Botch – We Are The Romans (1999)

Botch

Nie ja pierwszy zauważyłem, że Botch to grupa przełomowa i ważna, bo o tym pisało i mówiło już wielu przede mną. No tak, skoro tylu już było piewców Botch, to po co ten temat poruszam po raz któryś tam? Ano po to, że mimo tylu pochwał z różnych stron, to się w sumie o chłopakach nie pamięta, a powinno się, zdecydowanie.

Grupa powstała w 1993 roku w Tacoma w stanie Washington, zaś pierwszy album, „American Nervoso”, ujrzał światło dzienne dopiero w 1998 roku. W międzyczasie Botch prowadził tradycyjną w podziemiu karierę, nagrywając demówki, splity i epki, a przede wszystkim koncertując. Nietypowe podejście do hardcore’a zaowocowało podpisaniem przez Hydra Head Records, która skupia wykonawców wyróżniających się pewnym eksperymentatorskim zmysłem. I o ile „American Nervoso”, choć płytą jest niezłą, nie niosła ze sobą aż tak wielu innowacyjnych rozwiązań, to już wydana rok później „We Are The Romans” wniosła w środowisko hardcore’owe wiele świeżości, a przede wszystkim przetarła, wspólnie z Converge, szlaki dla The Dillinger Escape Plan, Ion Dissonance, The End i całego nurtu, który teraz nazywa się mathcore’m.

W stosunku do Botch nie używałbym jednak wyłącznie terminu mathcore, za znacznie trafniejsze uznając nazywanie ich raczej protoplastami tego stylu. Oczywiście nie obce im były dysonans, polirytmia czy pokomplikowane struktury kompozycyjne, jednakże przy tym brzmieli niezwykle organicznie, zaś kierunek ich poszukiwań wykraczał poza ramy tego, co teraz zwykło określać się tym mianem. To, co świadczy o potędze „We Are The Romans” to nie połamane rytmy i dysharmonia; znacznie ważniejszy jest chociażby mocny, zapadający w pamięć riff, jak np. ten z „Man The Ramparts”, „To Our Friends In The Great White North”, a przede wszystkim niesamowity, będący kwintesencją riffastyczności „Frequency Ass Bandit”. No kurwa, jeśli komuś przy tym łeb nie lata jak na sprężynie, to chyba najwyższa pora wyjąć gnój z uszu. Nie mniej ważna jest progresywność kompozycji, przy czym nie mam tu na myśli coraz większego komplikowania utworów, co raczej wplatanie do nich interesujących elementów. I tak, w „Transistions From Persona To Object” znajdziemy trochę elektroniki i nietypowego riffowania, jest delikatny „Swimming The Channel Vs. Driving The Chunnel” (w ogóle tytuły prawie tak samo skomplikowanie jak u Red Sparowes), są elementy mogące się spodobać fanom Isis czy Cult Of Luna w „We Are The Romans”, nie mówiąc już o tym, co dzieje się w najdłuższym, ponad dziesięciominutowym „Man The Ramparts”. Ha, no tego to trzeba posłuchać; zdradzę jedynie, że finał utworu jest naprawdę potężny. Botch unika też krótkich, treściwych hardcore’owych ciosów, preferując raczej dwunastorundowe, ciężkie walki. Raptem trzy numery trwają mniej niż cztery minuty, a jak już wspominałem jest też dziesięciominutowy kolos, co daleko wykracza poza standard obowiązujący w muzyce hardcore’owej. Dorzućmy do tego wszystkiego mocną, wyrazistą rytmikę, wysunięty bas, ogromną dawkę pierwotnej agresji i wściekłości oraz podniosły klimat, a otrzymamy prawdziwą core’ową epopeję.

W takim razie, skoro płyta jest tak zajebista, to gdzie tkwi problem? Może w tym, że mniej więcej w tym samym czasie swój debiut wydali The Dillinger Escape Plan, który to wzbudził sporo zachwytów w, paradoksalnie, metalowym światku? A może większe znaczenie miał fakt, że Botch niespełna trzy lata po wydaniu „We Are The Romans” się rozpadł, co uniemożliwiło zespołowi ugruntowania sobie takiej pozycji, jaką obecnie ma na przykład Converge. Bo coś wydaje mi się, że gdyby Botch nadal istniał i nagrywał płyty równie dobre jak „We Are The Romans”, to z utęsknieniem czekalibyśmy nie na nowe albumy Converge czy Dillingerów, a na Botch.

Emef

botch_romans_(small)


1. To Our Friends In The Great White North [05:10]
2. Mondrian Was A Liar [02:41]
3. Transitions From Persona To Object [06:04]
4. Swimming The Channel Vs. Driving The Chunnel [04:30]
5. Thomas Howell As The „Soul Man” [04:44]
6. Saint Matthew Returns To The Womb [03:04]
7. Frequency Ass Bandit [04:26]
8. I Wanna Be A Sex Symbol On My Own Terms [03:35]
9. Man The Ramparts [10:50]
10. We Are The Romans [07:27]


Skład: Brian Cook – bas; Tim Latona – perkusja; David Knudson – gitara; David Verellen – wokal


Data wydania 30 listopada 1999 roku

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydział archeologii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Botch – We Are The Romans (1999)

  1. dopethron pisze:

    Niedawno ogłoszono część zespołów mających grać na Unsound Festival, wśród nich jest kultowa grupa Earth. Prekursorzy dronu wydają mi się równie bardzo zapomniani jak Botch. Byłbym wdzięczny za napisanie kilku słów o debiucie grupy Dylana Carlsona.

    • emeffo pisze:

      Nas również bardzo zaintrygowała wiadomość o koncercie Earth w Krakowie. Nie wykluczamy także możliwości tekstu o Earth w przyszłości, ba, jest to wręcz bardzo dobry pomysł. Jest duża szansa na taki tekst.

    • Masta pisze:

      Earth łykam od „Pentastara” dopiero, więc nie pokuszę się o pisaniu o debiucie, którego nie trawię. Poza tym nie nazwałbym ich równie zapomnianymi jak Botch. Wszak nadal wydają płyty i znam ludzi, którzy ich słuchają. ; )

    • emeffo pisze:

      Ludzie słuchający Botch też jeszcze istnieją ;p

  2. LD pisze:

    Pewnie, że tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s