Ewa Braun – Stereo (2002)

ewa

To będzie hołd. Hołd dla jednej z najlepszych polskich płyt, jakie dano mi było słyszeć. Hołd dla jesiennej chandry zapisanej w dźwiękach. Dla długich wieczorów, deszczu, wiatru i chłodu. Dla legendy. Bo czy ten zespół nią nie jest? A stał się już wcześniej: Ewa Braun w momencie wydania „Sea Sea” już na takie miano zasłużyła, a swoją ostatnią w dorobku płytą tylko potwierdziła ten status. I chociaż dla większości palmę pierwszeństwa dzierży właśnie poprzedniczka, to dla mnie „Stereo” jest największym osiągnięciem grupy.

Jest to także początek pewnego cyklu tekstów, którego kolejne odcinki będą się od czasu do czasu pojawiały na blogu. A tytuł jego: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Chociaż może nie do końca tak będzie, bo jeśli na rozkład bierze się taką płytę, to raczej każdy zainteresowany gatunkiem ją zna. Ale może są jeszcze tacy, którzy od dwudziestu dwóch lat spuszczają się nad „SpiderlandSlint, a o Ewci jeszcze nie słyszęli? Wątpię.

Wywołałem już Amerykanów do tablicy nie bez powodu. Muzycy ze Słupska często na „Stereo” odwołują się do tych protoplastów post-rocka czy też rocka minimalistycznego. To drugie określenie wydaje mi się jednak o wiele bardziej odpowiednie dla opisania dźwięków zawartych na albumie Ewy. Niezwykle oszczędne linie gitar, zwykle wyciszone (choć i zaszumieć odpowiednio też potrafią, o czym później), transująca sekcja rytmiczna z zapętlonymi riffami basu, do tego przeważnie szeptane liryki. Dźwięki raczej się snują niż atakują słuchacza. Powoli, kropelka po kropelce, prowadzą słuchacza w cały ten jesienny mrok.

„Wiater wiał” jednak kwiaty już nie „pachły”. A jak wiater zawiał, to wzniósł się szum. A jak szum, to noise. I właśnie te momenty noisowe, niejako punkty kulminacyjne niektórych utworów, są momentami, które najbardziej zapadają w pamięć. Już w pierwszym utworze „Upadek systemu swingu” dostajemy w końcówce tak po uszach, że przy głośniejszym słuchaniu wypada sobie zrobić chwilkę przerwy i dać odpocząć zmęczonym zmysłom. Niech jednak drodzy czytelnicy nie dadzą się nabrać: to ciągle nie są żadne Shellaki, Bardo Pondy czy Swansy. Poziom szumów jednak niższy. Ale Unwound? Znowu przyzywam legendę, ale skojarzenia z tym zespołem są jak najbardziej na na miejscu.

Wróćmy do minimalizmu. Tym razem w tekstach. Oparte na powtórzeniach, hasłach, w ich prostocie przebija się punkowa przeszłość zespołu. Co ważne, oprócz tego, że można je określić „na poziomie”, to idealnie dopełniają obrazy malowane dźwiękami. Trudno o lepszy przykład niż „Ptaki czują jesień” z wersami „Wiatr wieje przeze mnie/ prawie nic nie ma smaku/ zmuszam się do oddechu/ chemia jest mądrzejsza” (przy okazji utwór chyba najbardziej uzasadnia skąd tu ten cały „post rock”, a na końcu również odpowiednio szumi). Liryki pojawiają się jednak bardzo rzadko. Część utworów jest w całości instrumentalna, a w pozostałych również dominują partie, w których wokal nie występuje. Jednak gdy już się pojawi, to wnosi bardzo wiele. Oszczędność, jakość, nie ilość, drodzy państwo.

„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonany” – tak się kończy historia Ewy Braun. Znaczy zespołu, bo kochanica Hitlera jak nam wiadomo skończyła w zupełnie inny sposób. Kapela ze Słupska jednak pozostała niepokonana. Jej dwa ostatnie albumy zapisały się w historii polskiego rocka. Kto wie co by było, gdyby postanowili dłużej razem pograć? Podbój świata? Potencjał na pewno mieli, żeby pojeździć po Stanach i Europie i zapełniać kluby słuchaczami takiej muzyki. Jednak czy to, że w Polsce wyprzedzili swój czas, oznacza również, że odnaleźliby się bez problemu na zachodzie? Slint skończyli równie szybko jak zaczęli, Unwound się zawinęli w roku wydania „Stereo”, rok po ich opus magnum „Leaves Turn Inside You”. Tam już ta muzyka powoli się wyczerpywała. Ale przecież można spróbować coś zmieniać, rozwijać się. Czyli jednak za wcześnie, można byłoby dłużej pozostać niepokonanymi.

Masta

stereo


  1. Upadek systemu swingu [6:12]
  2. Muzyka z księżyca [3:15]
  3. Piosenka dla chłopców [3:13]
  4. Piosenka dla dziewcząt [7:14]
  5. Ptaki czują jesień [7:07]
  6. Koniec nowego roku [6:52]
  7. Sauté cz. III [9:03]
  8. Wzmocnione światła [8:51]

Całość: 51:46


Skład: Rafał Szymański – bas; Marcin Dymiter – gitara, wokal; Darek Dudziński – perkusja; Piotr Sulik – gitara, wokal


Data wydania: 2002

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Cudze chwalicie swego nie znacie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ewa Braun – Stereo (2002)

  1. Pingback: Cudze chwalicie, swego nie znacie #2 – matematyka | geometryofsound

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s