Godspeed You! Black Emperor – Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven (2000)

3234-a0458e9a80261ed60060e772ec9232471

Długo zastanawiałem się, która płyta – czy debiut „F♯ A♯ ∞”, czy wydana 3 lata później „Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven” – powinna w pierwszej kolejności trafić do tego cyklu. Z jednej strony, to debiut jest chyba moim osobistym faworytem; znajdziemy na nim takie perełki, jak jeden z najsłynniejszych (i przy okazji też najpiękniejszych) utworów w dorobku grupy „The Dead Flag Blues”, czy równie znakomity „East Hastings”. Jednak to „Lift Your Skinny Fists…” jest pierwszą płytą Godspeed nagraną w klasycznym, dziewięcioosobowym składzie. Oprócz tego to ona częściej uznawana jest za najlepszą pozycję w dyskografii Kanadyjczyków i dlatego, właśnie kierując się głosem ludu (bo większość podobno zawsze ma rację), wybór padł na ten tytuł. Na „F♯ A♯ ∞” być może jeszcze przyjdzie czas.

Druga płyta w dorobku Godspeed You! Black Emperor ma jedną, bardzo łatwą do wychwycenia przewagę nad debiutem – sprawia wrażenie dużo spójniejszej. Oczywiście nie mówię tu o spójności kompozycyjnej, bo pod tym względem „Lift Your Skinny Fists…” to chyba jedna z najbardziej nieokrzesanych płyt Kanadyjczyków, lecz o istnieniu pewnej myśli przewodniej, spinającej zawarte tutaj cztery kolosy (bo przecież nie suity) w jakąś całość. Nie ma mowy o koncepcie, niemniej jakiś ogólny pomysł na całościowe brzmienie tego albumu był. W przypadku „F♯ A♯ ∞” znacznie bardziej w uszy rzuca się spontaniczność i dużo bardziej emocjonalne podejście do muzyki. Jej następczyni jest dziełem bardziej wyrachowanym, oczywiście nie pozbawionym emocji (bo czym byłaby ta muzyka bez olbrzymiego ładunku emocjonalnego?), ale już mniej swobodnym i też bardziej mrocznym. Generalnie, gdy otworzymy książeczkę, to zauważymy takie słowa: „Najdroższy obywatelu upadającego/upadłego świata…”, które, no nie ma co ukrywać, idealnie opisują atmosferę „Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven”.

Owszem, niewiele mamy tutaj grania, nazwijmy to, konwencjonalnego, zwłaszcza w rozumieniu ogólnie przyjętym dla muzyki rockowej, nie jest jednak też tak, że są to dźwięki całkowicie niszowe i niemożliwe do zaakceptowania dla słuchacza nieobytego z awangardą. Nie można jednak z drugiej strony powiedzieć, żeby to była łatwa płyta. Blisko półtorej godziny muzyki, cztery utwory, z których tylko zamykający „Antennas To Heaven” trwa krócej niż dwadzieścia minut – to może już dla niektórych stanowić barierę niemożliwą do przejścia. Nie sprzyja też trudna budowa kompozycji; wiadomo, z góry wykluczamy układ zwrotka/refren, ale nie mamy do czynienia nawet z charakterystycznym dla suit stopniowym budowaniem napięcia i narostem kompozycji. GY!BE atakują nas utworami o skomplikowanej strukturze, raz mocno ambientowymi, kiedy indziej zahaczającymi o noise czy drone, wybuchającymi w najmniej oczekiwanych momentach i równie nagle cichnącymi. Nieobliczalność – to słowo świetnie opisuje „Lift Your Skinny Fists…”. Mnogość użytych rozwiązań także może zadziwić i to tylko w obrębie jednego utworu. Nie wierzycie? Posłuchajcie „Storm” albo „Antennas To Heaven”. Zresztą, cholera, posłuchać należy całej płyty, bo tak jak już wcześniej pisałem, ciężko w tym dźwiękowym kolażu wychwycić jakiś ulubiony fragment czy ulubioną linię melodyczną (heh, melodyczną…). To płyta na wskroś nastrojowa, której największą zaletą jest budowanie klimatu, a zarazem jego niszczenie, operowanie kontrastami i to nie tylko dźwiękowymi na zasadzie głośno-cicho, ale też operowanie nastrojem w stylu wesoło-smutno czy radośnie-mroczno. Wiem, że to co napiszę zabrzmi jak banał, ale jest to jeden z tych nielicznych krążków, przy słuchaniu których wciśnięcie pauzy jest błędem.

„F♯ A♯ ∞” i „Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven” to płyty, które najczęściej polecam znajomym, niezależnie jakiej muzyki słuchają na co dzień. I wiecie co? Prawie zawsze im się podoba. To chyba najlepiej świadczy o tych dwóch wielkich dziełach w dorobku Godspeed You! Black Emperor.

Emef


cst012hires


1. Storm [22:32]
2. Static [22:35]
3. Sleep [23:17]
4. Antennas To Heaven [18:57]


Całość: 01:27:21


Skład: Thierry Amar – bas; David Bryant – gitara; Bruce Cawdron – bębny; Aidan Girt – bębny; Norsola Johnson – wiolonczela; Efrim Menuck – gitara; Mauro Pezzente – bas; Roger Tellier-Craig – gitara; Sophie Trudeau – wiolonczela


Data wydania: 9 października 2000


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydział archeologii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s