle myślałem…

2. Russian Circles – „Memorial”
russian circlesMożecie mówić co tam chcecie, ale moim zdaniem „Memorial” to co najwyżej niezła płyta. Co najwyżej – warto podkreślić. Po grupie, która nagrywała takie killery jak „Enter” i „Station” spodziewam się jednak nagrywania albumów więcej niż przeciętnych. Russian Circles natomiast zaczyna gnić w bagnie nijakości.

3. Nine Inch Nails – „Hesitation Marks”
ninO nowej płycie NIN wolę w ogóle nie myśleć, a co dopiero cokolwiek mówić. Nie i już.

4. Blindead – „Absence”
blindeadKompletnie nie rozumiem ludzi spuszczających się nad tym krążkiem. Wydaje mi się, że po zespole nazywanym nadzieją polskiego metalu (swoją drogą ciekawe określenie biorąc pod uwagę zarówno ich styl, jak i przede wszystkim wiek i doświadczenie) można spodziewać się czegoś więcej, niż strzału w kolano w postaci momentami dosłownego cytowania Katatonii. I po chuj im ten Włoch przy mikrofonie?!?! KLIK! (kompletnie się z tym nie zgadzam)

5. God Is An Astronaut – „Origins”
giaaSłuchając singla (swoją drogą najlepszego utworu na płycie) spodziewałem się, że to będzie jakiś progres i korzystna zmiana wizerunku – no bo ile można w kółko praktycznie to samo? Ano jak się okazało można bardzo długo. Owszem, ma ten krążek fajne momenty, ale generalnie jest kolejnym już potwierdzeniem, że GIAA co najwyżej stoi w miejscu. No, bo cofać, to się może już i nie cofa, ale do przodu także nie idzie.

6. Mouth Of The Architect – „Dawning”
mouthofthearchitect-dawning-800x800Już chyba zawsze będę ich kojarzył tylko z wyśmienitym „Quietly”. Tegorocznej płyty to nawet za bardzo nie pamiętam – ot, taki wyznacznik przeciętności.

7. Alice In Chains – „The Devil Put Dinosaurs Here”
Alice-in-Chains-The-Devil-Put-Dinosaurs-HereWspominam głównie tylko dlatego, żeby ostrzec – nie sięgajcie po ten krążek! Jest gorszy niż poprzedni!

8. The Ocean – „Pelagial”
TheOcean-PelagialNigdy nie przepadałem za The Ocean; moim zdaniem w ich twórczości było za dużo wszystkiego, nadmiar środków i inspiracji przytłaczał – tym bardziej, że nie była to przemyślana konstrukcja, lecz raczej utkanie czego się da, gdzie się da. „Pelagial” tego nie zmieni, a nawet jeszcze pogorszy sprawę, bo tych ciągot w kierunku core’a to zdzierżyć nie mogłem.

9. Volbeat – „Outlaw Gentlemen And Shady Ladies”
volbeat_ogsl_1500x15_20130215140958_139_700Dwie pierwsze płyty całkiem sobie cenię, trzecią już mniej, natomiast to, co później Volbeat ponagrywał… No cóż… Przynajmniej tytuł fajny, taki gangsterski, nie? KLIK!

10. Wire – „Change Becomes Us”
wire-change-becomes-us„Pink Flag” to to nie jest. Mało? No pewnie, to bardzo mało. Ale więcej pisać nie warto. KLIK!

O kilku płytach nie wspomniałem celowo, o innych pewnie przez przypadek. Jedno mogę za to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – był to niezły rok, jeśli chodzi o nasze rodzime wydawnictwa. Pod tym względem działo się naprawdę sporo dobrego. Ilu z tych wykonawców uda się przebić poza granicami Polski, ciężko powiedzieć, ale widzę kilka typów na przyszłość. Oby 2014 rok był dla naszych wykonawców co najmniej równie dobry.

Emef

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii felietony i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Podsumowanie roku 2013 – Emef

  1. Troma pisze:

    Zgadzam sie w pelni co do ostatniego NIN, przeciez to kurestwo pod tytulem Everything brzmi jak wziete z jakiejs durnej, amerykanskiej komedii o beztroskich dupkach z koledzu. Tragedia. Ostatnim naprawde dobrym albumem, byl dla mnie The Fragile, a pozniej to juz tylko lepsze (The Slip np.) lub gorsze podrygi. Przy okazji przypomne zelazna zasade, aby nigdy w zyciu nie tatuowac sobie imion dziewczyn i nazw zespolow. Kumpel przed wydaniem nowego NIN dziabnal sobie ich logo i teraz sie tlumaczy, ze to skrot od National Insurance Number 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s