Asymmetry Festival 5.0

cobalt

Trzy dni asymetrycznej muzyki za nami. Zleciało bardzo szybko, nadmiar dobrej muzyki aż się wylewał. Także będzie dużo spustów, ale też parę łyżek dziegciu. Zapraszamy do przeczytania trzyosobowej relacji.

DZIEŃ I – „Dzień kuca”

cobalt

Garouł: Od czego zaczniemy, panie Redaktorze?

Emef: Od początku…

Garouł: …A na początku było piwo!

Emef: Najpierw srogo zmokliśmy, ale w końcu dotarliśmy na miejsce przeznaczenia… Chociaż jeszcze nie. Najpierw był szmalec i Tatra Mocna. A co się dzieje jak podjeżdżamy pod Halę Stulecia? Spotykamy prawdziwego Krula Kuców.

Garouł: Krul Kuców nam wkręcał, że gadał z węgierską legendą norweskiego black metalu, Attilą. Swoją drogą ładnie był napierdolony.

Emef: Była jeszcze historia o koncercie Emperor, bombie w kiblu czy coś… He he

Garouł: Taak, chociaż wiem wiele o ekscesach na tej scenie, nigdy nie słyszałem tej historii. No ale, Krul Kuców ma zawsze rację.

Emef: Po pogawędce wchodzimy, bileciki do kontroli, opaseczki na rękę, szybciutki obchód po terenie festiwalu (trzeba wiedzieć, gdzie jest piwo), wychylamy po jednym zimnym i lecimy na koncert Nevesis.

Garouł: Nierozgrzana publika jeszcze nie weszła w koncertowy rytm, ale się chłopaki nie zrazili i mocnym pierdolnięciem otworzyli Główną Scenę.

Emef: No właśnie marną mieli rolę otwierając Główną Scenę i to jeszcze pierwszego dnia. Brakowało jednak zaangażowania ze strony publiczności. Podobało mi się za to ich brzmienie, brudniejsze niż studyjne, trochę stonerowe. Może nie do końca selektywne (ale to akurat bolączka całego festiwalu), to na pewno mocne. Dla mnie dobre wejście.

Garouł: A co było potem? Piwo?

Emef: O panie, nie tym razem, potem były laski z Deathcats. Te to dopiero odczuły, co to brak zainteresowania.

Garouł: Nie cieszyły się wcale występem, czemu wyraz dała perkusistka: „Thanks for your time”.

Emef: Po pierwsze zespół kompletnie od chuja na takim festiwalu. Stylistycznie nie pasował kompletnie, trochę indie, trochę punka, trochę garażu, generalnie nie to, czego chcieli ludzie. Nawet się dziewczyny nie starały za bardzo, bo nie było dla kogo.

Garouł: Ale basistka zrobiła na mnie wrażenie.

Emef: Basistka była ładna.

Garouł: Bardzo się wstydziła tego, że tam w ogóle jest – kroczek do przodu, kroczek do tyłu…

Emef: Może bas jej ciążył? No nieważne, potem poszliśmy na piwo.

Garouł: Ale zmierzając do ciekawszego wątku – potem był Agalloch!

Emef: No właśnie. Nie za ciekawe brzmienie, ale, wbrew krążącym opiniom, wcale nienajgorszy występ. Było troszkę zaangażowania, odrobina serca, chociaż też raczej bez ryzyka kontuzji.

Garouł: Sam jestem tym koncertem zaskoczony, szczerze mówiąc. Koncert był do granic możliwości profesjonalny – muzyczna poezja. Ekspresja nie poprzedzana beznamiętnymi gadkami do publiczności… Wejście na scenę – koncert – zejście ze sceny.

Emef: Nooo, bardzo dobrzy rzemieślnicy, bo pasji to już tak wiele na scenie nie było. Raczej starali się, żeby przemawiała tylko muzyka. Wszystko zostawili właśnie muzyce, od siebie nie dodając nic.

Garouł: Zespół kompletnie nie był zainteresowany publiką, próby kontaktu były w minimalnym stopniu.

Emef: A pan gitarzysta wyglądał jakby mu robili loda.

Garouł: I to dobrego, mniam. Ogólnie występ Agallocha udany, na mnie zrobił duże wrażenie.

Emef: Ja powiem tak: nie powalili na kolana szczególną ekspresją czy zaangażowaniem, ale udało im się mnie kupić dobrym wykonaniem. No ja po prostu lubię Agallocha, lubię ich muzykę, nieobiektywny jestem.

Garouł: Długo nie zabawialiśmy za to na Outre, trochę suszyło.

Emef: Poprawny występ, w sumie nie wiem co powiedzieć więcej. Byliśmy tam strasznie krótko, przelotowo wręcz.

Garouł: No nic, na mnie Outre nie zrobiło takiego wrażenia, na jakie liczyłem.

Emef: Nooo, to teraz marzenie dzieciństwa – Vader!

Garouł: Pomyłka tegorocznej edycji festiwalu – jak najbardziej.

Emef: Pierwsza sprawa – chujowe brzmienie. Kurwa, wszystko było tak zlane, że ciężko było poszczególne riffy wychwycić. To brzmiało na zasadzie tłukąca perkusja, ściana gitar, przebijający się gdzieś tam Peter. Nie moja bajka już kompletnie, więc jedyne co mogę powiedzieć więcej, to że się starali, latali dużo po scenie, wylali hektolitry potu i kupili grubasów w brodach i długich włosach. No i jeszcze dorzucę, że Peter wokalnie naprawdę daje radę – screamy robiły wrażenie.

Garouł: Swoją drogą nie widać już duszy w nowym składzie, ale jak na muzyków przystało powinni mieć z tego nie tylko prymitywny fun, ale i wyrażać pasję, która nimi kieruje. A tak, czułem się trochę jak na koncercie dinozaurów rocka… Za to czyżbyśmy się zbliżali do mojego intymnego odkrycia tego festiwalu? Entropia?

Emef: Czekam na ciężar twojego spustu.

Garouł: Zawsze mam wiele nadziei, jeśli chodzi o zespoły z tego nurtu. Kurwa, panie miłościwy, więcej takich zespołów na naszej rodzimej scenie bym sobie życzył! Wokalista trochę jak Edward Norton black metalu – kruchy, niepozorny, ale siła ekspresji wyłożyła mnie na posadzkę.

Emef: Mieli problemy z nagłośnieniem, słabo słyszalne klawisze i schowany bas, ale oprócz tego bardzo pozytywny występ.

Garouł: Do brzmienia się nie dopierdolę, zbyt wielkie wrażenie na mnie zrobili. O tyle zabawnie, że początkowo myślałem, że wokal to plejbek. Chłopak ledwo usta otwierał, ale dobywał się z nich taki ryk, że klękajcie narody! Entropiowelove.

Emef: Bardzo zaangażowani byli, to fakt, lubię jak wykonawcy się starają. No ale kurwa, panie kolego, gwiazda wieczoru przed nami. Mayhem… Trzeba było zostać na Entropii.

Garouł: To było dopiero marzenie z dzieciństwa.

Emef: Kurwa, teatr jak sto tysięcy, może dwadzieścia lat temu to robiło wrażenie, ale teraz wygląda najwyżej groteskowo. Do tego strasznie statycznie to wyglądało. Te wszystkie zabawy z czaszkami, świecami, ten półmrok… Nie kupuję chyba tego.

Garouł: Łyse koksy, stojące w miejscu. Jednak doceniam starania Attili, chociaż na tle zespołu faktycznie wyglądało to miernie. Trochę jakby nie wiedzieli, co chcą przekazać. Chociaż, chociaż „Freezing Moon” – jak dla mnie mistrzostwo. A jaki jest największy minus?

Emef: Statyczność i brak zaangażowania?

Garouł: Że zeszli dwadzieścia minut przed czasem. Pozdrawiam. Powiem ci, że jak do tej pory, prawie po wszystkich jeździmy.

Emef: Czekaj, czekaj, dopiero pierwszy dzień. No tak, był on mocno taki sobie. Ale teraz pora na drugi, moim zdaniem – no kurwa najlepszy.

DZIEŃ II – „Na bombie”

cobalt
 

Emef: Bach, z rana o 13:00 szybko po Huberta…
Masta: Ładny macie dworzec.
Emef: Potem piwo, piwo, piwo, imitacja obiadu, przed samym wejściem znowu piwo i lecimy na BNNT. Jak dla Garouła Entropia, tak dla mnie BNNT jest odkryciem tegorocznego Asymmetry. Od czasu OFFa chciałem ich bardzo zobaczyć i udało się. Chłopaki grali na bombie dosłownie i w przenośni chyba też.

Masta: Tu się zgodzę, choć po informacjach od ludzi, którzy widzieli ich wcześniej wiedziałem czego się spodziewać. Ekspresja aż się z nich wylewała, perkusja nadawała groove w stylu The Jesus Lizard.

Emef: Kurwa, potężne brzmienie, super zaangażowanie, jestem pod strasznym wrażeniem tego koncertu. Jeden z lepszych na festiwalu w ogóle.

Garouł: Dobrze, że wcześniej obejrzeliśmy filmiki z koncertu na rynku. Wiedziałem już, że będę miał do czynienia z czymś mocnym.

Masta: Gitarzysta (bombiarz?) rzucał się jak opętany po scenie, potem wskoczył między ludzi wymachując puszką z jakimś granulatem…

Garouł: Ta maska bez otworów na oczy… Koncert opętańców.

Emef: Katiusza napierdalała jak w Niemców pod Stalingradem. Szkoda tylko, że niektórzy nie bardzo wiedzieli z czym to się je i tylko stali i się patrzyli. A to była w sumie żywa muzyka.

Masta: Łatwo można było odpłynąć w trans. Idealna rozgrzewka na początek dnia.

Emef: Taaa, maski i w ogóle cały image był bezbłędny. Świetny występ, od razu z grubej rury. Potem zrobiliśmy sobie przerwę na browara, bo Iconaclass to zupełnie nie nasze klimaty. Następnie za to stawiamy się na The Killimanjaro Darkjazz Ensemble.

Masta: A to już zupełnie inna bajka niż BNNT. Doznania czysto filmowe.

Garouł: Ale swoją drogą też niezły odlot – wizualizacje przenosiły w świat granej przez zespół muzyki. Koncert bardzo hipnotyczny.

Emef: Mnie bardzo pochłonęli.

Masta: Chyba nie tylko ciebie, bo publiczność w większości odpłynęła.

Emef: Muzyka mnie wchłonęła, uwielbiam takie dźwięki. Chętniej bym sobie przy nich co prawda posiedział niż stał wypatrując ponad głowami, ale mimo wszystko, trochę chyba odpłynąłem. W ogóle dużo widziałem dookoła ludzi z zamkniętymi oczami, słuchających w skupieniu muzyki. Bardzo fajny występ, bardzo fajna muzyka, wokalistka też się bardzo cieszyła po koncercie.

Masta: Pan od elektroniki wyglądał na szczególnie zaskoczonego burzą oklasków; miał minę niczym dziecko na jasełkach dostające brawa od mamusi. Jedyny minus występu to okrojony skład, bez perkusji i smyczków, ale pozostała czwórka poradziła sobie świetnie.

Emef: Natomiast występujący potem na Scenie Konwentu Woody Alien to już jednak nie porwał.

Masta: Bas niby ładnie chodził, ale wokal odstraszał… A wystarczyło nałożyć nań trochę przesteru, może delay i byłoby zjadliwie.

Garouł: Od początku zauważyliśmy, że coś jest nie tak… Wokalista nie sprawdził się, może trema, może brak umiejętności, ale sama muzyka mnie nie przekonała, nie czułem się przez nią obezwładniony w żaden sposób.

Masta: Generalnie wokalista sprawiał wrażenie jakby bał się mocniej ryknąć.

Emef: Nie wiem co powiedzieć nawet za bardzo, wokalista nie porwał, muzyka też nieszczególna, trochę mocy mi zabrakło i przez to po prostu mi przepłynął ten koncert, nie przyciągając w ogóle uwagi. Ale doooobra, drżyjcie psy! Shining!

Garouł: No i teraz możemy zacząć rozmowę…

Emef: Najlepszy występ Asymmetry…

Masta: …Na pewno najbardziej żywiołowy.

Garouł: To stwierdzenie było chyba na ustach wszystkich. „Blackjazz” – recepta na to, jak zrobić rozpierdol i mieć przy tym niezły ubaw.

Emef: Jedyny chyba naprawdę dobrze nagłośniony koncert i do tego mnóstwo, mnóstwo energii, aż rozsadzało salę.

Masta: To też na pewno: bardzo selektywnie, można było wychwycić wszystkie smaczki.

Emef: Świetną mieli też prezencję sceniczną, bardzo zgraną z muzyką, wszystko tworzyło fajny kolektyw. Do tego wokalista bezbłędny, mnóstwo charyzmy.

Garoul: I na koniec świetny cover. King Crimson w ekstremalnym wydaniu, publika dała się porwać.

Emef: Cover właśnie w gruncie rzeczy taki sobie. Miło było usłyszeć King Crimson, wiadomo, ale wokalnie chyba pan wokalista trochę nie podołał. Aczkolwiek riff prowadzący miażdżył w glebę.

Masta: No wokalnie na płycie rzeczywiście lepiej to brzmi.

Emef: No właśnie. Ja bym tak ochami i achami na temat coveru nie rzucał. Ale reszta no to kurwa, miazga, panie i panowie. Parę nowych kawałków też było. W sumie w tym amoku ciężko było cokolwiek zapamiętać, kark mnie do tej pory napierdala.

Masta: Podziw jeszcze za kondychę – cały koncert na najwyższych obrotach i wszystko wykonane bezbłędnie.

Emef: Krótko mówiąc – był żywioł, ogień z dupy, piekło było, wszystko było. A dzień drugi kończymy Cult Of Luna, czyli wielką nadzieją tego festiwalu. Pytanie – czy spełnioną?

Masta: Powód, dla którego pojechałem na Asymmetry. Na pewno nie zawiódł set – najlepsze kawałki z „Vertikal” plus hiciory ze starszych płyt.

Emef: Mocne mieli wejście z „I: The Weapon”, a potem jak u Hitchcocka – napięcie tylko rosło. „Ghost Trail” wykonali po mistrzowsku, do tej pory mam ciary. W ogóle dużo  było zaangażowania, praktycznie cały czas na wysokich obrotach, a ja, jak już mówiłem, lubię jak się zespół stara.

Masta: Zawiodłem się jedynie brakiem czegokolwiek z „The Beyond”, bo ostatnio dużo grali z tej płyty z okazji dziesięciolecia jej wydania. Za to kolos „Vicarious Redemption” zachwycił, a bałem się, że na koncerty intro może sprawiać wrażenie przydługiego.

Garouł: Jednak warto było czekać, chyba ten koncert miał największą frekwencję. Warto też nadmienić, że publika tego dnia była zgoła inna niż poprzedniego.

Masta: W kreowaniu klimatu duża była zasługa świateł, powoli błądzących po publice. W ogóle oświetlenie mieli najlepsze na festiwalu, strasznie dużo smaku to dodawało.

Emef: Stałem i chłonąłem. A obok mnie potwór w ludzkiej skórze – Orion z Behemotha.

Garouł: Minąć Oriona w drodze do kibla – CVLT!

Emef: Nie no, widać było, że Cult Of Luna to profesjonalna maszyna koncertowa. Ja to kupuję w stu procentach i jeśli będę miał okazję być na ich koncercie jeszcze raz, to z pewnością skorzystam. Zmęczony byłem, ale szczęśliwy.

Garouł: Czyżbyśmy dobrnęli do „trzeciego dnia zmartwychwstał”?

DZIEŃ III – „Pamiętaj, aby dzień święty święcić”

cobalt
 

Masta: Na szczęście już suchy… Pomijając kwestię szmalcu i koźlaków, zaczęło się słabo.

Garouł: Metallic Taste Of Blood?

Emef: No Metallic Taste Of Blood zagrali chyba nudno, co?

Garouł: Sam za siebie mówi fakt, że poszliśmy na piwo po niespełna piętnastu minutach.

Masta: Zero zaangażowania ze sceny, takie odrobienie pańszczyzny. Jedyne co mnie tam trzymało, to pewne ładne okrągłe kształty stojące przede mną… Ale przecież byliśmy tam dla muzyki.

Emef: Bardzo statyczny zespół, sprawiali trochę wrażenie takich emerytów grających w klubie seniora, a nie zespołu występującego na, jakby nie patrzeć, metalowym festiwalu. Siwe włosy i błyszczące łysinki… To się nie mogło udać. Ale za to po wypiciu piwa przy fontannie, przyszła pora na prawdziwego kolosa… Bo czy można inaczej określić moc, z jaką przyjebało w nas Ufomammut?

Garouł: Tu niestety nie mogę się wypowiedzieć, byłem PONAD…

Masta: Dla mnie to był właśnie najlepszy koncert festiwalu. Porwali mnie całkowicie. Głowa odpadła po kilkunastu minutach. Tak się wprowadza w szamański trans.

Emef: Nawet jakbyśmy nie byli w stanie wskazującym na spożycie różnych specyfików, to wrażenia byłyby nieziemskie. Trans, do tego mnóstwo energii, kurwa, ciężar straszliwy, wszystko grało jak należy. Świetne wizualizacje dopełniły obrazu zniszczenia. Stawiam ich praktycznie na równo z Shining.

Masta: Nie miałem czasu patrzeć, nakurwiałem banią.

Emef: Nawet wszedłem w mosh, co mi się rzadko zdarza. Dałem się porwać, naprawdę. Kto nie lubi Ufomammut jest pedałem. Generalnie, sporo piliśmy piwa tego wieczoru, więc nie dziwota, że Semantik Punk nam chyba trochę uleciało… No, zapomnieliśmy po prostu, że oprócz strefy gastronomicznej i głównej sceny jest coś jeszcze na tym festiwalu. Być może to był błąd, w sumie nie słyszałem na terenie festiwalu opinii o ich występie, ale generalnie ludzie mocno ich hajpują.

Masta: Właśnie opinie były dobre.

Emef: W każdym razie na Amenra znowu stawiliśmy się w jednym z pierwszych rzędów i znowu był trans.

Masta: I to zrekompensowało opuszczenie Semantików. Znowu genialny set, chociaż podobno zbliżony do zeszłorocznego. Miałem duże oczekiwania co do tego koncertu, ale zostały one spełnione w zupełności.

Garouł: Swoją drogą czekałem na ekscesy wokalisty. Mimo, że był ciągle odwrócony tyłem do publiki, udało mu się ją porwać.

Masta: Tam raczej za mało miejsca było, żeby się na hakach podwieszał.

Garouł: Widać było, że ten koncert to dla nich rytuał.

Emef: Trzeci raz ich widziałem na żywo i znowu mi się podobało. Brzmienie mieli marne, to muszę powiedzieć, wokal strasznie ginął, ale sama ich ekspresja sceniczna, ten jakby rytuał… To znowu robiło na mnie wrażenie. I chyba jeszcze będzie robić.

Masta: I jeszcze ślę podziękowania, padając na kolana, za zagranie „Am Kreuz”, jednego z moich ulubionych kawałków w ogóle.

Emef: Panowie, to co teraz? Było parę spustów, ale teraz chyba nie będzie tak wesoło.

Garouł: Kolejny zawód?

Masta: Największy? Bo miały być legendy przed nami, a tutaj pryk, nuda.

Emef: No kurwa, powaga. Strasznie chyba nieciekawie było, co?

Garouł: Sam byłem zaskoczony, oczekiwania miałem na coś większego.

Emef: Brzmienie mega chujowe, no kurwa, wstyd żeby w ogóle taki zespół był tak słabo nagłośniony. Wokal ginął w hałasie, po prostu, inaczej bym tego nie nazwał. To brzmiało jakby ciągle się stroili. Nawet nie ma co wiele o tym mówić. Zaskoczenie bardzo negatywne, niestety.

Masta: Fajny pomysł z kontrabasem na przesterze, ale na tym koniec plusów. Energii malutko, zaangażowania też niewiele. Mnie zawiedli, choć do fanów Melvins się nie zaliczam.

Emef: Ja też nie jestem jakimś wielkim czy coś, znam raczej pobieżnie, ale od początku było słychać, że coś nie grało. To znaczy grało, Melvins Lite, ale słabo. Nie tego się spodziewałem po jednym z ważniejszych zespołów amerykańskiej awangardy.

Garouł: Jak przedstawia się podsumowanie całego festiwalu?

Emef: Legendy słabo, ale jest zew świeżej krwi. To były udane i intensywne trzy dni, na pewno nie żałuję. Ufomammut, Shining, Cult  Of Luna, Amenra, BNNT, Entropia…

Garouł: Mimo złej krwi, której tyle upuściliśmy podczas tej rozmowy, jestem bardzo zadowolony z tego co widziałem i słyszałem. Festiwalowe katharsis, aż ciężko było wrócić do domu.

Masta: Żałuję, że nie byłem na Entropii, ale BNNT faktycznie mają olbrzymi potencjał. Do tego zobaczyłem dwa zespoły, które są dla mnie ogromną inspiracją, więc już samo to było warte o wiele większych pieniędzy, niż kasa za bilety.

Garouł: Warto też pochwalić organizację.

Masta: Tak, bardzo sprawna, na piwo się długo nie czekało.

Garouł: To co? Do zobaczenia za rok?

Emef: Jest na to szansa, ale wiecie co? Następnym razem chciałbym jakąś naprawdę dużą nazwę. 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s